Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

7 września 2022

NR 35 (Wrzesień 2022)

Błędne koło traumy

0 166

Dzieci i wnuki tych, którzy cudem ocaleli z zagłady lub kataklizmów, też cierpią. Jak obiekt radioaktywny, doświadczenie traumy promieniuje na kolejne pokolenia. Promieniuje w sposób nieuchwytny – bo ci, którzy przeżyli traumę, nie potrafią o niej mówić, przepracować żałoby z nią związanej, a ich milczenie może równie obciążać dziecko, jak relacjonowanie mu swych utrat. Tak czy inaczej następstwa traumy wpływają na psychikę kolejnych pokoleń. Jak to możliwe?

Pojęcie traumy dawno już wyszło z hermetycznego języka nauki czy lecznictwa i na dobre zadomowiło się w języku potocznym. Wyparło przy tym polskie słowo „uraz”. Ciekawe, że o ile w chirurgii urazowej trauma oznacza przyczynę zmian, które wymagają leczenia, a nie następstwo urazu (np. złamanie kości), to w psychopatologii dotyczy jednego i drugiego. Co więcej, uszkodzenie ciała w następstwie urazu mechanicznego, nawet poważnego, nie ma wpływu na ciało potomstwa osoby poszkodowanej. Natomiast następstwa traumy psychicznej wpływają na psychikę kolejnych pokoleń (Orwid 2009). Jak to możliwe?

Dramat przepalonej żarówki

Zanim odpowiem na to pytanie, nadmienić trzeba, że niepomiernie rozszerzył się ostatnio zakres tego, co nazywamy traumą. Naukowa koncepcja urazu psychicznego została do pewnego stopnia „wyświechtana” przez nadużywanie tej idei. Dobitnie zilustrował to Ben Shephard, historyk z Uniwersytetu w Oxfordzie. Podczas konferencji na temat następstw traum drugiej wojny światowej zorganizowanej przez Niderlandzki Instytut Dokumentacji Wojny w Amsterdamie (Withuis, Mooij, 2010) Shephard przytoczył anegdotkę o wykładowcy, który traumą nazwał awarię oświetlenia w sali, gdzie prowadził zajęcia ze studentami. To przykre, kiedy w czasie wykładu gaśnie niespodziewanie światło albo kiedy spóźnia się autobus. Są to jednak przykrości dnia codziennego, którym większość z nas stawia czoła – za pomocą różnych obron albo sposobów radzenia sobie.

POLECAMY

Psychologia co najmniej od stu lat usiłuje znaleźć odpowiedź na pytanie, od czego zależą następstwa trudnych, przykrych doznań i przeżyć. Zaczęło się od nerwic wojennych u żołnierzy uczestniczących w pierwszej wojnie światowej. Spór dotyczył tego, czy sam szok (tak nazywano wówczas traumę bojową) może być przyczyną objawów tej nerwicy. Psychoanalitycy za Freudem utrzymywali, że nerwica wojenna występuje tylko u tych żołnierzy, którzy doznali traumy wczesnodziecięcej. Po drugiej wojnie światowej Antoni Kępiński, znany psychiatra, humanista i filozof sformułował koncepcję 

KZ Syndromu, czyli syndromu poobozowego występującego u byłych więźniów obozu koncentracyjnego (Kępiński, 1970). Zakładała ona, że to doświadczenie, znacznie przekraczające codzienne przeciwności życiowe, miało na nich patogenny wpływ. Później twórcy kategorii diagnostycznej Post Traumatic Stress Disorder (DSM-III 1980) określili warunki, jakie musi spełniać stres, żeby uznać go za traumatyczny. Nie sposób nie dostrzec drastycznej różnicy między przepaleniem się żarówki na sali wykładowej, a pobytem w Auschwitz.

Dwie dekady temu psychopatologia rozszerzyła definicję traumy o kryterium czasu działania stresora, czyli czynnika powodującego stres. Zwróciła też uwagę na okres życia, w którym on działa. Za traumatyzujące uznano maltretowanie fizyczne i psychiczne, wykorzystywanie seksualne, zaniedbywanie czyichś podstawowych potrzeb – zwłaszcza, jeśli mają miejsce w dzieciństwie.

Umocnieni urazem

Spór o nerwice wojenne powrócił niedawno w nowej formie. Badania psychologiczne i psychiatryczne przyniosły wyniki skłaniające do innego sformułowania pytania. Skoro nie u wszystkich ludzi, którzy przeżyli doświadczenie tak graniczne, jak pobyt w Auschwitz, można dostrzec trwałe następstwa traumy, to dlaczego tak się dzieje (Bomba, Sywacja, 2020)? Psycholodzy zaproponowali koncepcję rezyliencji, nazywanej po polsku odpornością lub sprężystością (Fonagy i wsp. 1994).  Wyjaśnia ona, dlaczego można przeżyć traumę bez szwanku, a nawet wykorzystać ją dla własnego rozwoju. Warto zwrócić uwagę, że ta ostatnia idea jest sprzeczna z potocznym rozumieniem urazu, który na zawsze pozostaje w osobie go doświadczającej.

Odpowiedź próbowano znaleźć w wynikach badań przyrodniczych, które mają wyższy status w nauce. Porównano rozmiary hipokampa u weteranów wojny wietnamskiej i ich braci – monozygotycznych bliźniąt, którzy nie walczyli w Wietnamie. Sprawdzano w ten sposób hipotezę, że pod wpływem traumatycznego stresu zmniejsza się zakręt kory mózgowej nazywany hipokampem.

Badanie wykazało, że co prawda weterani cierpiący na PTSD, czyli zaburzenia po stresie traumatycznym mają mniejsze rozmiary hipokampa niż ci, u których PTSD nie stwierdzano, to jednak mniejsze rozmiary tego zakrętu kory cechowały też ich braci bliźniaków, chociaż nie byli oni na wojnie. W ten sposób zakwestionowano słuszność twierdzenia, że trauma skutkuje skurczeniem się hipokampa. Natomiast rozmiar hipokampa okazał się cechą warunkującą podatność na następstwa traumy (Gilbertson i wsp. 2002). Późniejsze badania uwzględniające genetyczną identyczność badanych bliźniąt zakwestionowały słuszność tego wnioskowania (Bermner i wsp. 2021). Co ważne, psychologia i neurobiologia są zgodne co do tego, iż ludzie różnią się odpowiedzią na stresujące doznania. Jest prawdopodobne, prawie pewne, że traumatyczność stresu nie jest prostą konsekwencją jego niecodzienności czy siły, a nawet czasu jego działania. Zależy natomiast od cech indywidualnych człowieka. Ludzie sprężyści stawiają czoła nawet ponadprzeciętnym stresom. Są też tacy, dla których również stres codzienności może być traumatyzujący. Takie osoby nazywa się podatnymi lub ranliwymi.

Obiekt radioaktywny, czyli z pokolenia na pokolenie

Zanim uzyskano wyniki z badań monozygotycznych bliźniaków amerykańskich, z których jeden walczył w Wietnamie, a drugi nie, poszukiwano odpowiedzi na pytanie o możliwość dziedziczenia następstw traumy. Ten problem nazywa się międzypokoleniowym przekazem traumy.

Poszukiwano dróg tego przekazu, odwołując się do dorobku nauki. Długo korzystano wyłącznie z wyników badań nad wpływem otoczenia, które doświadczyło traumy, a teraz wychowuje następne pokolenie, bądź alternatywnie – interesowano się drogami przenoszenia przez geny cech z pokolenia na pokolenie. Poszukiwano nawet, z pewnymi rezultatami, zmian, jakie wywołuje uraz w genomie traumatyzowanego eksperymentalnie zwierzęcia.

Problem kulturowego dziedziczenia traumy jest znacznie trudniejszy. Choć przekazywanie traumy wydaje się oczywiste, to zarazem jest niewidoczne. Przypomina to działanie obiektu radioaktywnego, który wywołuje radioaktywność innych przedmiotów, na które wpływa.

Tej pojemnej metafory użyła izraelska psycholożka Yolanda Gampel (Gampel, 2005). Pojemnej, bo obejmuje ona między innymi trudność mówienia innym o traumatycznym doświadczeniu. Mówienie przywołuje bowiem emocje cierpienia, a równocześnie generuje świadomość cierpienia słuchaczy. W metaforze radioaktywności mieści się też trwanie w pamięci doznanej traumy i potrzeba zachowania społecznej pamięci o niej. Ujmuje ona szczególną pozycję utraty, powodującej żałobę niemożliwą do przepracowania, a zarazem nadawanie doznanym traumom znaczącej pozycji w budowaniu tożsamości tak indywidualnej, jak i zbiorowej.

Prowadzono, także w Polsce, na przykład przez Krzysztofa Szwajcę (Szwajca, 2009). badania nad następstwami traumy doznanej przez rodziców u ich dzieci i wnuków. Dotyczyły one między innymi dzieci Ocalałych z Holokaustu. Generalnie nie potwierdzają one hipotez o dziedziczeniu PTSD. Wskazują natomiast na pewne wspólne kolejnym pokoleniom sposoby zmagania się z ciężarem wiedzy o traumatycznych przeżyciach rodziców.

Psychoanalitycy przez kilka powojennych dekad nie zauważali patogennego wpływu traumy Holokaustu. Zwrócili natomiast uwagę na znaczenie nieujawnionego cierpienia straumatyzowanych rodziców na rozwój ich dzieci. Badania psychoanalityków, na przykład Hillela Kleina (Klein, Kaplan, 2007), prowadzone są zazwyczaj na pojedynczych osobach, z wykorzystaniem analizy jakościowej. Ich efektem są zwykle bogatsze, różnorodne i niewykluczające się wnioski. Na przykład brytyjsko-izraelska psychoanalityczka Ora Dresner, urodzona we Wrocławiu córka Ocalałych z Holokaustu, w opublikowanym niedawno wywiadzie opisuje, że równie obciążające dla dziecka jest milczenie rodziców na temat doznanej traumy, jak i relacjonowanie mu swych przeżyć i utrat (Dreser, 2021).

Ofiary odzyskują wpływ

Nowe drogi poszukiwań otworzyły badania neurobiologiczne. Zauważono zależność między rozwojem połączeń kory przedczołowej z prawym jądrem migdałowatym, a interakcjami matki z niemowlęciem w pierwszym roku życia dziecka. Te połączenia neuronalne, jak się uważa, mają istotne znaczenie dla regulacji afektu, zwłaszcza lęku; to oznacza ich udział w stawianiu czoła stresowi. Badano znaczenie harmonizacji wzajemnego patrzenia w oczy. Spokój i uważność matki już w bardzo wczesnym okresie życia uczestniczą w tworzeniu się sprężystości jej dziecka (Schore, 2001).

W innych badaniach, tym razem nad czynnikami zwiększającymi ryzyko traumy dziecięcej, zauważono, że takim czynnikiem jest trauma przeżyta przez matkę. Jakimi drogami trauma matki może zwiększać prawdopodobieństwo traumy jej dzieci? Poszukując odpowiedzi na to pytanie, zwrócono uwagę na deficyt zdolności rozpoznawania intencj...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy