Geografia własnego ja wg Roberta Levine'a

Nowości w psychologii

 

Robert Levine jest profesorem psychologii i byłym Dziekanem Kolegium Nauki i Matematyki w Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym w Fresno. Zdobył wiele krajowych i międzynarodowych nagród za badania, nauczanie i pisanie. Pracował jako profesor wizytujący w Universidade Federal Fluminense w Niteroi, w Brazylii, w Akademii Medycznej w Sapporo w Japonii, w Sztokholmie w Szwecji, a ostatnio jako członek Instytutu Studiów Zaawansowanych na Uniwersytecie w Durham w Wielkiej Brytanii. Publikował wiele artykułów w czasopismach naukowych, a także pisze artykuły do czasopism branżowych, takich jak Discover, American Demographics, The New York Times, Utne Reader czy American Scientist. Jego książka “A Geography of Time” („Geografia czasu”) przetłumaczona została na 8 języków i była przedmiotem opowieści na całym świecie, m.in. w Newsweek, The New York Times Magazine, CNN, BBC, ABC Primetime, NPR's All Things Considered i Radio Lab. Podobnie książka „The Power of Persuasion” została przetłumaczone na 8 języków. Ostatnia książka prof. R. Levine'a, „Stranger in the Mirror” zostanie opublikowana jesienią przez Wydawnictwo w California State University Fresno.

POLECAMY

 

W wielu językach trudno nawet znaleźć odpowiednie słowo, które oznaczałoby niezależne lub indywidualne własne „ja”. Na przykład w języku japońskim jest kilka różnych słów na określenie „ja”, w zależności od tego, kto mówi do kogo i w jakich okolicznościach. „Kiedy ktoś mówi o sobie w odniesieniu do swoich kolegów, to może powiedzieć „Bokulub Ore” – zauważa Richard Nisbett, psycholog międzykulturowy. „Kiedy ojciec zwraca się do dziecka, mówi „Otosan” (tata). Młoda dziewczyna może korzystać ze swego przezwiska, kiedy rozmawia z kimś z rodziny: „Tomo dzisiaj idzie do szkoły”. Japońskim odpowiednikiem terminu „własne ja” jest słowo „jibun”, które w dosłownym tłumaczeniu znaczy „czyjś udział”, co zapewne sugeruje udział danej osoby w społecznym kontekście. Poza tym kontekstem nie ma „własnego ja”.

W chińskim języku brakuje pojedynczego słowa na określenie „indywidualizmu”. Najbliższym ekwiwalentem jest termin, który dosłownie tłumaczy się jako „egoizm, samolubstwo”. Słowo „życzliwość” reprezentuje znak jen, który oznacza dwóch mężczyzn. Podobnie jest, kiedy zwracamy się do innych. „Po koreańsku, w zależności od tego, kogo zapraszamy – studenta czy profesora – zdanie »Czy możesz przyjść na kolację?« wymaga nie tylko różnych form zwracania się do drugiej osoby, co często zdarza się też w innych językach, ale również odpowiednich określeń na »kolację«” – zauważa Nisbett. To więcej niż zwykła grzeczność – to oznaka zrozumienia, że oczekuje się tego, aby w różnych okolicznościach i względem różnych ludzi ten sam człowiek stawał się różnymi osobami.

Moje doświadczenia z „kulturą wysokiego kontekstu”

Kilka lat temu spędziłem jakiś czas jako profesor wizytujący w Sapporo, w Japonii. Moim bezpośrednim gospodarzem był Suguru Sato – uroczy, bystry i niezwykle zdolny, młody naukowiec. Sato, w typowo japoński sposób, był całkowicie oddany swojej pracy. Wszyscy na jego wydziale pracowali ciężko. Jednak Sato, który był najmłodszym wśród profesorów, podniósł poprzeczkę na wyższy poziom. Na pracę poświęcał sześć dni w tygodniu, często od wczesnych godzin rannych do północy. Z urlopu korzystał przez dwa lub trzy dni w roku. Jego praca była jego życiem, a jego osiągnięcia robiły...

pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Przypisy