Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

11 lipca 2019

NR 16 (Lipiec 2019)

Adopcja i wychowanie w duchu rodzicielstwa

0 86

W jaki sposób dziecko, które nie zaznało poczucia bliskości z osobą, która wydała je na świat, nawiązuje bliską relację z rodzicem adopcyjnym? Co oznacza rodzicielstwo bliskości dla osób, które zostają rodzicami dziecka po przejściach? Rodzicielstwo bliskości jest obecnie terminem, który grupie osób kojarzy się bardzo pejoratywnie. Wynika to głównie z błędnego kojarzenia go z bezstresowym wychowaniem, z obrazem rodziny, w której dzieci nie szanują zasad, a także takiej, w której rodzice pozwalają „wejść sobie na głowę”. W rzeczywistości rodzicielstwo bliskości jest świadomym wyborem, ścieżką, którą podążają rodzice, dla których dobre relacje odgrywają najważniejszą rolę w tworzeniu rodziny jako jednostki społecznej.

 

Rodzicielstwo bliskości i jego filary

Filozofia rodzicielstwa bliskości opiera się w głównej mierze na szacunku dla potrzeb dziecka oraz rodzica. Istotna jest także znajomość psychicznych i fizycznych możliwości dziecka. Dzięki pogłębianiu wiedzy na temat rozwoju dziecka rodzicielskie oczekiwania nie będą wywoływały frustracji. Znajomość poszczególnych etapów rozwoju ułatwi także rodzicowi spojrzenie na siebie jako opiekuna, który przede wszystkim wspiera i jest obok. Dziecko ma wtedy czas na rozwinięcie swoich umiejętności. Rodzic w relacji jest postrzegany jako lider, przewodnik stada, wrażliwy na potrzeby innych.

Rodzicielstwo bliskości wyodrębnia dziecko jako osobną jednostkę, która wchodzi w relacje z innymi, zachowując jednocześnie bezpieczną wieź z opiekunem, który pozostaje dostępny fizycznie i emocjonalnie. Obecny poziom wiedzy z psychologii rozwojowej wyjaśnia podstawy zachowania, które przez wiele lat były wręcz odrzucane przez społeczeństwo. Dotyczy tego – na przykład – mit o konieczności przesypiania przez niemowlę całej nocy. Taka sytuacja jest rzadkością – budzenie się dziecka to naturalny etap rozwoju, gdy potrzebuje ono bliskości drugiej osoby. Nie jest próbą manipulacji rodzica, ponieważ tak małe dziecko jest do tego niezdolne.


Szkodliwość metody „cry-it-out”


W odpowiedzi na pytanie, jak rozumieć rodzicielstwo bliskości w aspekcie tworzenia więzi z dzieckiem, dobrym przykładem jest podejście idei bliskościowej do noszenia i przytulania. Idea ta stoi w opozycji do zapoczątkowanej kilkadziesiąt lat temu, niestety sukcesywnie przekazywanej z pokolenia na pokolenie, metody „cry-it-out”. Metoda ta polega na wypłakiwaniu się przez dziecko i pozostawianiu go samego ze swoimi emocjami.

Jednakże obecne badania dowodzą, że metoda ta jest nie tylko nieskuteczna, co wręcz szkodliwa dla małego organizmu. Przede wszystkim długotrwały płacz podnosi poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu. Dziecko będące w ciągłym stresie nie ma możliwości naturalnego rozwoju. Całą swoją energię pożytkuje na pokonanie „stresora”, jakim w odczuciu dziecka jest zagrożenie wynikające z braku poczucia bezpieczeństwa (czyli nieobecność rodzica). Już na tym przykładzie można wysunąć wnioski, czym różni się rodzicielstwo bliskości od innych podejść. Nie skupia się na rozwiązaniach mających przynieść krótkotrwały efekt, tylko koncentruje na długoterminowych korzyściach płynących z relacji i na okazywaniu szacunku i zrozumienia. Przede wszystkim jednak polega na wychodzeniu naprzeciw potrzebom dziecka, które sygnalizowane są przez nie w naturalny sposób.


Teoria przywiązania i jej wpływ na relacje oraz obecne trendy wychowawcze


Rodzicielstwo bliskości bazuje na teorii wpływu rozwoju emocjonalnego w okresie niemowlęcym na późniejsze relacje. Twórcami tej teorii są John Bowlby oraz jego współpracowniczka Mary Ainsworth. Badania nad tym wpływem były przeprowadzane w połowie lat 50. XX wieku i kontynuowane w późniejszym okresie. Ukazały istotę tworzenia bezpiecznej więzi z opiekunem głównym (przeważnie z matką). Jego obecność oraz responsywność na sygnały wysyłane przez dziecko była kluczowa. Jeśli potrzeby dziecka są zaspokajane przez rodzica, wtedy jest ono w stanie także w dorosłym życiu stworzyć bezpieczną więź z inną osobą. Dziecko, które jest pewne swojej więzi z rodzicem, opiekunem w dzieciństwie, również w dorosłym życiu będzie szukać wsparcia wśród zewnętrznych relacji oraz w wewnętrznych źródłach.
Jeśli natomiast dziecko nie czuło się bezpiecznie, zostało porzucone i zaniedbane emocjonalnie, w następstwie zastąpi pierwotną strategię przywiązania strategiami wtórnymi. Może być tak, że zacznie przejawiać nadmierną czujność ma sygnały odrzucenia. Taką strategię postępowania nazywamy hiperaktywacją, tworzącą lękowy styl przywiązania. Inną strategią jest dezaktywacja, która wykształca unikowy styl przywiązania. Dziecko unika wtedy jakiejkolwiek bliskości w relacjach, stara się polegać wyłącznie na sobie, odrzucając innych.

U osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy fizycznej lub psychicznej ze strony opiekuna, często wyróżnia się jeszcze inny styl przywiązania – zdezorganizowany. W dorosłości często wyraża się ona niekonsekwentnym wymuszaniem i unikaniem bliskości.

Znajomość tych stylów przywiązania może w znaczący sposób poprawić jakość relacji, którą rodzic adopcyjny nawiązuje z dzieckiem. Wiedza o sposobie, w jaki dziecko może zareagować na próbę nawiązania z nim więzi (często te zachowanie może być zaskakujące dla dorosłego), pomoże rodzicowi pracować nad własnymi emocjami i oczekiwaniami. Rozumiejąc podłoże konkretnych zachowań, powstaje możliwość pracy nad ich przekształceniem w sposób łagodny – Tak, by nie zaburzyć skomplikowanego stanu emocjonalnego dziecka.

Istotną konkluzję dotyczącą związku rozwoju psychopatologii z teorią przywiązania Bowlby’ego wysnuł Alan Sroufe w swoich badaniach nad dziećmi adoptowanymi. Niezależnie od wieku aktualna jakość opieki nad dzieckiem będzie modyfikować wczesną historię przywiązania. Rodzic adopcyjny ma zatem przed sobą niezwykle trudne, ale jak najbardziej wykonalne zadanie – odbudowa wiary dziecka w chęć nawiązania przez niego bliskiej, bezpiecznej i zdrowej relacji jest możliwa.


Trudne początki? Niekoniecznie


Im młodsze jest dziecko i ma mniej trudnych przeżyć za sobą, tym relatywnie łatwiej będzie mu się zaadaptować do życia w swojej nowej rodzinie i zrekonstruować więź relacyjną rodzic–dziecko. Tak też było w przypadku historii Ewy i jej synka, którego adoptowała, gdy ten był jeszcze noworodkiem. Dzięki szybkiemu procesowi adopcyjnemu chłopiec znalazł dom, gdzie otrzymał bezwarunkową miłość i opiekę. Ewa stara się wychowywać synka w duchu rodzicielstwa bliskości. Oznacza to dla niej przede wszystkim akceptację dziecka jako odrębnego, niezależnego człowieka, bez próby kształtowania go na swój obraz i podobieństwo. Relacja oparta jest na wzajemnej miłości i szacunku, a nie na dominacji rodzica.

Proces adopcyjny Ewa wspomina pozytywnie – na szkoleniu, które musi przejść każda potencjalna para rodziców, przybliżona została tematyka rodzicielstwa bliskości, wspomniano także o szkodliwości metody „cry-it-out”. Przyszli rodzice dostali listę lektur, na której widniały m.in. książki małżeństwa Sears, którzy uznawani są za twórców pojęcia rodzicielstwa bliskości (ang. „Attachement parenting”). Przedstawiono im także siedem filarów bliskości, w skład których wchodzi wiara, że płacz dziecka jest metodą komunikacji, a nie manipulacji. Wiele także mówiono o noszeniu dziecka i spaniu blisko niego, by zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. Ewa zaczęła zgłębiać ten temat i szukać więcej informacji o tym nurcie, by móc jeszcze lepiej radzić sobie w nowej roli, czyli w byciu mamą.


„Nie noś, bo przyzwyczaisz” i inne mity


Każdy z ośrodków adopcyjnych ma własne, wewnętrzne strategie przygotowywania szkoleń. Brak jest jednolitych norm, których ośrodki musiałyby się trzymać. Niestety, z tego też powodu trafiają się historie mniej pozytywne od opowieści Ewy. Iza opisuje okres, w którym starała się o adopcję dziecka, jako jeden z najtrudniejszych w swoim życiu. W opinii Ewy ośrodek, do którego się zgłosiła, nie wspierał psychologicznie potencjalnych rodziców w żaden sposób. Każde spotkanie było według niej jedynie przeprowadzeniem szczegółowego wywiadu sprawdzającego, czy dana osoba nadaje się na opiekuna. Wymagania, z jakimi przyszło jej się zmierzyć, były bardzo wysokie, nie tylko na poziomie psychologicznym, ale także ekonomicznym. Sam etap szkolenia nie przyniósł Izie żadnych przydatnych informacji. Wspomina, że wszystkiego musiała nauczyć się sama, przez co straciła wiarę w system wsparcia w ośrodku. Była wręcz zawiedziona brakiem elementarnej wiedzy na temat rozwoju dzieci wśród pracowników ośrodka.

W ośrodku, w którym starała się o adopcję, nigdy nie usłyszała słowa o rodzicielstwie bliskości. Podczas procedur adopcyjnych była namawiana na stosowanie metod typowo behawioralnych, takich jak wzmacnianie, sztywne trzymanie się zasad. W odczuciu Izy byłyby one szkodliwe dla każdego dziecka. W szczególności negatywnie wpłynęłyby na takie dziecko, które ma za sobą trudne przeżycia. Iza od początku zdobywała wiedzę w oparciu o nurt bliskościowy, dzięki czemu była przekonana o słuszności swoich decyzji, np. o noszeniu dziecka w chuście. Dziecko bujane, przytulone do mamy lub taty instynktownie czuło się bezpiecznie.

W domu Izy panują zasady, które dotyczą każdego z domowników, a nie tylko dziecka. Stosowane są w sposób respektujący drugą osobę, ale nie za wszelką cenę. Czasem świadomy brak konsekwencji, nagięcie zasad pokazują, że każdy jest tylko człowiekiem, który nie musi trzymać się stanowczo swojej opinii.

Iza stara się nie stosować w domu nagród i kar – chce odbudować w synku nadwątlone poczucie własnej sprawczości. Kary i nagrody nie służą wzmocnieniu wewnętrznej motywacji, wręcz ją zagłuszają. Stają się jedynym motorem do działania dla dziecka. W domu Izy jest dużo rozmów o emocjach, także tych trudnych, których wyrazem jest płacz. Iza stara się wzmacniać poczucie własnej wartości u synka, który – niestety – ma je zaniżone. Chłopczyk przejawiał problemy z toaletą oraz tzw. odpieluchowaniem. Jego mama przypisuje te trudności jako wynik początkowego ciężkiego okresu w życiu dziecka.

Iza zdecydowanie źle wspomina także czas, gdy synek musiał przebywać w szpitalu zaraz po tym, jak trafił do ich rodziny (trzy lata temu). Czuła się negatywnie oceniana przez personel medyczny w stosunku do jej podejścia do chłopca – noszenia w chuście, przytulania. Izie trudno jest mówić bez emocji o przykrościach, które odczuła wtedy ze strony obcych osób. Krytyka, z którą przyszło jej się mierzyć na początku jej drogi jako matki; opisywana jest przez nią jako bardzo ostra i nieprzyjemna.


Co w tym wszystkim jest najważniejsze?


Rodzice przez cały czas muszą stawić czoło wielu trudnym i często skomplikowanym decyzjom, będąc równocześnie wystawionymi na ocenę społeczeństwa. Agnieszka Stein – psycholog, na co dzień pracująca z rodzicami i dziećmi w różnym wieku, autorka m.in. książki Dziecko z bliska, podstawowej lektury dla rodziców, którzy chcą zapoznać się z tematyką bliskościowego wychowania: „Rodzicielstwo bliskości jest przede wszystkim świadomością siebie jako rodzica, swoich granic, możliwości i potrzeb. Jest także wychowywaniem bez przemocy, za to w pełnej szacunku atmosferze z uwzględnieniem zarówno potrzeb dziecka, jak i rodzica. Uważam, że wychowanie w bliskości jest możliwe dla wszystkich rodzin. Dziecko, które zostało adoptowane, potrzebuje ogromnego wsparcia i bezwarunkowej akceptacji, gdyż wcześniej tego nie zaznało, zostało mu to odebrane. Żyło w zagrożeniu i strachu, jego poczucie bezpieczeństwa jest na bardzo niskim poziomie. Rodzic adopcyjny ma przed sobą bardzo trudne zadanie, aby utwierdzić dziecko w poczuciu, że bez względu na to, co się dzieje i będzie działo, będzie przy nim trwać i wspierać je. Najważniejszym i podstawowym zadaniem rodzica jest zapewnienie dziecku stabilnego domu, gdyż strata poprzedniego miejsca była bolesnym przeżyciem. Dopiero później, gdy dziecko poczuje s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy