Anna przyszła na psychoterapię przekonana, że „nie nadaje się do uważności”. Nie mówiła tego z przekory. Bardziej z rezygnacją. Próbowała już różnych ćwiczeń: obserwowania oddechu, skanowania ciała, krótkich medytacji z przeróżnych aplikacji. Efekt był zwykle podobny. Zamiast oczekiwanego przez nią spokoju pojawiało się więcej napięcia. Zamiast ulgi – więcej natrętnych myśli. Zamiast stonowanego kontaktu ze sobą – poczucie, że wszystko robi się jeszcze trudniejsze do zniesienia. W końcu uznała więc, że mindfulness najwyraźniej nie jest dla niej.
Problem nie polegał jednak na tym, że Anna „nie umie” praktykować uważności. Problem dotyczył funkcji, jaką jej przypisała. Miała pomagać jej szybko się uspokoić, odzyskać kontrolę i przywrócić wewnętrzny porządek. Dopóki taki był cel, każda próba zatrzymania uruchamiała dobrze znany schemat: „Najpierw muszę zrobić coś z tym, co czuję, a dopiero potem będę mogła wrócić do życia”.
Właśnie tu przebiega jedna z ważniejszych różnic między potocznym rozumieniem uważności a jej miejscem w terapii akceptacji i zaangażowania.
To rozróżnienie ma znaczenie większe, niż mogłoby się nam wydawać, znaczenie. Bo jeśli uważność zostaje podporządkowana logice kontroli, łatwo staje się kolejną strategią unikania. Z zewnątrz wygląda to jak „praca nad sobą”, ale funkcjonalnie bywa dalszym ciągiem tej samej walki z lękiem, napięciem, myślami, własną reakcją. Klient, zwiększając trudność, wykonuje ćwiczenie po to, żeby nie czuć. Terapeuta zaś, z najlepszymi intencjami, proponuje je po to, by szybko obniżyć napięcie (często również swoje). A sama praktyka zostaje wciągnięta w mechanizm, który wcześniej organizował życie pacjenta.
Z perspektywy ACT uważność warto więc rozumieć nie tyle jako zestaw technik, ale jako sposób pracy z doświadczeniem. Nie jest dodatkiem do terapii ani modnym językiem opisu samoregulacji. Jest częścią szerszego ruchu w stronę elastyczności psychologicznej, czyli zdolności do pozostawania w kontakcie z tym, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz, oraz do podejmowania działań opartych bardziej na tym, co dla nas ważne, niż na tym, co chwilowo przynosiło nam
ulgę.
Uważność w ACT: nie po to, by uspokajać, lecz by widzieć wyraźniej
Słowa „uważność” i „mindfulness“ zrobiły w ostatnich latach dużą karierę. Pojawiają się w psychoterapii, psychologii, sporcie, edukacji, biznesie i szeroko rozumianym self-care. Im częściej jednak jest używane, tym łatwiej traci (i tak dość wątłą) precyzję. Dla jednych oznacza relaks. Dla innych lepszą koncentrację uwagi. Dla jeszcze innych próbę „wyłączenia głowy”. Wszystkie te skojarzenia są zrozumiałe, ale w praktyce klinicznej bywają mylące.
W ACT uważność nie jest definiowana przez to, czy po ćwiczeniu człowiek czuje się spokojniejszy. Bardziej adekwatne pytania to: „Czy ma odrobinę w...
Dołącz do grona specjalistów, którzy stale pogłębiają swoją wiedzę
Co dwa miesiące otrzymuj sprawdzone narzędzia i artykuły tworzone przez ekspertów-praktyków. Pogłębiaj wiedzę, pracuj sprawniej, pewniej i bądź przygotowany na najbardziej skomplikowane przypadki.