Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

19 marca 2018

NR 5 (Wrzesień 2017)

Postmodernizm w gabinecie psychoterapeuty
Koncepcje i praktyczne metody pracy

0 415

Bez względu na to, czy sobie tego życzymy, czy też nie, postmodernizm puka do naszych gabinetów, zagląda niepostrzeżenie, wkrada się, przygląda, doradza, przywodzi „wieloobraz” oraz „polifonię”. Namawia do „niewiedzenia” i pokory. Przynosimy go świadomie lub nie sami, lub przychodzi wraz z naszymi klientami/pacjentami do naszych miejsc pracy. Jak go oswoić, jak go wykorzystać?

Czy postmodernizm ma wpływ na terapię i terapeutę?

Chcąc nie chcąc, warto być świadomym wpływów nurtu postmodernistycznego w praktyce terapeutycznej, jego wad, ale i korzyści. Dlaczego? Chociażby po to, aby nas nie przestraszył i nie przytłoczył swoimi sprzecznościami i różnorodnością. Byśmy potrafili z niego czerpać, współpracować z nim, korzystać z jego dobrych sugestii, ale i unikać jego podstępów i intryg. „Tymczasem do psychoterapii postmodernizm wnosi idee, które mogą być nie tylko użyteczne i twórcze, lecz także cechuje je godna uwagi wrażliwość etyczna” (Chrząstowski i de Barbaro, 2011, s. 7). 
Autorzy nie mają tu na myśli jednej szkoły psychoterapeutycznej, którą moglibyśmy określić jako postmodernistyczną, lecz psychoterapie inspirowane postmodernizmem. Warto przyjrzeć się zatem modelom terapeutycznym oraz klimatowi intelektualnemu, jaki towarzyszy terapeutom o postmodernistycznym nastawieniu.

Personifikacja i eksternalizacja problemu w terapii z pacjentem

Celowy zabieg zastosowany w poprzednim akapicie w stosunku do postmodernizmu dotyczy personifikacji, czyli jednej z metod stosowanych w duchu tego kierunku. Inaczej mówiąc, uosobienie postmodernizmu pozwala przyjrzeć się mu z innej perspektywy. W praktyce psychoterapeutycznej „personifikacja problemu” wykorzystywana jest zwłaszcza podczas tak zwanych rozmów eksternalizujących, które mają na celu oddzielenie osoby od problemu. Dzięki temu problemem staje się objaw i trudność, a nie osoba.
Nie jest to oczywiste, White (1989), powołując się na prace Foucaulta, zwraca uwagę na procesy zachodzące w kulturze, które sprawiają, że jednostka staje się odpowiedzialna za to, co jej się przydarza, w konsekwencji traktując własną osobę jako problem.

Przykładem może być popularne założenie, że dana osoba jest odpowiedzialna za wystąpienie choroby somatycznej u siebie. Sprzyja to procesowi internalizacji. Proces odwrotny, czyli eksternalizacja – według White’a i Epstona (1990; za Józefik 2014) – powoduje, że łatwiej dokonujemy zmiany, jeśli nie myślimy o trudności jako integralnej części swojej osoby.

Oddzielenie problemu czy jego personifikowanie zmniejsza poziom lęku, poczucie winy i wstydu, a zarazem powoduje wzrost poczucia kontroli i sprawczości.

Można wówczas pytać o:

  • „sztuczki”, jakich używa problem,
  • intencje, jakie ma problem,
  • zasady, jakimi się kieruje problem, itp.

Tego typu zwrot niejednokrotnie okazuje się konieczny, by rozpocząć konstruktywną pracę terapeutyczną czy udzielenie wsparcia.
Przytoczony powyżej przykład eksternalizacji i personifikacji obrazuje fragment sposobu podejścia do problemu w duchu postmodernistycznym. Jednak zanim przejdziemy do analizy innych metod czerpiących z postmodernizmu, spróbujmy przyjrzeć się mu w szerszym kontekście.

Opis rzeczywistości w duchu postmodernistycznym

Nie sposób mówić o postmodernizmie bez jego dookreślenia. Definiując pojęcie „postmodernizm”, inaczej mówiąc „ponowoczesność”, przychodzi na myśl jego kontrowersyjność i niejednoznaczność, być może stąd trudno o jedną, wyczerpującą definicję i dokładne określenie, kiedy się narodził.
Profesor Bogdan de Barbaro (2007) definiuje postmodernizm jako „kierunek w kulturze i filozofii, zgodnie z którym dochodzi do zakwestionowania i uznania za niewiarygodną możliwość całościowego i spójnego opisu rzeczywistości. Adekwatny opis z natury rzeczy jest cząstkowy, składać się może jedynie z chaotycznych i niespójnych fragmentów. Tak więc dominującym klimatem intelektualnym jest sceptycyzm wobec projektu oświeceniowego i otwarcie na pluralizm. Wyrazem takiego pluralizmu jest – w odniesieniu do literatury – słynna teza Barthesa, że „utworów jest tyle, ilu czytelników, gdyż każdy czytelnik odczytuje je inaczej”. Ilustracją postmodernizmu może być także chociażby postmodernistyczna ortografia (e-mail, iPod), architektura (Centrum Pompidou w Paryżu), sztuka (Gówno artysty Pierra Manzoniego, który takim napisem opatrzył swoje ekskrementy).

Modernizm a postmodernizm – różnice w ujęciu psychoterapeutycznym

Mówiąc o postmodernizmie, warto odnieść się do samego modernizmu. Borawska (2012) zwraca uwagę na fakt, iż uznane szkoły terapeutyczne, które powstały w ubiegłym stuleciu, osadzone były – siłą rzeczy – w modernizmie. Opierały się na założeniu istnienia prawdy obiektywnej, dotyczącej źródła problemu czy choroby. Pozwalało to terapeucie pracującemu w określonym nurcie terapii, przykładowo: analitycznej, behawioralnej, humanistycznej czy poznawczej, by założył z góry pogląd – inspirowany teorią tworzącą jego szkołę – na temat przyczyny dolegliwości zgłaszanych przez pacjenta. Terapeuta jako ekspert i sędzia mógł dotrzeć do źródła problemu, objawu i choroby, by w toku spotkań z pacjentem móc zweryfikować, tudzież doprecyzować, swoje hipotezy (sformułowane w oparciu o teorię określonej szkoły terapeutycznej), a następnie móc z nimi skonfrontować pacjenta/klienta, zwiększyć jego wgląd, skorygować zachowania czy schematy myślowe, czyli w dużym uproszczeniu – przepracować problem.

 Modernizm Postmodernizm
  • założenie istnienia prawdy obiektywnej dotyczącej problemu i/lub choroby,
  • terapeuta jako ekspert ma szansę dojść do źródła problemu i/lub choroby,
  • konfrontacja pacjenta z diagnozą terapeuty i przepracowanie problemu.
  • sceptycyzm w poznawcze możliwości terapeuty i adekwatny opis rzeczywistości,
  • poznanie zdeterminowane różnicami w budowie fizjologicznej mózgu,
  • poznanie jest jedynie tworzeniem „mapy” rzeczywistości, a „mapa nie jest tożsama z terytorium”, 
  • terapeuta przyjmuje punkt widzenia  konstruktywisty i konstrukcjonisty.

Tab. 1. Założenia szkół terapeutycznych w duchu modernizmu i postmodernizmu

Praktyki oparte na postmodernizmie inspirowane były konstruktywizmem i konstrukcjonizmem społecznym, co doprowadziło do sceptycyzmu dotyczącego możliwości obiektywnego poznania i opisu rzeczywistości. W myśl tych założeń, nasze poznanie jest ograniczone z racji różnic w budowie fizjologicznej mózgu, a także postrzegania kształtowanego przez różnorodne doświadczenia. Jednym z naczelnych haseł stało się stwierdzenie Alfreda Korzybskiego (1942), że „mapa to nie terytorium”. Poznając kogoś, tworzymy swego rodzaju mapę, która nie jest tożsama z nim jako metaforycznym terytorium. Jako mniej lub bardziej zręczni „kartografowie”, opisując danego człowieka, możemy tworzyć jedynie mapy, które są mniej lub bardziej adekwatnym obrazem rzeczywistości, ale nie samym terytorium, czyli odzwierciedleniem danej osoby. Ilustruje to zmiany w perspektywie możliwości zrozumienia danej osoby, implikując zarazem możliwości leczenia i terapii, Hoffman (2002) mówi o trzech sędziach:

  1. modernista – „mówię to, co jest”,
  2. konstruktywista – „mówię to, co widzę”,
  3. konstrukcjonista społeczny – „nic nie istnieje, zanim tego nie nazwę”.

Konstruktywizm i konstrukcjonizm społeczny jako podstawa teoretyczna

Konstruktywizm i konstukcjonizm społeczny, chociaż są pojęciami pokrewnymi, nie są tożsame. Jak zostało wspomniane już wcześniej, dotyczą natury poznania. Odrzucają ideę obiektywnego opisu i poznania rzeczywistości.

KONSTRUKTYWIZM ma swoje korzenie w biologii poznania, a dokładnie w pracach Maturany (1978). W związku z tym, że nasze spostrzeżenia są filtrowane przez indywidualny układ nerwowy, ogranicza to możliwość w rzeczywistym poznawaniu tego, co znajduje się na zewnątrz. Ta sama sytuacja może zatem być postrzegana w odmienny sposób przez różne osoby.

KONSTRUKCJONIZM społeczny jest podobnie niejednorodny jak sam postmodernizm. Jedna z jego najważniejszych tez zakłada, że „świat konstruujemy poprzez język” (Gergen i Gergen, 2004), a co za tym idzie, to rzeczywistość jest tworzona przez język i jest wynikiem porozumienia społecznego. Dodatkowo język ma charakter relacyjny, a w konsekwencji to, co dzieje się w psychoterapii, polega na wspólnym konstruowaniu rzeczywistości przez terapeutę, jak i klienta/pacjenta (Anderson, 2009).

Przykład 1. „opętanie w różnych narracjach”

Chrząstowski i de Barbaro (2011) podają tutaj przykład opętania:

Przyjmijmy, że będziemy je definiować i rozumieć jako zjawisko psychopatologiczne, należące do zaburzeń dysocjacyjnych, posiadających swój określony numer statystyczny w międzynarodowej klasyfikacji chorób. W związku z czym najbardziej odpowiednią osobą, która będzie mogła pomóc w tej sytuacji, będzie lekarz psychiatra, który będzie je leczył, prawdopodobnie z użyciem farmakoterapii. Odwołujemy się wówczas do opisu medycznego i adekwatnych w tym zakresie metod postępowania.

Gdybyśmy spojrzeli jednak na opętanie z perspektywy teologa, będziemy je opisywać w kontekście ingerencji szatana w psychikę jednostki. Wówczas adekwatną formą pomocy byłyby egzorcyzmy, czyli wypędzenie „złego ducha”. W związku z powyższym to konstrukcja językowa i osadzenie w konkretnym kontekście czy też dyskursie stanowi punkt wyjścia dla konsekwencji praktycznych.

Wielowersyjność, optymalna różnica, irrewerencja – czyli jak prowadzić dialog także poza terapią

Czerpiąc inspiracje z postmodernizmu, warto pamiętać o kilku ważnych pojęciach. Być może wskazane tu przykłady będą dużym uproszczeniem, jednak w pewnym stopniu z pewnością odzwierciedlają ducha ponowoczesności.

wielowersyjność

Jednym z nich jest „wieloznaczność”, „wielowersyjność”, którą Chrząstowski i de Barbaro (2011) definiują jako różnice między wersjami. Okazuje się, że nie jest ona zarezerwowana jedynie dla psychoterapii inspirowanych postmodernizmem. Odnosząc się do myśli szkoły psychodynamicznej, okazuje się, że ambiwalencja jest czymś prawdziwszym i dojrzalszym niż jednoznaczność. Całkowita pewność i przekonanie o jednej racji może być niebezpieczne i skrajne.

Dlaczego zatem wieloznaczność jest ważna i użyteczna dla procesu psychoterapeutycznego?

Chociażby przez to, że kiedy zaciekawimy się różnicami (przykładowo w opisie tego samego problemu, inaczej będzie go spostrzegać i definiować żona niż mąż i odwrotnie), możemy zrezygnować z osądzania o tym, kto ma rację. Zresztą gabinet psychoterapeuty nie ma być z definicji salą sądową. Patrząc z perspektywy szkoły mediolańskiej, będzie to przejście od wzorca etycznego (kto jest „dobry”, a kto „zły”) do wzorca estetycznego, (czyli opisowego „jak to wygląda”) (Chrząstowski i de Barbaro, 2011).

Optymalna różnica

Idąc dalej, by rozmowa terapeutyczna mogła stać się nośnikiem zmiany i rozwoju, muszą zostać spełnione określone warunki. Jeśli to, o czym piszę, będzie dla kogoś zbyt banalne i oczywiste, uzna ten tekst za nudny, mało wartościowy i w żaden sposób nieinspirujący 
do rozwoju i zmian. Gdybym z kolei pisała w języku stricte naukowym, unikając przykładów i powołując się na niezwykłe, skomplikowane, nowe teorie, mógłby się wydać zbyt trudny do przyswojenia, zrozumienia, tudzież czytania i z góry odrzucony (co nie oznacza, że czytelnik nie znajdzie tu którejś ze skrajności).
Tutaj pojawia się kolejne ważne pojęcie, a mianowicie „optymalna różnica”. Według Andersena, by dialog terapeutyczny mógł przynieść oczekiwaną zmianę – czy to związaną z rozwiązaniem problemów, czy może ustąpieniem objawów – różnica pomiędzy tym, co do tej pory było w głowie klienta/pacjenta, a tym, co pojawia się w trakcie rozmowy terapeutycznej, nie powinna być ani zbyt mała, ani zbyt duża. Co oznacza, że gdy terapeuta mówi do klienta to, co wydaje się dla niego oczywiste, być może okaże się to wspierające (czasem jest to również niezwykle ważne i potrzebne), ale nie będzie to generować zmiany. Przeciwieństwem byłaby interwencja terapeuty niezwykła czy wzbudzająca bardzo silne (niejednokrotnie negatywne) emocje. Niesie to z kolei ryzyko automatycznego odrzucenia interwencji jako zbyt dziwnej i odległej od tego, czego klient/pacjent doświadcza, lub koncentracji na bólu emocjonalnym, a co za tym idzie – braku możliwości myślenia o zmianie. Zasada ta jest ważna przykładowo, gdy chcemy uniknąć przedwczesnej, skazanej z góry na stracenie interpretacji. Ważne, by pamiętać o tym, że może ona trafić do naszego klienta/pacjenta, jeśli nie będzie ani zbyt bliska, ani zbyt odległa od „mapy” jego światopoglądu. Analogicznie, zbyt duża „odległość”, na przykład kulturowa, naszej rodziny, pary czy klienta/pacjenta od nas może powodować trudność w dotarciu do właściwych „map” i przeszkodzić w budowaniu solidnego sojuszu terapeutycznego.

Irrewerencja

Istnieje pewien paradoks polegający na tym, że terapeuta najpierw powinien wyposażyć się w solidną i rzetelną wiedzę dotyczącą różnych koncepcji i teorii psychologicznych czy psychoterapeutycznych, by później uczyć się tego, jak „zawieszać” owe zdobycze i dystansować się od nich.
Takie stanowisko prezentuje Gianfranco Cecchin, pisząc o irrewerencji, czyli braniu w nawias tego, co się wie, inaczej mówiąc, zachowaniu pozycji „niewiedzenia”. Jak to określa profesor de Barbaro, „teoria jest potrzebna, ale powinna być jedynie w pobliżu, na podorędziu (w zasięgu umysłu niczym staromodna fiszka), ale nie między terapeutą i jego rozmówcą (…)” (Chrząstowski i de Barbaro, 2011). Pozwala to nadać teorii statut jednej z możliwości, a różne teorie stają się wieloma możliwościami. Autorzy porównują to do dobierania szkieł okularów tak, by były jak najbardziej odpowiednie i użyteczne dla klienta, który ostatecznie sam decyduje o tym, które będą dla niego dobre. 

Podobnie – zadaniem terapeuty wydaje się pokazanie różnych opcji i możliwości. Tymczasem pacjent/klient wybiera to, co będzie dla niego przydatne czy użyteczne.
Ważne, by to, co wypowiada terapeuta, nie było dyrektywną interwencją i nie przypominało jedynej słusznej wiedzy, lecz tworzyło irrewerentną propozycję. Pomocne może być zatem – na przykład – dopytanie pacjenta/klienta, czy to, co usłyszał, ma według niego sens.

Konsekwencje postmodernizmu w praktyce psychoterapeuty

Profesor Bogdan de Barbaro (2007) podaje przesłania tudzież wskazówki dla psychoterapeuty, jakie wynikają z postmodernizmu.

Wskazówki dla psychoterapeuty w duchu postmodernizmu

  1. Bądź ostrożny, a nawet nieufny wobec własnych myśli, ocen i wyznawanych teorii. Niech ci się nie wydaje, że wiesz lepiej, czego ktoś inny w życiu potrzebuje.
  2. Uwzględniaj kontekst (interpersonalny, kulturowy, ekonomiczny, polityczny). Bez tego nie będziesz miał dostępu do znaczeń kryjących się pod faktami.
  3. Pamiętaj, że język współtworzy rzeczywistość. Dlatego tak ważne i brzemienne w skutki jest to, w jakich warunkach, z jakimi uprzedzeniami i co mówisz do osoby oczekującej pomocy.
  4. Dostrzegaj wielowersyjność świata i wielość opowieści, bez zadufania, że twoja opowieść jest tą trafną (a tym bardziej – prawdziwą).
  5. Licz bardziej na własną odpowiedzialność i moralność niż na kodeksy i paragrafy.

(de Barbaro, 2007, s. 13).

 

Przykładowe metody inspirowane postmodernizmem

W szeroko rozumianym ujęciu postmodernistycznym wyłonił się nowy paradygmat konstrukcjonistyczno-narracyjny, co miało ogromny wpływ na sposób myślenia o terapii i jej praktyce. Zmiany te szczególnie widoczne były i zapewne nadal są w terapii rodzin. Profesor Barbara Józefik (2014) wśród wybitnych terapeutów, którzy rozwijali idee konstrukcjonistyczno-narracyjne, wymienia: Henry’ego Goolishiana i Harlen Anderson (amerykańscy psychoterapeuci), Toma Andersena (norweski psychoterapeuta), Gianfranco Cecchina i Luigiego Boscolę (włoscy psychoterapeuci) czy Michaela White’a (Australia) i Davida Epstona (Nowa Zelandia). Szczegółowy opis proponowanych metod przekracza ramy niniejszego opracowania,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy