Dołącz do czytelników
Brak wyników

Studium przypadku

29 listopada 2018

NR 12 (Listopad 2018)

Seks – na granicy i pomiędzy biegunami – o zaburzeniach osobowości typu borderline i chorobie dwubiegunowej

0 414

Nastrój jest kluczem do poczucia dobrostanu, poczucia szczęścia i spełnienia. Wpływa na ludzkie postrzeganie rzeczywistości, zwłaszcza na widzenie innych ludzi i samego siebie. Pomaga lub przeszkadza realizować plany i osiągać cele – w zależności od znaku dodatniego lub ujemnego. Seks jest swoistym narzędziem do dyspozycji człowieka, mogącym dawać przyjemność i rozkosz, ale też zagrażać zdrowiu psychicznemu i niszczyć ludzkie życie. Na nastrój człowieka ma wpływ również to, jak wygląda sfera seksu u jednostki i jej aktywność seksualna. W jaki sposób z seksu korzystają osoby cierpiące z powodu ciężkich zaburzeń nastroju, takich jak choroba dwubiegunowa i zaburzenie osobowości typu borderline?

Małgorzata

Pacjentka lat 20, zgłosiła się za namową mamy, z którą mieszka. Już kilkakrotnie podejmowała próby kontaktu terapeutycznego w okresie szkoły, za każdym razem za namową rodziców. Powodem zgłaszania córki na terapię były samookaleczenia oraz narastająca izolacja. Leczona była psychiatrycznie, z zaleceniem podjęcia psychoterapii. Rodzice dziewczyny byli rozwiedzeni – matka w relacji z nowym partnerem, dużo pracuje zawodowo, ojciec założył nową rodzinę. Pani Małgorzata nie uczy się, nie pracuje, chce iść na studia, ale zdała maturę ze słabym wynikiem i przygotowuje się do niej ponownie.
W okresie dzieciństwa pacjentka otrzymywała skrajnie różne sygnały emocjonalne od rodziców. Mama pacjentki, z jednej strony „przyjaźniła się z nią”, była nastawiona do córki pozytywnie, wręcz beztrosko, nie zauważała żadnych jej problemów lub je bagatelizowała. Z drugiej strony, była nadopiekuńcza, zbyt kontrolująca. Dziewczyna nie mogła prowadzić normalnego życia towarzyskiego, w ciągu tygodnia nie mogła wychodzić z domu, bo musiała się uczyć, a w weekendy nie mogła wychodzić ze względów bezpieczeństwa. Małgosia tworzyła więc swój świat fantazji, czytała książki i pisała własne. Postawa matki i wcześniejsze doświadczenia stworzyły jej obraz dość niebezpiecznego świata, i ludzi, którym lepiej nie ufać.
Z kolei ojciec był bardziej zainteresowany córką i tworzył z nią dobre relacje, jednak nie ingerował w sposób wychowania matki, a sam miał mało czasu na wspólne rozmowy. Czuła się dla niego ważna i nieważna jednocześnie.
Sprzeczne komunikaty emocjonalne, brak spójnego, bezpiecznego środowiska, poczucie osamotnienia mogły wpłynąć na kształtowanie się zaburzonej osobowości. Brak wsparcia w osobach znaczących spowodował nieumiejętność wspierania się na innych ludziach oraz na samej sobie w przyszłości.
Pacjentka była zamknięta w sobie, niechętnie nawiązywała kontakt werbalny i pozawerbalny. Podczas sesji często przeważały długie okresy ciszy. Czasem znowu pacjentka z przejęciem i pasją opowiadała o swoim życiu całą sesję. Nigdy nie wiadomo było, jak sesja będzie przebiegała, nic w zachowaniu ani w mimice nie zdradzało uczuć pacjentki. Podobnie funkcjonowała w domu. Nie odzywała się całymi dniami, siedziała zamknięta w swoim pokoju lub niespodziewanie zaczynała rozmowy, które często kończyły się kłótniami. Nie lubiła partnerów swoich rodziców, więc albo z nimi, albo z ich powodu dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji. Po wielu miesiącach przychodzenia na terapię zaczęła się otwierać. Nie był to nadal proces ciągły. Pani Małgorzata wyglądała bardzo ekscentrycznie, często również zmieniała styl. Jej fryzury oraz sposób ubierania nie mogły być niezauważone. Obecnie nie miała żadnych kontaktów społecznych poza rodzicami i terapeutką. Przebywała naprzemiennie w mieszkaniu matki i ojca. W obu miała swój pokój, ale rodzice nie spędzali z nią czasu. Uczyła się, grała na komputerze, chodziła na zakupy. Pozornie w jej życiu nic niepokojącego się nie działo. Nie okaleczała się, twierdziła, że nie czuje się źle, nie skarżyła się na samotność. Podczas pewnej sesji Pani Małgorzata po długiej chwili ciszy zaczęła płakać. Z dużym trudem zaczęła opowiadać o swojej działalności w internecie. Oprócz grania pacjentka czatowała na seks czacie. Robiła sobie nagie zdjęcia i nagrywała filmiki, na których się masturbuje i wysyła do różnych mężczyzn. Jeden z nich zaczął się domagać coraz bardziej drastycznych filmów, a gdy odmówiła, zaczął ją szantażować. Skłoniło to pacjentkę do podzielenia się swoją tajemnicą. Zachowania te trwają od wielu lat, nikomu o tym nie mówiła. Wiele razy próbowała zaprzestać, jednak za każdym razem wracała do tych zachowań. Dawały jej poczucie bycia atrakcyjną, wyjątkową. Czuła, że ma władzę nad mężczyznami. Jednocześnie czuła także wyrzuty sumienia i wstydziła się tych zachowań. W realnym życiu nie miała żadnych kontaktów seksualnych, raz była zakochana – w koleżance z klasy. Nie jest pewna swojej orientacji. Podobają się jej mężczyźni i kobiety. Ogląda filmy porno – głównie lesbijskie – wzoruje się na nich, nagrywając swoje filmiki.
Po dłuższej analizie zrozumiała, że pozbywa się w ten sposób odczuwanego napięcia, złości, smutku, które kiedyś regulowała cięciem się.
Praca terapeutyczna ogniskowała się na budowaniu przez Panią Małgorzatę relacji innych niż opartych na seksie. Z czasem znalazła w sieci grupy skupione wokół jej zainteresowań i nawiązała tam relacje koleżeńskie. Uczyła się również akceptować rodziców i ich rozwód oraz nowych partnerów. Ojcu w międzyczasie urodziło się drugie dziecko, co było bardzo trudnym przeżyciem dla pacjentki. W sytuacjach trudnych powracała do cyberseksu. Robiła to – jak twierdziła – z większą rozwagą i rzadziej.

Krótka charakterystyka zaburzenia osobowości typu borderline

Osobowość typu borderline funkcjonuje pod wieloma nazwami: zaburzenie osobowości na pograniczu, osobowość chwiejna emocjonalnie, pograniczne zaburzenia osobowości, emocjonalnie niestabilne zaburzenie osobowości. Już na poziomie nomenklatury można zauważyć, że to jednostka trudna do uchwycenia.
Rozpoznanie występuje czterokrotnie częściej u kobiet niż u mężczyzn, szacuje się, że szczyt zapadalności przypada na około 25. r.ż., a tylko w 25% dotyczy osób powyżej 40. r.ż.
Charakterystyczne dla tego zaburzenia są: wahania nastroju, napady intensywnego gniewu, niestabilny obraz siebie, niestabilne i naznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne, silny lęk przed odrzuceniem, próby uniknięcia odrzucenia, zachowania autoagresywne, uczucie pustki. Mocno uwidoczniają się tendencje do ambiwalencji w wielu obszarach życia pacjentów.
Dewaluacja oraz idealizacja siebie samego i otoczenia, sprzeczność w dążeniu do bliskiej relacji i lęk przed odrzuceniem doprowadzają do częstych kryzysów, co prowadzi nierzadko do samookaleczeń, prób samobójczych. Osoby dotknięte tym zaburzeniem charakteryzują się głęboko zakorzenionym oraz utrwalonym nieprzystosowaniem i trudnościami w kontrolowaniu emocji. Występują skłonności do korzystania z używek i często współwystępują uzależnienia lub nadużywanie alkoholu, narkotyków, ryzykowne zachowania seksualne.
W kontaktach z innymi, w tym z terapeutą, odznaczają się tendencjami do manipulowania w celu obrony lub ataku. Nie potrafią nawiązywać głębszych relacji. Dążą do realizacji własnych celów. Dotyczy to także sfery seksualnej. Seks nie jest wyrazem emocjonalnego przywiązania czy wyrazem uczuć do obiektu.

ważne

Postawienie dokładnej, rzetelnej diagnozy jest w tym przypadku szczególnie trudne. Zaburzenie osobowości borderline – jak większość zaburzeń z kręgu psychiatrycznego – jest opisywane na kontinuum, czyli można być mniej lub bardziej zaburzonym. Diagnoza bywa nadużywana, szczególnie w obszarze pracy poradni zdrowia psychicznego.
W praktyce spotykam się z częstym, nieadekwatnym stosowaniem jej przez psychologów, terapeutów. Pacjent trudny w kontakcie, „nieleczący się”, uruchamiający w terapeucie negatywne przeciwprzeniesienie, bardzo łatwo otrzymuje diagnozę „border”. Powoduje to niejako ulgę czy też „zwolnienie się” przez terapeutę z odpowiedzialności za terapię, bo „wiadomo – border”. Pacjenci dostają wówczas etykietę nieleczących się, porzucających terapię, nieprzewidywalnych, nierokujących – bez względu na kompetencje czy podejście terapeuty.

Katarzyna

Katarzyna, lat 28, zgłosiła się na terapię (kolejną), za „namową” ojca. Obecnie studiuje (kolejne studia) pedagogikę i pracuje dorywczo. Mieszka z chłopakiem, z którym relacja jest burzliwa. Przedramiona i nogi pokryte licznymi bliznami po samookaleczeniach.
W wywiadzie prezentuje obojętność i brak wiary w możliwość pomocy dla niej, nie wierzy w zmiany w życiu. Inteligenta, bez skrępowania referująca swoją historię i doświadczenia.
Rodzice nigdy nie byli małżeństwem, rozstali się około 2 lata po jej urodzeniu. Mieszkała z matką do czasu adolescencji, wtedy przeniosła się do ojca. Z obojgiem rodziców ma relacje ambiwalentne. Z jednej strony jest z nimi związana, z drugiej – odczuwa dużo złości. Z jednej strony rodzice byli kontrolujący – przez całą podstawówkę odprowadzała pacjentkę do szkoły niania, a z drugiej strony – rodzice nie interesowali się nią, nie spędzali razem czasu. Z matką miała relację „koleżeńską”, ojciec bardziej się troszczył, ale w większości był nieobecny. W okresie dorastania „sprawiała problemy wychowawcze”: częste ucieczki z domu, opuszczanie szkoły, zdarzały się drobne kradzieże. Rodzice byli bezradni. W tym czasie przeniosła się do ojca, gdyż relacja z mamą była bardzo burzliwa – ciągłe kłótnie, awantury sprawiły, że mama nie chciała dalej mieszkać z córką. Rodzice próbowali jej pomóc, posyłając do psychologa, jednak nie była wtedy zainteresowana pomocą. W stosunku do rodziców bywała agresywna słownie i fizycznie. Kontakty z rówieśnikami miała bogate, określa siebie jako osobę towarzyską.
Pacjentka czuła się „niewidzialna”, nie doświadczała żadnej emocjonalnej więzi z rodzicami. Według Katarzyny – rodzice zauważali ją tylko wówczas, gdy pojawiały się jakieś problemy. Gdy wszystko było w porządku, zajmowali się swoim sprawami, a córką interesowali się powierzchownie. Dużo czasu spędzała z nianią, z którą miała również poprawną relację, ale niezbyt bliską. Wewnętrznie czuła smutek i rozpacz, których nie potrafiła wyrażać. Łatwiej było pokazywać złość, agresję, nieakceptowane zachowania. Wtedy była w centrum zainteresowania, czuła bliskość rodziców, ale też ich złość.
W ten sposób wykształcił się wzorzec reakcji: bliskość nadarza się, kiedy pojawia się złość, gniew agresja, brak bliskości to samotność, pustka, smutek. Relacje pacjentki zaczęły układać się zgodnie z takim schematem. Bardzo pragnęła uwagi, więzi pełnej emocji, doświadczenia bycia ważną, jednak gdy się zbliżała w relacji do drugiej osoby, zaczynała czuć złość, gniew, niszczyła budowaną więź.
W okresie adolescencji eksperymentowała ze środkami psychoaktywnymi. Próbowała wszystkiego oprócz iniekcji dożylnych. Intensywnie zażywała amfetaminę, kokainę, marihuanę. W tamtym czasie często okaleczała się, podjęła również dwukrotnie próbę samobójczą poprzez zmieszanie leków z alkoholem. W związku z tym dwukrotnie hospitalizowana psychiatrycznie, z zaleceniem kontynuowania terapii. Nie podjęła wówczas terapii, uważała, że sama sobie poradzi.
Rozpoczęła wtedy również współżycie (około 15. r.ż.). Pierwsze kontakty odbywała z dziewczynami. Było ich wiele, nie pamięta, kiedy dokładnie i z kim był „pierwszy raz”. Większość tych kontaktów odbywała pod wpływem środków odurzających. Z mężczyzną stosunek odbyła około 20. r.ż. Uważa się za osobę biseksualną, kontakty z kobietami i z mężczyznami są dla niej równie przyjemne. Orgazm osiąga jednak tylko podczas masturbacji. Właściwie nie była jeszcze nigdy w monogamicznym związku. Pomimo trwania w relacji partnerskiej stale odbywa kontakty seksualne z innymi osobami. W związku ze swoją pierwszą dziewczyną bardzo zaangażowała się emocjonalnie, mimo tego zdradzała partnerkę i sama była „zdradzana”. Zatem nie mogąc zadeklarować wyłączności, „wypracowały zgodę” na seks z innymi dziewczynami, byle nie prowadził on do zakochania. Po 2 latach bardzo wyniszczającej dla Pani Katarzyny relacji (kłamstwa, przemoc słowna i fizyczna, środki psychoaktywne) dziewczyny rozstały się. Jak to określa: „Najfajniejszy jest ten dreszczyk na początku”. Współżycie ze stałym partnerem też jest przyjemne i uważa je za wartościowe, jednak prawdziwą namiętność doznaje z obcą osobą. Deklaratywnie rozumie niszczący wpływ takich zachowań na związki – w tym spostrzega tak obecne „związki”, nie jest jednak w stanie się powstrzymać, gdy tylko nadarzy się okazja. Partner lub partnerka nie muszą się nawet podobać, ważne, że są dostępni i chętni. Pacjentka ogląda również pornografię, traktując ją także jako „skok w bok”. Sięga po filmy porno wówczas, gdy długo nie nadarza się okazja seksualnej relacji. Potrafi wtedy oglądać porno kilka godzin i masturbować się. Ocenia tę formę aktywności jako najbardziej dla siebie satysfakcjonującą. Osiąga wielokrotne orgazmy.
Seks jest dla Pani Katarzyny przede wszystkim sposobem kontaktu i doświadczania własnej odrębności i tożsamości. Przez większość czasu ocenia siebie i swoje postępowanie bardzo krytycznie, popada w samoobwinianie i negatywizm utrudniający zmianę („jestem beznadziejna, nie jestem dobrym człowiekiem, nikt nie chce ze mną mieć nic wspólnego”). Kiedy spotyka kogoś nowego i nadarza się sposobność zbliżenia, czuje się jakby „dostawała nową szansę”. Partner seksualny nie zna jej i nie będzie znał. Nie musi się czuć winna ani niczego udawać. Czuje się naprawdę pożądana i odczuwa żywe pożądanie. Czuje, że żyje. Dzięki temu czuje się też akceptowana, doceniana, lubiana – choćby na chwilę, ale wierzy, że to jest relacja „naprawdę, na serio”. Aktywnie angażuje się w kontakt, mimo braku przeżywania orgazmu odczuwa namiętność i podniecenie. W dłuższych relacjach czuje się ciągle oceniana, obawia się, że partner w końcu ją przejrzy i porzuci.
Jednak najbardziej swobodnie czuje się podczas seksu sama ze sobą, nie wstydzi się wtedy przeżywać orgazmu, bo uważa, że głupio wygląda. Dopiero wtedy pozwala sobie na całkowite podniecenie, co prowadzi do orgazmu. Pornografia ją stymuluje, przeżywa aktorów jak potencjalnych partnerów, ale oni jej nie zagrażają, gdyż sceny odgrywają się wyłącznie w jej wyobraźni.
Terapia oparta była głównie na budowaniu z pacjentką relacji, w której mogła doświadczyć troski, zainteresowania, akceptacji, ale także granic. Dla zbudowania podstaw pozytywnej samooceny ważne było przepracowanie niszczącej seksualności pacjentki. Rozmowy, edukacja, literatura na temat potrzeb, norm, specyfiki seksualności kobiet i mężczyzn pozwoliły pacjentce pokonać wstyd i zahamowania, aby – na przykład – włączyć w kontakty seksualne wspólne oglądanie filmów. Kolejny krok to przeniesienie przeżywania orgazmów z indywidualnej aktywności na partnerską.
W trakcie terapii Pani Katarzyna nawiązała relację z mężczyzną, w której przepracowywała swoje trudności. Mimo wielu kryzysów i początkowych zdrad utrzymali związek, w którym doświadczała bardzo ekscytującego seksu. Nauczyła się tak kierować pożądanie i używać fantazji, aby nie zdradzać partnera. Pozwoliło jej to zacząć szanować samą siebie i doświadczać poczucia kontroli nad swoim postępowaniem.

Aleksandra

Pani Ola, lat 25, zgłosiła się do gabinetu z powodu myśli samobójczych, poczucia bezsensu, pustki i braku wiary w poprawę. Obecnie studiuje budownictwo (wcześniej próbowała dwa razy zaczynać studia na ekonomii, ale za każdym razem nie zaliczyła pierwszego roku), obecny kierunek studiów również sprawia jej trudność. Problemem jest dla niej wychodzenie z domu, opuszcza dużo zajęć, nie nawiązała relacji z nikim z grupy. Pochodzi z odległej części Polski, wynajmuje mieszkanie w mieście, gdzie studiuje, utrzymują ją rodzice. W okresie szkoły podstawowej utrzymywała sporadyczne kontakty z kilkoma koleżankami. Ludzie i relacje z nimi nie interesują jej, uważa, że niczego dobrego nie wnoszą w jej życie.
Pochodzi z rodziny pełnej, rodzice są wykształceni, pracujący. Ma starszą siostrę, która ukończyła studia, pracuje. Relacje z rodzicami określa jako dobre, ale niezbyt bliskie. Mieszkali w małej wsi, gdzie „wszyscy znali wszystkich”. Dobrze się uczyła, nie sprawiała problemów wychowawczych, ale od zawsze miała swój świat. Wolała siedzieć w domu i „nic nie robić” od angażowania się w jakieś „nadprogramowe aktywności”. Zawsze uważała, że jest inna. Gdy wyjechała z domu na studia, nie nawiązała żadnych znajomości ani przyjaźni.
Zaczęła prowadzić intensywne życie seksualne, spotyka się z mężczyznami, jednak z żadnym nie jest w stałym związku.
Przed rokiem miała stałego chłopaka, z którym spotykała się od 3 lat – był to związek bardzo burzliwy, często się kłócili, a nawet bili, kilkukrotnie się rozstawali, jednak za każdym razem wracali do siebie. Relacja zakończyła się, gdy chłopak wyjechał za granicę, do tej pory utrzymują sporadyczny kontakt internetowy. Pacjentka nie wyklucza powrotu do chłopaka, jeśli nie spotka nikogo „lepszego”.
Pani Ola obecnie używa kilku aplikacji randkowych i w ten sposób poznaje kolejnych mężczyzn. Z jednymi spotyka się tylko raz, z niektórymi kilka razy, zawsze u napotkanego mężczyzny widzi jakieś wady. Od początkowej euforii po poznaniu nowego mężczyzny bardzo szybko wpada w stan rozdrażnienia, poirytowania, niechęci. Nie potrafi postrzegać kogokolwiek w swym otoczeniu w sposób stabilny i jednoznaczny. Z niektórymi mężczyznami chodzi na randki, a z innymi utrzymuje kontakty wyłącznie seksualne. Kupują jej prezenty lub zostawiają pieniądze. Myśli również o zainstalowaniu w domu kamerki i „pracy z kamerką”. Praca ta polegałaby na pokazywaniu się w seksownej bieliźnie, masturbowaniu się, a mężczyźni płaciliby za to. Jeśli nie uda jej się zaliczyć kolejnego semestru, ma zamiar rzucić studia i zająć się taką pracą, aby zyskać niezależność finansową. Mówi o seksie beznamiętnie, bez zaangażowania, traktuje siebie przedmiotowo – tak samo jak mężczyzn. Relacje. w które wchodzi, są jej potrzebne, aby rozładować napięcie i poczuć się lepiej. Wytwarza olbrzymi dystans, aby nikt jej nie mógł zranić, a jednocześnie czuje się samotna, beznadziejna. Nie wierzy w możliwość zmiany w swoim życiu, dopuszcza możliwość samobójstwa.
Terapia dla Pani Aleksandry była – jak wszystko w jej życiu – ambiwalentnym doświadczeniem. Nie zawsze przestrzegała settingu terapeutycznego, opuszczała lub odwoływała sesje w ostatniej chwili. Idealizowała terapeutkę, przerzucała na nią całkowitą odpowiedzialność za leczenie, próbowała wzbudzać poczucie winy. Stosowane świadomie i nieświadomie manipulacje miały charakter obronny, testujący, np. na ile można terapeutce zaufać, ile wytrzyma.
To, w jaki sposób prezentowała swoje seksualne doświadczenia, również miało prowokacyjny charakter. Od prób zawstydzenia terapeutki do prób zohydzenia siebie w jej oczach. Uważała, że jej sposób życia i postawa wobec seksu zasługuje na potępienie. Gdyby ktoś z rodziny się o tym dowiedział, wyrzekłby się jej. Pani Ola prowokowała również mężczyzn do porzucenia jej, nieangażowania się. Z jednej strony używała seksu, aby się zbliżyć, być w jakiejkolwiek relacji, a z drugiej, aby zostać odrzuconą, gdyby wyszły na jaw jej inne relacje.
Akceptująca, nieoceniająca pomysłów czy zachowań seksualnych postawa terapeutki pozwoliła nawiązać relację...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy