Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

13 lipca 2020

NR 22 (Lipiec 2020)

Kobieca seksualność w terapii sekspozytywnej

24

Pozytywna seksualność to kolektyw myślowy w obrębie psychoseksuologii, który skupia się na wzmacnianiu zasobów istoty ludzkiej. W porównaniu z głównym nurtem – w dużej mierze rozwijającym się na bazie medycyny seksualnej i farmako-seksuologii, diagnozy i leczenia zaburzeń seksualnych – terapeuta unika etykietowania problemu i pomaga osobie szukającej pomocy lepiej zrozumieć znaczenie i funkcję objawów bez nastawienia na konkretny cel.

W terapii sekspozytywnej eliminacja objawów jest drugoplanowa, gdyż liczą się przede wszystkim: normalizacja doświadczenia jednostki, zdobycie podstawowej wiedzy na temat różnorodności funkcjonowania ludzkiego oraz zobaczenie siebie w szerszym biopsychospołecznym kontekście. Definicja seksualności jest pojemna i płynna, a główne zasady dążenia do zdrowia seksualnego (D. Brown-Harvey, M. A. Vigorito, 2015)1 to angażowanie się w aktywności seksualne i relacje bez eksploatacji, z uważnością na własną autentyczność i szczerość – świadomie, odpowiedzialnie. Są to także zasady dotyczące bezpiecznego seksu i zabezpieczeń przed niechcianą ciążą; dbania o przyjemność i przede wszystkim consent – zgodę wszystkich zaangażowanych stron.

Pomysł na prowadzenie warsztatów z sekspozytywnego rozwoju nad kobiecą seksualnością pojawił się w obliczu szerokiej już oferty warsztatów i spotkań dla cis-heteroseksualnych kobiet2. Brakowało metody łączącej prace emancypacyjne nad świadomością znaczenia polityczno-kulturowej kobiecości. Są to zajęcia stricte rozwojowe oparte na procesie grupowym oraz stricte terapeutyczne z perspektywą uzyskania pomocy w zakresie konkretnego psychoseksualnego problemu.

Na Zachodzie ruch emancypacyjny w zakresie kobiecej seksualności rozwija się konsekwentnie od lat sześćdziesiątych XX w. Do liderek epoki można zaliczyć Shere Hite, Lonnie Barbach, Ginę Ogden, Janice Epp, Deborę Sundhal, Emily Nagoski oraz legendarną już Betty Dodson. Wymieniam praktyczki, które współpracowały z liderkami badań nad kobiecą seksualnością (np. Beverly Whipple), kwestionując modele reakcji seksualnych człowieka, stawiające znak równości między męską i kobiecą seksualnością. Klasyczna seksuologia klasyfikuje dysfunkcje seksualne opierając się na modelu Masters i Johnson (1966), który z założenia definiuje sprawność i satysfakcję seksualną jako dążenie do penetracji i orgazmu.

Podziały naukowe, polityczne i ideologiczne trwają do dziś. Dla przykładu, pojawiające się nie tylko w mediach, ale też na naukowych konferencjach seksuologicznych rozprawy o (nie)istnieniu punktu G, kobiecej ejakulacji, czy funkcjach łechtaczki przyprawiają teoretyków, praktyków i adeptów seksuologii o bóle głowy. Przypomina to trwającą już od wieków walkę o prawo do istnienia kobiecej seksualności w całej swojej kompleksowej różnorodności. Nie można zanurzyć się w historię histerii, nimfomanii, antykoncepcji i aborcji czy współczesną już (i uprzywilejowaną) historię prawa do odczuwania przyjemności i zarządzania własnym ciałem bez zaktywizowanej reakcji emocjonalnej. Seksuologię końca XX w. charakteryzowała walka o (nie)wprowadzenie do ogólnego obiegu różowej tabletki, wiagry dla kobiet, magicznego sposobu, żeby się chciało i dało seks uprawiać „na pstryknięcie palca”. Ruch New View (Nowy Pogląd) Leonore Tiefer i jej manifest był odpowiedzią na stworzenie nowej kategorii dla zaburzeń seksualnych kobiet (FSD, female sexual dysfunction), w którą wrzucono wszystkie problemy, z jakimi kobiety borykają się w ciągu życia bez uwzględnienia kontekstu i tego, czy respondentka subiektywnie zgłasza problem. W takim ujęciu można by przyjąć, że każda kobieta doświadcza zaburzeń, jeżeli jej seksualność nie jest responsywna w momencie stymulacji.

Nie bez powodu mowa o tych niesnaskach. Praca z ludzką seksualnością zawsze wiąże się z balansowaniem na krawędzi wstydu, panujących obyczajów i polityki. Praca z kobiecą seksualnością to głęboka ingerencja w warstwy przekonań i założeń (często transgeneracyjnych) o tym, co wolno, czego nie można, co należy i co jest zakazane. Wstęp do sekspozytywnej pracy z kobiecą seksualnością to gotowość na procesowanie bardzo trudnych emocji, których właściwie nie da się umieścić w żadnej konkretnej przyczynie. Gdyby można tak po prostu przerzucić odpowiedzialność na świat, historię ludzkości, patriarchat czy rodziców, odczuć złość, przeżyć smutek i przejść do porządku dziennego z afirmacją aktualnego stanu rzeczy – wydawałoby się to względnie proste. Jednak ze świadomością, że to tak nie działa, kobiety szukają efektywniejszych sposobów na rozładowanie napięć w ciele.

Sekspozytywna praca z kobiecą seksualnością może być:

POLECAMY

  • procesem indywidualnym jeden na jeden w gabinecie psychoterapeutycznym (z nastawieniem lub nie na seksualność czy relacje);
  • grupowym procesem wielospotkaniowym z określonym celem (np. trening masturbacyjny dla kobiet preorgazmicznych);
  • kilkudniowym warsztatem opartym na procesie grupowym z elementami edukacyjnymi.

Powody, które najczęściej wymieniają uczestniczki zgłaszające się na warsztaty, to: ciekawość, chęć porozmawiania, posłuchania i poznania nowych sposobów patrzenia na życie oraz pobycia wśród innych kobiet. Często chcą się one dowiedzieć, jak znaleźć miłość, uratować związek i pogodzić życie zawodowe z rodziną, dbając o siebie, życie towarzyskie i własną seksualność. Rozmawiają o rolach społecznych, marzeniach i pragnieniu większej asertywności. Mówią, że w ich życiu brakuje czasu na dbanie o jakość, szczerość i autentyczność w relacjach z innymi kobietami. Wstyd – to hasło-klucz. Często pojawiają się wypowiedzi takie jak: „nie powiem pierwsza”, „nie chcę wyjść na gorszą”, „nie chcę pokazać słabości”, „każdy sobie musi jakoś radzić, nie ma co narzekać”.

Jakie są przyczyny tego, że kobiety szukają procesu terapeutycznego indywidualnie albo grupowo? To typowe trudności, z jakimi się zmagają, na przykład poczucie: odcięcia od „siebie”/ciała, wykorzystania, zdrady, niesprawiedliwości, przepracowania, przewrażliwienia, spięcia, frustracji, usztywnienia, wrogości i beznadziei. Podczas przeprowadzania wywiadu kwalifikującego do grupy pojawia się jeszcze jedna warstwa, właśnie ta seksualno-relacyjna, z którą trudno jest sobie poradzić, gdyż należałoby się dodatkowo skontaktować z poczuciem utraty kontroli, niemocą i stratą. Najczęściej zgłaszane problemy to: niski popęd lub jego brak, brak orgazmu (od zawsze albo od niedawna), seksualne przypadłości bólowe, takie jak (samo)diagnozowana dyspareunia, pochwica czy wulwodynia, dysforia ciała, zanik pożądania lub poczucie niewykorzystanego potencjału przyjemności, powracające triggery posttraumatyczne oraz zmiany zachodzące w ciele wskutek ciąż, zmian hormonalnych, chorób czy wypadków.

W trakcie wywiadu przygotowującego do dalszej pracy (indywidualnej lub grupowej) warto zwrócić uwagę na powody medyczne związane ze zdrowiem fizycznym, a także na wcześniejsze leczenie psychiatryczne, działanie leków i substancji psychoaktywnych, doświadczanie przemocy. To ważne, by uściślić, dlaczego osoba szuka pomocy właśnie teraz i czy ta motywacja wynika z osobistych przemyśleń, czy z zewnętrznej presji. Warto dopytać o dotychczasowe przeżywanie własnej seksualności, o to czy występował ból w trakcie seksu (i w jakich okolicznościach), czy zmieniły się reakcje ciała (np. responsywność na bodziec erotyczny, którą może, ale nie musi być nawilżenie narządów, oraz subiektywne odczucie, że „ma się ochotę”), czy zmieniło się doświadczanie przyjemności. Należy zorientować się, czy klientka doświadczała orgazmów w przeszłości i czy „coś się zepsuło, zacięło, zatkało”, doświadcza orgazmu przy pojawieniu się „tajemniczych sił i mocy”, doświadcza orgazmu przy pojawieniu się „bardzo specyficznej” stymulacji, nie potrafi „puścić”, doświadcza orgazmu jedynie podczas masturbacji, czuje, że nie wykorzystuje w pełni swojego orgazmicznego potencjału, chce poznać inne niż do tej pory jej znane rodzaje odczuć orgazmicznych – takie jak wielokrotnie, całego ciała, mentalnie, sutkowo, z ejakulacją i wiele, wiele innych.

Na pierwszym spotkaniu przeprowadzany jest standardowy wywiad psychoseksualny, podczas którego terapeuta(-ka) zbiera informacje, które mogą wykluczyć jednoznaczną diagnozę: tranzycje w fazach życia, ostatnie zmiany (wypadki, żałoby, przeprowadzki, nowi sąsiedzi, nowe dzieci), kryzysy rozwojowe (własne lub bliskich), zmiany w stanie zdrowia, nowe tajemnice, doświadczenia zdrady, doświadczenia coming outu kogoś bliskiego, odkrycia własnej nowej orientacji, tożsamości, preferencji, doświadczania przemocy, doświadczanie traumy, używania lub zależności od substancji psychoaktywnych.

Osoby decydujące się na proces grupowy czy terapię indywidualną pytane są o stosunek do masturbacji. Tutaj statystyki są równie zaskakujące i trudne do interpretacji, jak przy występowaniu FSD. Z badań wynika, że samomiłość uprawia 38–92% kobiet na świecie. Skąd takie rozbieżności? Wynika to przede wszystkim z pytań, jakie zadaje się ankietowanym. Czy dotyczą one masturbacji w ogóle, czy jej częstotliwości itd. Podejrzewa się przy tym, że część kobiet nie przyznaje się do zachowań autoerotycznych, nawet jeśli je praktykuje. Trudno jednoznacznie określić na podstawie badań reprezentatywnej grupy, jaki jest ten stosunek, gdyż nie zawsze można wierzyć statystykom. W Stanach Zjednoczonych, gdzie w kwestii aktywności seksualnych panuje większa otwartość i liberalność poglądów, masturbuje się i mówi o tym otwarcie od 80 do 90% kobiet i mężczyzn. W Polsce – jak pokazują badania prof. Zbigniewa Izdebskiego – o masturbacji mówi od 11 do 20% Polek i Polaków. Rozmowa o gotowości na pracę z zastosowaniem autoerotyki jest kluczowa dla procesu rozwojowego, terapii czy nawet rehabilitacji własnej seksualności. Na stosunek do tej formy aktywności mogą wpływać wartości religijne, kulturowe, rodzinne i osobiste oraz przeszłe i obecne relacje intymne.

Pierwszy etap wspólnej pracy kończymy ćwiczeniem „Moja kobiecość jest, jaka jest, bo...”, w którym prosimy kobiety, by zebrały swoje dotychczasowe refleksje na temat rozmaitych obszarów swojej tożsamości płciowej, seksualnej i genderowej.

Kolejnym ważnym elementem sekspozytywnej pracy z kobiecą seksualnością jest stosunek do własnych narządów płciowych. Lusterko i latarka to pierwsze akcesoria erotyczne do nabycia w celach terapeutycznych. Zaskakujące jest to, jak niewiele dorosłych kobiet nie ma pewności, jak wyglądają „tam na dole” oraz „czy to, co tam widzą/czują, jest normalne”. Istnieje wiele materiałów edukacyjnych pomagających znormalizować przeżywanie własnego ciała i jego intymnych części. Od galerii Petals Nicka Karrasa czy Femialii Joani Blank po vulva.gallery na Instagramie. Jednym z ćwiczeń proponowanych kobietom jest stworzenie artystycznej reprezentacji własnej „x” (tu należy wstawić własną nazwę) i rozmowa o procesie zaprzyjaźniania się z tą zawstydzaną okolicą.

Rozmowa o preferowanym sposobie komunikacji jest częścią tego procesu. Czy klientka ma swoje faworytki: Yoni, cipka, wulwa, muszelka czy bober? To, jakie nazewnictwo będzie stosować kobieta, jest jej indywidualną decyzją. Przeszkodą w budowaniu świadomości ciała jest brak odpowiednich pojęć i pozytywnych skojarzeń z nimi związanych, aby bez skrępowania myśleć i mówić o ciele oraz jego reakcjach. Seksualna terminologia naukowa zabija nastrój intymności, zaś określenia potoczne często są wulgarne lub prześmiewcze i rubaszne. Rolą terapeuty(-ki) jest stworzenie przestrzeni do wybrzmienia często trudnych emocji dookoła najwcześniejszych wspomnień z doświadczania siebie jako istoty seksualnej.

Wiele osób ma kłopoty z rozluźnieniem się i odczuwaniem miłych doznań w trakcie zmysłowej gry z samym sobą lub z drugą osobą. Pojawia się jakiś głos w głowie podpowiadający, że „nie powinno się” odczuwać przyjemności w takiej sytuacji. Swobodne poddanie się jej może blokować uporczywie narzucająca się ocena własnego ciała: jego kształtu, zapachu, dotyku, określonych reakcji lub jego umiejętności. Nic w tym dziwnego, skoro zakaz przeżywania kobiecej seksualnej rozkoszy jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze i realizowany przez wychowanie.

Seks ukierunkowany na przyjemność – niezależnie, czy to będą pocałunki, czułe przytulanie, seks oralny, stosunek lub masturbacja – może stanowić źródło satysfakcji, poczucia mocy i otwartości. Ciało jest pośrednikiem, dzięki któremu możemy odczuwać przyjemność zmysłową i radość życia, dlatego warto je poznawać i polubić.

Ważna jest wiedza anatomiczna – kobieta chętna do zwiększania świadomości intymnych części ciała może obejrzeć w lusterku łechtaczkę, zobaczyć, co się z nią dzieje w stanie podniecenia, spróbować zacisnąć na jednym lub dwóch palcach mięśnie dna miednicy, poszukać lekko chropowatego wybrzuszenia ok. 2 cm na przedniej ścianie pochwy (tzw. obszaru G), wyczuć palcem szyjkę macicy i za pośrednictwem dotyku odnaleźć na przedniej ścianie wrażliwy punkt AFE (zwany drugim punktem G fałd gładkiej skóry zlokalizowany na przedniej i tylnej ściance pochwy w pobliżu szyjki macicy). Może szukać przyjemności seksualnej w swoim ciele. A potem nauczyć tego swojego ukochanego/swoją ukochaną. Aby upewnić się, że to, co widzimy/czujemy, to na pewno „to”, uczestniczki dostają cały pakiet wiedzy i narzędzi do uzupełnienia swojej wiedzy anatomicznej. Polecam szczególnie super sekspozytywny Atlas Anatomiczny Cyndi Darnell.

Sekspozytywna praca z kobiecą seksualnością to poznanie technik uważności i nauczenie się właściwego oddychania. Wszyscy oddychamy, ale wiele nasz klient(-ka) może nauczyć się od coachów oddechu czy adeptów(-ek) tantry. Większość paradygmatów psychoterapeutycznych odnosi się do pracy z dotykiem ostrożnie i sceptycznie. Jednak pomoc w zaobserwowaniu własnego oddechu może być kluczowa w terapii – chociażby w celu skontaktowania się z własnymi emocjami, samoregulowania trudnych przeżyć czy podążania za przyjemnością (na przykład z potrzeby unikania bólu). W tej modalności wraz z klientami rozmawia się o ciele i jego doznaniach podczas oddychania według określonych wytycznych.

Cały proces pozytywnej pracy z kobiecą seksualnością integruje rozmaite zagadnienia z edukacji seksualnej dla dorosłych. Normalizowane są rozmowy o rolach społecznych, fantazjach erotycznych, nagości, seksie „rozłożonym na czynniki pierwsze” – w tym rodzajach dotyków, pozycjach seksualnych, strefach erogennych, co sprzyja ochocie na seks, a co fizjologicznemu podnieceniu. Kobiety poznają ofertę akcesoriów erotycznych – zarówno tych, które kupują dla rozrywki i zabawy, i tych, które służą jako seksualna siłownia, i jeszcze innych, będących maszynami do rehabilitacji seksualnej. Choć rekomenduje się, żeby pracę zaczynać od własnych dłoni i kontaktu palców z narządami płciowymi, to wraz ze zdobywanym doświadczeniem i śmiałością do autoekspoloracji, kobiety sięgają po gadżety w celu ułatwienia i umilenia sobie terapii.

Ostatnią już częścią sekspozytywnej pracy z kobiecą seksualnością może być (ale nie musi) trening masturbacyjny. Według LoPiccolo (Lew-Starowicz, 1985) obejmuje on dziewięć kroków następujących po sobie w tygodniowych odstępach.

  • Pierwszy krok: Poznawanie własnego ciała dotykiem i wizualnie (oglądanie w lustrze), ćwiczenie mięśni pochwy (skurcze mięśnia łonowo-potylicznego), tworzenie pozytywnego nastawienia do własnego ciała i reakcji seksualnych.
  • Drugi krok: Dotykanie narządów płciowych, koncentracja na doznaniach dotykowych.
  • Trzeci krok: Dotykanie narządów płciowych i lokalizacja najbardziej pobudliwych miejsc.
  • Czwarty krok: Koncentracja na stymulacji obszarów wyzwalających maksymalną przyjemność, podniecenie.
  • Piąty krok: Przedłużanie stymulacji jak wyżej, aż do przeżycia czegoś „nowego, nieoczekiwanego” lub do osiągnięcia stanu zmęczenia.
  • Szósty krok: Jeżeli nie doszło jeszcze do orgazmu, to zaleca się stymulację stymulatorem seksualnym.
  • Siódmy krok: Kobieta odtwarza uzyskiwanie orgazmu w obecności partnera(-ki).
  • Ósmy krok: Partner(-ka) odtwarza uzyskiwanie orgazmu w obecności partnera(-ki).
  • Dziewiąty krok: Kontakt seksualny z dodatkowym pobudzeniem ręcznym.

Trening masturbacyjny, podobnie jak terapia dotykiem Sensate Focus, to metody poznawczo-behawioralne, które proponowali(-ły) pionierzy(-rki) seksuologii, jaką znamy dzisiaj. To proces wymagający motywacji i pewnej autodyscypliny, ale efekty są absolutnie fenomenalne.

Samomiłość ma wiele zalet. Pozytywnie wpływa na nasze ciało i psychikę. Uwalnia endorfiny, więc poprawia nastrój, podnosi poczucie własnej wartości, łagodzi stres, pomaga w walce z różnymi bólami, a także pozwala nam poznać drogi dochodzenia na szczyt. Buduje kobiecą seksualną niezależność, poczucie, że kobieta sama może zapewnić sobie orgazm – to ma duże znaczenie. Według seksuolożki Betty Dodson „masturbacja jest kamieniem węgielnym wyzwolenia kobiet”. Nie chodzi o to, że kobiety nie potrzebują mężczyzn, ale o to, że ich seksualna przyjemność nie jest zależna od kogokolwiek.

Stymulacja żeńskich narządów płciowych powoduje podniesienie poziomu oksytocyny. Hormon ten jest m.in. odpowiedzialny za wywoływanie skurczów mięśni gładkich (komórki mięśni gładkich zawierają macica, szyjka macicy, jajniki, pochwa i prostata), a w miarę narastania podniecenia zwiększa się także napięcie mięśni. Napływ oksytocyny ściśle wiąże się z silnymi orgazmicznymi skurczami macicy, pochwy, rozwarciem szyjki macicy oraz rozszerzeniem źrenic. Orgazm wywołuje również reakcję biochemiczną – wydzielają się hormony szczęścia, łącznie z oksytocyną odpowiedzialną za przywiązanie, ale również za próg odczuwania bólu.

Orgazm to potężny lek przeciwbólowy. Badania wykazały, że na skutek orgazmicznej stymulacji pochwy i szyjki macicy próg bólu u kobiet podnosi się o blisko 100%.
Dr Janice Epp podczas prowadzonych w San Francisco grup kobiecych prosiła o zadanie sobie trze...