Dołącz do czytelników
Brak wyników

Studium przypadku , Otwarty dostęp

29 maja 2018

NR 9 (Maj 2018)

Uzależnienia w perspektywie psychogenealogii

0 520

„To, czego nie wiemy, a co nas prześladuje, jest z reguły rodzinnym, niewypowiedzianym sekretem, przekazywanym z pokolenia na pokolenie”. Anne Ancelin Schutzenberger

Jak dobrze wiemy, uzależnienie jest tylko objawem, wierzchołkiem góry lodowej, ale samo w sobie nie generuje rozwiązania sytuacji, a jedynie dokłada problemów. Czego objawem jest uzależnienie? 

Studium przypadku

Pani J. zgłosiła się na psychoterapię z problemem dotyczącym bliskich związków. Nie mogła znaleźć właściwego partnera, a jeśli już udało się jej nawiązać jakąś bliższą relację z mężczyzną, kończyła się ona po paru tygodniach lub miesiącach. Pani J. była przekonana, że coś jest z nią „nie w porządku” i chciała się dowiedzieć, gdzie popełnia błąd. Dodajmy, że jest ona atrakcyjną kobietą w okolicach trzydziestki, pracuje w korporacji na stanowisku menedżerskim, ma dobre zarobki, własne mieszkanie w dużym mieście i pomaga finansowo swojej rodzinie. Pani J. jest najstarszym z trójki dzieci – ma dwóch młodszych braci. Mama zajmowała się dziećmi i domem, ojciec dużo pracował i nadużywał alkoholu.

Wkrótce po rozpoczęciu terapii okazało się, że podstawowym problemem pani J., który nie pozwala jej żyć takim życiem, jakiego pragnie, jest pracoholizm. Pani J., gdy przyszła do mnie, nie potrafiła postawić żadnych granic swojemu pracodawcy, który wykorzystywał ten fakt bez ograniczeń. Pani J. była nękana telefonami wczesnym rankiem i późnym wieczorem. Otrzymywała maile służbowe w niedzielę – oczywiście z koniecznością natychmiastowego załatwienia sprawy. Bywała więc często w pracy w weekendy i w święta, a gdy zachorowała, pomimo zwolnienia lekarskiego pracowała cały czas z domu. Tyko długo wyczekiwane i rzadko możliwe wakacje były dla pani J. szansą na oddech od spraw firmy i toksycznej relacji z przełożonym. Wybierała miejsca, gdzie nie ma zasięgu, ale i tak przeżywała poczucie winy, że nie jest dostępna, i lęki na temat tego, jak sobie bez niej poradzą. Czuła się niezastąpiona, a wykorzystujący ją szef, a także niektórzy współpracownicy utwierdzali ją w tym przekonaniu. Oczywiście taki stan rzeczy odbił się na jej zdrowiu fizycznym (problemy z żołądkiem, zaburzenia snu) oraz emocjonalnym (wyczerpanie psychiczne, stany depresyjne).
Pracując dalej z panią J., odkryłyśmy, iż teoretycznie wie ona wszystko, ale w praktyce nic nie pomaga. Pomimo wielu sesji poświęconych stawianiu granic pani J. przychodziło to niezwykle trudno. Zaczęłyśmy rozmawiać wprost o korzyściach płynących dla niej z obecnego stanu. 
Po początkowym odrzuceniu idei korzyści pani J. zaczęła widzieć, iż spędzając tyle czasu w pracy, a przede wszystkim mając nią tak bardzo zajętą prawie całą przestrzeń mentalną, nie musi być w kontakcie ze swoimi uczuciami, które – jak przeczuwała – mogą być trudne i bolesne. Oddając się pracy, nie jest też narażona na konfrontację ze swoim realnym życiem w kontekście deficytów, niespełnionych pragnień, niezaspokojonych potrzeb. Jak się okazuje modus bycia pochłoniętą działaniem (i to przede wszystkim dla kogoś innego), pozwala pani J. przetrwać psychicznie sytuację ogromnego podświadomego lęku: przed swoimi uczuciami i przed tym, co odkryje, gdy trzeźwo spojrzy na siebie i swoje życie.
Zaczęłyśmy rozmawiać o tym mechanizmie obronnym w kontekście rodziny, pochodzenia pani J. Odnalazła ona wiele wspólnego ze swoim ojcem, który jawił się jej jako ciągle nieobecny (pracował albo był pod wpływem alkoholu). Jedyne momenty, które pani J. wspomina dobrze, to czas wakacji, kiedy wyjeżdżała z rodziną na wycieczki – „wszyscy byli razem” i było „wesoło”.
Zobaczyłyśmy uzależnieniową strukturę jej rodziny w tym, jak problem ojca był zaprzeczany i nienazywany przez matkę pani J. Dając przyzwolenie na przebywanie męża i ojca swoich dzieci poza codziennym życiem, pani J. brała na siebie całość obowiązków domowych i utwierdzała siebie i wszystkich w przekonaniu, że tak jest normalnie. Istniała niepisana zgoda, że mąż przynosi pieniądze, a żona o nic go nie pyta, nie rozmawiają o nadmiernej pracy czy piciu. Co w praktyce oznaczało nierozmawianie ze sobą w ogóle. Tak przynajmniej wspomina atmosferę domu pani J.

CZUBEK GÓRY LODOWEJ

Jak dobrze wiemy, uzależnienie jest tylko objawem, wierzchołkiem góry lodowej, ale samo w sobie nie generuje rozwiązania sytuacji, a jedynie dokłada problemów. Czego objawem jest uzależnienie?
Pracując za pomocą genogramu z osobami doświadczającymi rozmaitych form uzależnień (od substancji psychoaktywnych po uzależnienie od internetu, zakupów, młodego wyglądu czy rozwoju osobistego), zazwyczaj znajdujemy w poprzednich pokoleniach jakiś temat tabu: nierozwiązaną traumę, nieprzeżytą żałobę czy inny rodzaj trudnego emocjonalnie i życiowo zdarzenia, które jest zbyt straszne, by mogło zostać ubrane w słowa i przekazane w postaci historii. To niewysłowione i często wręcz niemożliwe do pomyślenia zdarzenie (lub ich seria) generuje określone, intensywne uczucia nie tylko u osób, które były bezpośrednimi uczestnikami czy świadkami, ale także u kolejnych pokoleń. Pracując za pomocą psychogenealogii, widzimy jasno, w jaki sposób „dziedziczymy” po naszych przodkach nie tylko pewne cechy czy predyspozycje, ale także nierozwiązane trudne sytuacje emocjonalne. 
Problem w tym, że o ile te pierwsze łatwo zidentyfikować, o tyle te drugie zazwyczaj mają charakter ukryty, nieświadomy i tworzą między innymi to, co znajduje się w przypadku góry lodowej pod powierzchnią wody. Widzimy objaw, nie znamy przyczyn. Dlatego tworzymy genogram: zadajemy pytania, zbieramy informacje, tworzymy hipotezy, szukamy połączeń.
Oprócz niewypowiedzianych traum i w związku z tym niewyrażonych intensywnych emocji, u źródeł uzależnień możemy często odnaleźć pewien wzorzec relacyjno-komunikacyjny. W przypadku opisywanej tu historii pani J. dotyczył on tego, że o trudnych sprawach po prostu się nie mówiło. Oczywiście nie powoduje to nigdy ich zniknięcia. Im bardziej je ignorujemy, tym bardziej schodzą do podziemia (nieświadomości), by stamtąd w ukryty sposób wywierać wpływ na nasze życie. Jest to także wzorzec braku wiedzy i doświadczenia (ewidentnie przekazywany międzypokoleniowo), w jaki sposób radzić sobie z uczuciami. Czasami żartuję z pacjentami, że niestety ani w większości rodzin, ani w szkole się nas tego nie uczy i często dopiero na psychoterapii nabieramy doświadczenia w tym, jak rozpoznawać, nazywać i wyrażać swoje uczucia.

NIECHCIANE UCZUCIA

Nasze życie emocjonalne to szeroki temat, ale też blisko powiązany ze strukturą uzależnień. Co oznacza „radzić sobie z emocjami”? Zbyt często temat kończy się na tym, że chcemy pozbyć się ich najszybciej, jak to możliwe, gdy tylko się pojawiają. Oczywiście mamy na myśli te „negatywne”. Pewnych emocji lubimy doświadczać, innych nie. Kłopot w tym, że gdy odpychamy od siebie, np. smutek, to nie będziemy też mogli doświadczać prawdziwej radości. Nie da się zainstalować w naszej psyche zapory chroniącej nas przed niechcianymi uczuciami, np. złością, smutkiem, lękiem, wstydem, poczuciem winy. Jak widzimy, całkiem ich sporo… Wszystkie te uczucia niepokoją nas i uwierają, gdyż w gruncie rzeczy nie wiemy, co mamy z nimi zrobić. W przypadku uzależnienia odłączamy się od nich przy pomocy jakiegoś środka zewnętrznego: jedzenia, picia, papierosów, narkotyków lub czynności, uzależnienia od osoby. Opowiadamy się po stronie nieczucia. Bardzo często nie dlatego, że sami tak wybraliśmy, ale ponieważ tak wybrali dla siebie (a więc i dla nas) nasi dziadkowie, rodzice… To w ich życiu wydarzyły się trudne doświadczenia, których nie byli w stanie psychicznie „przetrawić”, nie mieli środków czy możliwości, by zająć się swoimi uczuciami. Nasza sytuacja zazwyczaj jest zdecydowanie inna. Nawet jeśli także doświadczyliśmy jakichś traum czy trudnych stanów psychicznych lub nosimy w sobie traumy przodków, mamy wszystko, co potrzebne, by sobie pomóc: psychoterapię, warsztaty, mądre książki itd. Możemy nawykowo trwać w przekonaniu, że nie mamy możliwości żadnego ruchu w życiu, na nic nie mamy wpływu. To również mogło to być (prawdziwe lub nie) przekonanie jakiegoś naszego przodka, który np. stracił całą rodzinę na wojnie.
Rzadko myślimy o tym w ten sposób, ale uważam, że tematyka psychogenealogiczna niezwykle dużo może wnieść do naszego rozumienia uzależnień – zarówno w sensie ogólnym, jak i indywidualnym.

NIEPRZEŻYTA TRAUMA

Pracując za pomocą genogramu z panią J., udało nam się odkryć kilka cennych połączeń między jej uzależnieniem od pracy a wzorcami emocjonalnymi w rodzinie (niewyrażanie uczuć, nierozmawianie na trudne tematy), a także nieprzeżytymi, zepchniętymi do nieświadomości rodzinnej traumami.
Prababcia pani J., wydając na świat jej dziadka (który podobnie, jak ojciec pani Z. nadużywał alkoholu – choć poza tym wspaniałego, dobrego człowieka we wspomnieniu pani J.), ciężko zachorowała i „już nigdy nie wróciła do siebie”. W dynamice nieświadomej takie zdarzenie może zostać zakodowane przez dziecko w formie silnego przekonania (przeze mnie mama jest chora) i generować trudne do zniesienia poczucie winy oraz lęk o matkę i swoje przetrwanie. Prawdopodobnie z takimi intensywnymi uczuciami musiałby się borykać dziadek pani J., gdyby nie zastosował mechanizmu stłumienia, wyparcia czy odcięcia emocjonalnego (nie mówił o tym, a zapytany wyrażał się zdawkowo w chłodny sposób). Pani J. o całej sytuacji dowiedziała się dopiero, zbierając wywiad od rodziny do genogramu. Bardzo ją to poruszyło i poczuła silną więź z dziadkiem, lojalność, która – jak jej podpowiedziałam – wyrażać się może pod postacią kontynuowania wzorców behawioralnych i emocjonalnych dziadka: pracoholizmu i olbrzymiego poczucia winy. Czerpiemy dużo od tych, których kochamy: nie tylko w sensie zasobów, ale także bierzemy na siebie ich niewypowiedziany ból, zmagania i trudne emocje.
Trudność stawiania granic została przez nas połączona z ogromnym lękiem przed utratą. Oczywiście pracując w obszarze psychogenealogii, nie dochodzimy do żadnych stuprocentowo pewnych prawd (poza udokumentowanymi faktami), ani nie aspirujemy do tego, że połączenia, które odnaleźliśmy, coś radykalnie zmienią czy uzdrowią. Jednak często – i tak było w tym przypadku – praca ta daje wymierne efekty. Kilka hipotez poruszyło bardzo panią J., a to wewnętrzne poruszenie jest zazwyczaj znakiem, iż dotknęliśmy czegoś istotnego. Sama pani J. ożywiała się i zaczęła mieć więcej energii, złagodniały także jej objawy somatyczne. Z czasem – gdyż terapia trwała kilka lat – zaczęła też ona stawiać granice, ostatecznie zmieniła pracę, a także poznała osobę, z którą planowała wspólne życie. To ostanie było możliwe dzięki temu, że rezygnując z wzorca tłumienia uczuć (wynikającego z jej historii rodzinnej) poprzez nadmierną aktywność zewnętrzną, pani J. stworzyła przestrzeń w sobie i w swoim życiu na to, by coś nowego mogło się wydarzyć.

DROGA WYJŚCIA

Uzależnienie, które zazwyczaj służy regulowaniu stanów emocjonalnych (nieświadomie), odcina nas nie tylko od kontaktu z własnym życiem psychicznym, ale także od realnych kontaktów z drugim człowiekiem. Pani J. stopniowo uczyła się, w jaki sposób może być ze swoimi uczuciami, nie tłumiąc ich ani nie odreagowując, a także zaufania, że może otrzymać ciepło i wsparcie od drugiej osoby. Czasami powracała do wzorca poczucia winy i próbowała robić za dużo, ale dzięki pracy nad sobą wiedziała już, że może powracać do tego, co wcześniej odkryła. Chciała budować dla siebie i ewentualnie przyszłych pokoleń nowy wzorzec istnienia w świecie: nie poprzez zaprzeczenie, tłumienie i ucieczkę, ale poprzez słuchanie siebie, przyjmowanie swoich emocji i budowanie relacji opartych na autentycznej komunikacji.
Powróćmy raz jeszcze do metafory wierzchołka góry lodowej. Jak zostało napisane wcześniej, nie znajdujemy tu – na powierzchni – drogi wyjścia z zaistniałej sytuacji (uzależnienie, objawy). Musimy zejść nieco głębiej 
i to w podwójnym znaczeniu – głębiej w naszą psychikę, czyli w nasze zranienia, uczucia, potrzeby, jak i sięgną...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy