Neopotrzeby w uzależnieniach, według koncepcji Joyce McDougall, a korektywna rola społeczności terapeutycznej

Temat numeru

Na temat uzależneń już wiele napisano, a jednak podejście do rozumienia tego tematu, które przedstawia Joyce McDougall wydaje mi się szczególnie ciekawe i praktyczne. Autorka koncepcji jest psychoanalityczką, choć jak zaznacza, nie radykalną wyznawczynią idei. Na pierwszym planie jest dla niej człowiek i jego sposoby przetrwania, poradzenia sobie z bólem, cierpieniem, lękiem. Jest daleka od piętnujących i redukujących określeń dotyczących objawów.

W ich powstawaniu widzi bogatą kreatywność wewnętrznego cierpiącego dziecka, które wytwarza różne formy psychiczne i różne zachowania w celu minimalizowania ryzyka wewnętrznego rozpadu i zniszczenia. Paradoksalnie pewne formy ratowania się mogą prowadzić ostatecznie do szkód zdrowotnych, a nawet śmierci (np. choroby psychosomatyczne, uzależnienia), ale nadal stanowią formy szukania ratunku. 
Tak więc nawet, jeśli widzimy człowieka szkodzącego sobie używkami, można postrzegać tę sytuację jako najlepszą, na jaką stać osobowość w chwili obecnej, jeśli brać pod uwagę „wyposażenie“ w takie, a nie inne mechanizmy obronne i sposoby radzenia sobie z życiem. Podobne obserwacje i intuicje mieli oczywiście także inni, np. E. J. Khantzian ze swoją koncepcją samoleczenia: narkotyki używane są w celu złagodzenia dolegliwości wynikających z innych, pierwotnych trudności o charakterze intrapsychicznym. Pełnią funkcję adaptacyjną, przystosowawczą.
Oto fragment z książki Joyce McDougall Teatry ciała s. 82: „Jeśli dziecku przeznaczono rolę jedynego obiektu, który dostarcza matce libidinalnego i narcystycznego zaspokojenia, ryzyko wczesnego pojawienia się zaburzeń jest bardzo wysokie; można także spodziewać się załamania na późniejszym etapie – w obszarze dojrzewania – związanym ze zjawiskami przejściowymi opisanymi przez Winnicotta (1951/2011).
To z kolei predysponuje jednostkę do stworzenia tego, co nazywam patologicznym obiektem przejściowym lub nietrwałym/ulotnym obiektem (McDougall, 1982). Takimi obiektami stają się substancje uzależniające, uzależniające związki oraz perwersyjne i uzależniające zachowania seksualne. Wzorce uzależnień mają złagodzić konflikt i ból psychiczny, tak jak robiła to matka w okresie niemowlęctwa. Są jednocześnie magicznymi próbami zapełnienia pustki świata wewnętrznego pozbawionego reprezentacji kojącej postaci macierzyńskiej oraz przywrócenia, choćby na pewien czas, prymitywnego ideału diady, w której nikną wszelkie przejawy afektywnego pobudzenia”.
Jeśli więc najbliższe opiekuńcze otoczenie nie potrafi przekształcać lęku, bólu, cierpienia fizycznego i psychicznego, czyli kontenerować i zwracać dziecku doświadczeń w strawnej dla niego postaci, dziecko zmuszone jest do rozpaczliwego szukania środków pomocnych do złagodzenia bólu związanego z wybrakowanym obrazem siebie, zagrożeniem utraty swoich granic lub wewnętrzną martwotą.
W książce Wiele twarzy Erosa autorka pisze, czym jest według niej uzależnienie, tworząc koncepcję psychicznej struktury uzależnień. „Etymologia słowa uzależnienie wiąże się z niewolą (addict – w języku angielskim odnosi się do słowa łacińskiego addictus – „przekazany”, co odnosiło się do ludzi sprzedanych w niewolę za długi). Choć osoba uzależniona może czuć się niewolnikiem nikotyny, alkoholu, jedzenia, narkotyków, innych ludzi, to owe przedmioty nie są celem jej dążeń. Uzależniony przeżywa przedmiot uzależnienia jak coś u podstawy „dobrego”, a pogoń 
za owym przedmiotem czasem nadaje jego życiu sens.
Psychiczna ekonomia leżąca u podłoża uzależnień ma rozpraszać uczucia lęku, złości, przygnębie...

pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Przypisy