Dołącz do czytelników
Brak wyników

Diagnoza

17 maja 2021

NR 27 (Maj 2021)

Opuszczone i niekochane dzieci – zaburzone więzi jako piętno

44

Dlaczego moja mama mnie nie pokochała? – to pytanie nurtuje dziecko, które doświadczyło nieobecności rodzica. To pytanie, ale też obraz opuszczającego rodzica wpisują się w świat wewnętrzny dziecka i pozostają z nim do końca życia. Osoby te zmagają się z RAD, choć rzadko o tym wiedzą.

Każdy człowiek podświadomie szuka bezpiecznego schronienia u silnego, opiekuńczego rodzica. Jeżeli nie mamy w zasięgu kogoś takiego, to pozostają dwie możliwości – walka lub ucieczka. W sytuacji gdy nawet to nie jest możliwe – następuje bezruch, bezradność i kruchość. Wyrastają one z traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa i zostają na długo.

Dzieci, które doświadczyły porzucenia rozumianego jako odizolowanie się rodzica, oddanie do ośrodka lub innej osobie pod opiekę, cierpią na RAD, czyli reaktywne zaburzenie przywiązania (ang. Reactive Attachment Disorder), (Prior, 2006, s. 20).

To dość nowy termin w diagnozach psychologicznych, który określa zaburzenie przywiązania we wczesnym dzieciństwie, również w kontekście doświadczanej przemocy emocjonalnej, psychicznej czy fizycznej. Rozwija się, gdy najbardziej podstawowe potrzeby dziecka dotyczące wychowania, czułości, komfortu, bliskości, bezpieczeństwa nie zostały zaspokojone. To powstrzymuje je przed nawiązaniem zdrowych relacji z innymi. Zaburzenie przybiera najczęściej dwie formy – osoba będzie unikać związków albo, wprost przeciwnie, nadmiernie wymuszać uwagę (Williams, 2018).

Reaktywne zaburzenie przywiązania jest rzadkim stanem dysfunkcji emocjonalnej, w którym niemowlę lub dziecko ma trudności z nawiązaniem więzi z rodzicami lub opiekunami z powodu wczesnego zaniedbania lub złego traktowania. Ryzyko diagnozy RAD jest wyższe niż przeciętne u niemowląt i dzieci, które mają matkę z depresją poporodową, mieszkają w domach dziecka i innych instytucjach opiekuńczych, przebywają w rodzinach zastępczych, są oddzielone od rodziców na dłuższy czas lub mają zaniedbujących opiekunów. Bez leczenia zaburzenie może utrzymywać się latami (Williams, 2018).

RAD pojawia się zwykle przed piątym rokiem życia, ale dość często można je zaobserwować, gdy dziecko jest jeszcze niemowlęciem. Objawy mogą być wtedy trudniejsze do rozpoznania niż u starszych dzieci – należą do nich m.in.:

POLECAMY

  • apatia (zmniejszenie zdolności do odczuwania emocji i bodźców fizycznych),
  • wycofanie,
  • brak zainteresowania zabawkami i grami,
  • brak kontaktu wzrokowego,
  • brak uśmiechu,
  • unikanie kontaktu,
  • brak emocji podczas kary (kara pokazuje im wzmocnienie, że są „niechciane”) (Williams, 2018).

Starsze dzieci będą wykazywać bardziej zauważalne objawy, takie jak:

  • wikłanie się w trudne sytuacje czy konflikty,
  • unikanie pocieszania,
  • ukrywanie uczuć – złości, żalu, smutku,
  • agresja,
  • nieufność,
  • brak trwałych relacji z rówieśnikami lub liczne relacje, ale bez chęci ich pogłębiania,
  • wybuchy złości (Williams, 2018).

Gdy dzieci z RAD dorastają, mogą w swoich zachowaniach jeszcze bardziej się hamować lub całkowicie zahamować przed kontaktem i bliskością w stosunku do rodziców/opiekunów i bliskich im osób.

Dziecko, które wyraźnie widać, że jest rozhamowane, szuka natomiast uwagi u wszystkich, nawet nieznajomych, często prosi o pomoc, jest zregresowane, dziecinne, zaniepokojone. Objawy RAD mogą przypominać zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), fobii społecznej, zaburzenia lękowego czy zaburzenia ze spektrum autyzmu.

Nie ma formalnej diagnozy zaburzeń przywiązania u dorosłych, ale problemy ze zdrowym budowaniem relacji mogą wystąpić również u osób po 18. roku życia. Objawy RAD mogą się utrzymywać u osób, które nie zostały zdiagnozowane w dzieciństwie (Williams, 2018).

Odrzucenie przez rodzica ma ogromny wpływ na późniejsze relacje

Wczesna trauma ma istotnie negatywny wpływ na przyszłe strategie przywiązania do drugiego człowieka, gdyż napełnia lękiem i niepewnością. Dla dziecka to sytuacja, kiedy rozpada mu się cały świat, jest nicość, coś bliskie anihilacji. Tak mała istota intuicyjnie czuje, że bez bliskości mamy i jej pokarmu nie jest w stanie przeżyć.

Takie osoby po latach na terapii mówią, że nie pamiętają zbyt wiele z dzieciństwa, choć mają wrażenie, że działo się naprawdę dużo. Jeden z moich klientów doświadczył w dzieciństwie wiele ran psychicznych – jego tata zginął w wypadku, gdy on miał zaledwie trzy miesiące, a mama go porzuciła. Musiał zostać z babcią, która była osobą oschłą, krytyczną i każącą. Dawne urazy upośledzały jego funkcjonowanie w świecie. Rozstał się z żoną, w trakcie związku dwukrotnie ją zdradził. W terapii, gdy powracaliśmy do etapu jego dzieciństwa, przez większość czasu milczał, gdyż nie wiedział, o czym miałby opowiadać. Więcej wyrażało jego ciało, które napinało się, czuł osłabienie, napięcie w klatce piersiowej. Jego ciało wskazywało ograniczenia wyniesione z traumatycznych przeżyć. Po skupieniu uwagi na doznaniach cielesnych klient odkrył w sobie zdysocjowane impulsy. W dalszym procesie okazało się, że mężczyzna najbardziej bał się bliskości.

Jon Allen, psycholog, który poświęcił wiele lat na badanie roli, jaką przywiązanie odgrywa w relacjach, wyjaśnia to w ten sposób: „Trauma interpersonalna napełnia lękiem przed ludźmi, a trauma przywiązaniowa – lękiem przed bliskością i zależnością” (Allen, 2020, s. 75). Osoby te, póki nie przepracują dzieciństwa, często powtarzają to, czego najbardziej się boją, czyli porzucenia. Wzorce wyniesione z domu powtarzają się i po latach osoby te dowiadują się, że są jak porzucający rodzic – niedostępni, zamrożeni, czyli zablokowani na uczucia. Trudno jest im odróżnić również dobro od zła.

Porzucone dziecko nie ma w sobie miejsca na zaufanie do świata. Mimo doświadczonej krzywdy ze strony najbliższych często myśli, że tylko rodzina jest źródłem wsparcia. Jest w nim ogromna tęsknota za relacją ze stałym i troskliwym opiekunem. Na terapii trudno tym osobom się zezłościć na patriarchalnego, niedostępnego czy przemocowego ojca, więc przekierowują te trudne emocje na siebie.

Dorosłe osoby z RAD w gabinecie terapeuty

Pewna kobieta, która przyszła na terapię z problemem bardzo niskiego poczucia wartości i trudnościami z ułożeniem sobie życia z mężczyznami, nie była w stanie zmierzyć się i wyrazić swoje zdanie w stosunku do ojca, który podeptał jej kobiecość. Doświadczała przemocy fizycznej i psychicznej, podczas gdy matka popadała w alkoholizm i uzależniała swoją córkę, zmuszając ją do wzięcia kredytu. Niekochana i zaniedbywana przez matkę, poniżana od najmłodszych lat przez ojca, przyszła na terapię bez świadomości, jaki wpływ na jej obecne życie mają doświadczenia z dzieciństwa. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło, rozpaczliwie czekała na miłość matki, która wreszcie miała się pojawić. W trakcie terapii jednak uświadamiała sobie coraz bardziej, że to nigdy nie nadejdzie. Chciała zwyczajnie poczuć, jak to jest być zaopiekowaną, kochaną i akceptowaną przez drugiego człowieka. Dziś, gdy jakiś mężczyzna wyśle jej sygnał oznaczający uczucie, nie dowierza i ucieka. Słyszy wyznanie, które uderza w to, co w niej bolesne, kruche i niezaopiekowane. Mówi wtedy: „Mów sobie, co chcesz, ja tam swoje wiem. Wolę być sama”.

W gabinecie zdarza mi się widzieć również drugą stronę dramatu – porzucającą. Jakiś czas temu miałam możliwość obserwować kobietę, która urodziła synka, trzy miesiące przed terminem. U kobiety zdiagnozowano chorobę afektywną dwubiegunową (CHAD). W czasie, gdy jej dziecko leżało w inkubatorze, doświadczała ogromnych wahań nastroju, pesymistycznie oceniała przyszłość i nie potrafiła być przy dziecku. Brak wsparcia skutkował dalszą eskalacją problemu – w domu nie interesowała się jego potrzebami, nie karmiła, nie przewijała i, co istotne, nie przytulała.

Wiele osób nie wynosi z domu poczucia, że są ważni, kochani, zaopiekowani, że ich potrzeby, myśli i uczucia są poddawane refleksji. Jeśli od pierwszych dni życia łzy dziecka są niedostrzegane, bo mama uznaje, że ma się wypłakać, pozostawiając je samo sobie, mamy do czynienia z niewidzialną, utajoną przemocą. Wiele czynników składających się na kształtowanie tożsamości psychospołecznej dziecka pozostaje z nim w wieku dorosłym i nie powinniśmy tego zbywać przysłowiowymi określeniami: zimne wychowanie czy nieobecni rodzice.

Dlaczego brak przywiązania może doprowadzić do wystąpienia zaburzenia?

Bardzo duży wkład w badania nad przywiązaniem u ludzi wniósł John Bowlby – brytyjski psychiatra i psychoanalityk. Według jego teorii przywiązanie jest rozumiane jako pierwotna potrzeba nawiązania więzi, która umożliwia wytworzenie trwałej więzi emocjonalnej, a tym samym staje się podstawą pierwszych relacji społecznych. Uważa, że trzy pierwsze lata życia dziecka są okresem krytycznym, po upływie którego wytworzenie się więzi staje się praktycznie niemożliwe (Bowlby, 2020).

Wraz z wiekiem człowiek rozwija własny styl przywiązania, wciąż oparty na zachowaniach, których nauczył się w relacji z rodzicem. Badania sugerują również, że styl przywiązania może wpływać na ogólne poczucie szczęścia w życiu. Jakość przywiązania dziecka można zaobserwować na podstawie jego zachowania wtedy, gdy jego główny opiekun jest obecny lub gdy jest nieobecny. Amerykańska psycholożka rozwoju człowieka, jedna z głównych twórczyń teorii przywiązania, Mary Ainsworth dokonała wnikliwej obserwacji relacji matka – dziecko, na podstawie której wyodrębniła trzy kategorie stylu przywiązania: bezpieczny, unikowy (lękowy) i ambiwalentny (Stahl, 2020).

Bezpieczny styl przywiązania

W bezpiecznej relacji niezaspokojona potrzeba niemowlaka wywołuje różne reakcje, np. pobudzenie emocjonalne. W normalnych warunkach kochająca mama bierze swoje płaczące dziecko na ręce, tuli, nuci piosenkę, karmi. To je uspokaja, zadowala, przynosi ukojenie. Zaspokajanie najbardziej podstawowych potrzeb przez rodzica wpływa na rozwój i jest fundamentem w budowaniu bezpiecznego przywiązania. Wraz z upływem czasu dziecko uczy się, że nie tylko rodzic, ale też inne osoby mogą je uspokoić, dać ciepło, ostatecznie samo osiąga zdolność samouspokajania. Dziecko, które pochodzi z bezpiecznego domu, potrafi zaufać, być autonomiczne i samowystarczalne. To niezwykle istotne wyposażenie, dające bardzo dobry start na dalsze życie (Stahl, 2020).

Unikowy styl przywiązania

W sytuacji gdy w pierwszych latach życia wychowanie dziecka przebiegało niewłaściwie – rodzic jawnie bądź niejawnie opuszcza – wówczas dochodzi do wykształcenia się unikowego stylu przywiązania. Oznacza to, że w nowej sytuacji, choć dziecko wydaje się samodzielne, nie zwraca uwagi na opiekuna, a gdy pojawia się obca osoba, nie robi to na nim większego wrażenia. W trudnych sytuacjach nie prosi o pomoc, ze wszystkich sił stara się poradzić sobie samo. Jako osoba dorosła nie ufa innym, zaprzecza potrzebie budowania więzi, jest silnie kontrolująca i ma trudności w utrzymaniu związku (Stahl, 2020).
Jeśli chodzi o odpowiedzi matek dzieci unikowych, widoczne jest jawne odrzucanie bądź karanie za próby nawiązania kontaktu, między innymi odsuwanie się od dziecka wyrażającego smutek (Stahl, 2020). Awersja do bliskości fizycznej z dzieckiem i chłód w momentach nastąpienia takiego kontaktu to zachowania po stronie matek, które mogą prowadzić do wytworzenia się reakcji obronnych po stronie dzieci, takich jak na przykład bezwładność, unikanie przytulenia i głaskania.

Ambiwalentny styl przywiązania

Dzieci o ambiwalentnym stylu przywiązania Mary Ainsworth podzieliła na reagujące złością i biernością. Dzieci z obu tych grup są zbyt zaabsorbowane kontrolowaniem przestrzeni wokół swoich matek, by móc oddalić się w celu poznawania otoczenia. Siła emocji wywołanych rozstaniem z matką może być obezwładniająca. Po ponownym połączeniu z matką, dzieci cechujące się ambiwalentnym stylem przywiązania na przemian wysyłają sygnały pragnienia bliskości i chęci odrzucenia – od wyrywania się z objęć po furię. Dzieci bierne natomiast wysyłają bardzo słabe prośby o ukojenie – jakby rozpacz i bezradność bezgranicznie je przytłaczały, nie pozostawiając przestrzeni na uzyskanie łączności z matką (Stahl, 2020).

Matki ambiwalentnych dzieci cechują się pewną nieprzewidywalnością, stąd kontakt z nimi może być tylko sporadyczny. Matki te nie wyrażają jawnie sygnałów o emocjonalnym czy fizycznym odrzuceniu, a poprzez wysublimowane komunikaty zniechęcają do autonomii (Stahl, 2020).

Odrzucenie dziecka czasem następuje jeszcze przed jego narodzinami. Dzieje się to np. wtedy, gdy matka nie nawiązała więzi z maleństwem, a ojciec nie podjął się roli rodzicielskiej po urodzeniu. Przypomina mi się historia pewnej kobiety, która nie doświadczyła miłości matki i całą złość przelała na swojego synka. Nie chciała go przytulać, dotykać, karmić. To dziecko stawało się coraz bardziej niespokojne, nerwowe, gdyż nie czuło bliskości opiekuna, nie wiedziało, co go za chwilę czeka, rozwijało się w nim pozabezpieczane przywiązanie. Konsekwencją takiej sytuacji są też zmiany na poziomie neuronalnym – ciało migdałowate magazynuje niejawne wspomnienia traumatycznych stresorów kojarzących się z obiektem przywiązania, co powoduje, że bliskość interpersonalna zamiast poczucia komfortu wzbudza lęk. Dziecko uczy się, że obecność drugiej osoby nie uspokaja, ale przeraża. Wraz z upływem lat blokuje się na kontakty społeczne, pojawiają się problemy z regulacją emocji, zachowania agresywne i autoagresywne.

Praca terapeutyczna z osobą z reaktywnym zaburzeniem więzi

Praca terapeutyczna z klientami z reaktywnym zaburzeniem więzi opiera się głównie na odbudowywaniu zaufania w relacji. W terapii staramy się zrozumieć klienta i jego myślenie o świecie. Okoliczności, które spowodowały rozłąkę dziecka z bliską osobą (matka, ojciec, inny opiekun), poddawane są wnikliwej analizie. Można by się zastanawiać – czy to nie jest zbyt bolesne? Oczywiście, że jest, ale tylko przepracowanie uczucia separacji i straty w bezpiecznych warunkach daje szansę na uwolnienie.

Objawy RAD mogą ustąpić lub całkowicie zniknąć, gdy dziecku zostanie zapewnione wspierające i opiekuńcze środowisko rodzinne lub obecność opiekunów, którzy są emocjonalnie dostępni, aby odpowiadać na potrzeby dziecka. Ponieważ dzieci z RAD często mają wiele problemów, można zalecić terapię i leczenie w celu łagodzenia współistniejących schorzeń. W niektórych przypadkach terapia rodzinna oparta na przywiązaniu może pomóc dzieciom i dorosłym naprawić dysfunkcyjne relacje rodzinne i wzmocnić więź między rodzicem a dzieckiem.

Pracując z młodymi ludźmi z traumą przywiązaniową, trzeba posiadać specyficzną elastyczność myślenia, oznacza to myślenie w trakcie odczuwania, empatyzowania oraz wsparcie i dostrojenie się do klienta. Terapeuta musi być uważnie nastawiony, co oznacza umiejętność dostrzegania powiązań między swoimi myślami, uczuciami i działaniami oraz szukania takich powiązań u dziecka.

„Nie zaufam już nikomu” – tak myśli dziecko z RAD

Dziecko, które doświadczyło odrzucenia, porzucenia, zaniedbania, ma wpojone, że ludziom się nie ufa. Zdarzają się klienci, którzy przez pierwsze miesiące na sesji głównie milczą, są wycofani albo odpowiadają „nie wiem”. Świat ich zawiódł od najmłodszych lat – trudno spodziewać się innej reakcji. Możliwe, że w gabinecie terapeuty pierwszy raz w życiu ktoś chce zrozumieć, przez co przeszli. Być może pierwszy raz ktoś akceptuje ich milczenie. Warto podkreślić, że próby emocjonalnego czy umysłowego zbliżenia do młodej osoby, która doświadczyła tego rodzaju traumy, najczęściej wywołują u niej ogromny lęk.

W terapii dochodzi do takiego momentu, kiedy można z młodym klientem dokonywać dialekty...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy