Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nowości w psychologii

25 marca 2020

NR 20 (Marzec 2020)

Terapeutyczna moc podpatrywania ptaków

149

Zaczynamy coraz lepiej rozumieć znaczenie terenów zielonych, a nawet pojedynczych roślin i zwierząt dla poprawy kondycji psychicznej i fizycznej człowieka. Dostrzegamy, że tylko odpowiedzialne korzystanie z zasobów przyrodniczych staje się nie tylko nakazem moralnym, przyjemnością, ale wręcz koniecznością w dzisiejszym świecie.

Stąd nie zaskakuje fakt, iż rośnie popularność spoglądania na przyrodę – jej kontemplację albo choćby świadoma radość czerpania przyjemności z przebywania wśród zieleni podczas spacerów i wycieczek. Paradoksalnie, zamiast skorzystać z dobrodziejstw świeżego powietrza, zostajemy przed ekranem lub pozostajemy w budynkach, a jednocześnie oglądamy programy telewizyjne i murale wielkomiejskie zawierające elementy przyrodnicze, które budzą podziw i zachwyt. Sugestia wyłączenia się z szumu cywilizacji, wyprawy do parku albo jeszcze lepiej kilkudniowego wyjazdu do parku narodowego czy rezerwatu przyrody coraz mniej zaskakuje we współczesnych terapiach psychologicznych i psychiatrycznych. Popularność zyskują liczne metody oparte na kontakcie z zielenią, spokojnym jej podglądaniu lub czynnym wypoczynku na świeżym powietrzu. Czy jednak świeże powietrze, zapach lasu lub gra kolorów są wystarczającymi czynnikami w poprawie zdrowia? Czy też można, ba nawet warto, sięgnąć po nieco bardziej wyrafinowane metody, by z krajobrazu wyłapać poszczególne elementy i bliżej je poznawać? By ogólne zadowolenie przebywania w otoczeniu przyrody podeprzeć szczegółowością poznania, skupieniem się na detalach: głosach, kształtach, kolorach. Ptaki do tego celu nadają się w sposób wyjątkowy.
Tak jak w psychoterapii wyróżniane są czynniki wspólne i czynniki specyficzne, tak w odniesieniu do kontaktu z przyrodą można analogicznie pomyśleć o dokonaniu takiego rozróżnienia. Po pierwsze – o wyróżnieniu czynników ogólnych, wynikających z całościowych procesów zachodzących podczas takiego kontaktu. Po drugie – o efektach wynikających z kierowania uwagi i zachowań na pewne specyficzne elementy podczas spotkania z przyrodą lub wynikające z celowych działań na rzecz uzyskania takiego kontaktu (np. dokarmianie). Oczywiście, takim specyficznym elementem może być rozpoznawanie, obserwacja, słuchanie głosów, karmienie lub fotografowanie ptaków.
Zajmując się tym pierwszym, całościowym oddziaływaniem, Colin Capaldi wraz ze współpracownikami z kanadyjskiego uniwersytetu Carleton dokonali statystycznego podsumowania (metaanalizy) 30 badań obejmujących ponad 8,5 tys. uczestników, posługując się koncepcją subiektywnie odczuwanego kontaktu z naturą. Osoby, które odczuwały ten kontakt z przyrodą, miały tendencje do doświadczania bardziej pozytywnych stanów afektywnych (lepszego nastroju), większej witalności i wyższego stopnia satysfakcji w porównaniu z osobami nieodczuwającymi takiego kontaktu. Całkowita wartość tego efektu w grupie objętej analizą wyniosła 0,19 (przy czym wartość 0,2 oznacza efekt wyraźny, ale niezbyt wysoki, 0,5 to już efekt średni, a 0,8 wysoki). Ta wielkość w zakresie witalności wynosiła 0,24, w zakresie pozytywnego nastroju 0,22, satysfakcji z życia 0,17. Poczucie szczęścia było bardziej wyraźne u osób mających poczucie zanurzenia natury we własnym ja (ang. inclusion of nature in self) (0,27) niż u tych, którzy uważali, że mają z nią po prostu kontakt. Kontakt z naturą poprawiał nie tylko nastrój, energię i poczucie satysfakcji, ale także zmniejszał subiektywnie odczuwane zmęczenie poznawcze i poprawiał uwagę (poprawa w zakresie odczuwanej sprawności funkcji poznawczych). Te współczynniki efektu mogą nie wyglądać na wysokie, są jednak porównywalne z wynikami efektu uzyskiwanymi w trakcie badań leków stosowanych w terapii farmakologicznej depresji. Sami autorzy tej metaanalizy wskazują, że taki współczynnik efektu jest zbliżony do średniego stwierdzanego w badaniach psychologii społecznej (przytaczają wartość 0,21) i konkludują, że poczucie kontaktu z naturą powinno być uważane za ważny czynnik uwzględniany w dyskusji na temat samopoczucia i subiektywnego stanu badanych osób.

Jaki to ptak i dlaczego?

Ptaki od wieków budzą spore zainteresowanie ludzi. Stanowiły od lat źródło pokarmu, natchnienie poetów i kompozytorów, szacunek władz i umieszczanie ich w herbach czy wreszcie radość z obserwacji ptaków. Jest w nich doprawdy coś wyjątkowego – czasami bajecznie kolorowe, a czasami szaro-bure. Z fascynującymi zestawami zachowań – czasami wpadającymi w ucho trelami, a czasami tylko z jakimś ledwo słyszalnym ciiip czy sytt. Na świecie mamy około 10 tys. gatunków ptaków, w Polsce – razem z największymi rzadkościami – poniżej pół tysiąca. To w sam raz tyle, by ścigać się z innymi, a nawet samym sobą w liczbie widzianych i rozpoznanych gatunków. Tyle, że można je spróbować spamiętać, nauczyć się cech diagnostycznych i nazw, wreszcie zobaczyć w świetle dziennym i podziwiać. To czyni ptaki na swój sposób wyjątkowymi, a jednocześnie są one wszędzie – w wysokich górach, na mokradłach, na obszarach pustyń i w głuchych ostępach leśnych. Są wreszcie tuż za oknem, a nawet potrafią wylądować na wyciągniętej ręce człowieka, prosząc o pokarm. Bywają niezwykle fotogeniczne. Takie, które można obserwować nieuzbrojonym okiem, i takie, które wymagają zaawansowanego sprzętu optycznego. Lubiące poranki, wieczory, a nawet głuchą noc. Można je podpatrywać w samotności lub z grupą innych „pozytywnie zakręconych” – to świetnie wpisuje się w trend czerpania radości z drobnych rzeczy.
Szwedzki badacz Marcus Hedblom wraz z zespołem dokonał obszernego przeglądu publikacji dotyczących wpływu kontaktu z ptakami na samopoczucie mieszkańców miast, wskazując przy tym, że „ptaki dostarczają ludziom niemonetarnych wartości, takich jak poprawa samopoczucia i redukcja stresu”. Badacze ci uważają, że dostępna literatura naukowa uświadamia, że nie tylko wzrokowy kontakt z ptakami na obszarach miejskich, ale także sama ekspozycja na śpiew ptaków może tworzyć pozytywne wspomnienia u ludzi i potencjalnie zmniejszyć poczucie odczuwanego przez nich stresu. Co ciekawe, te pozytywne reakcje są silniejsze, gdy słyszymy wiele gatunków (bioróżnorodność). Nie jest to jednak w mieście takie proste. Coraz trudniej jest usłyszeć śpiew ptaków bez szumu tła, bez miejskiego hałasu, nawet wstając wcześnie rano lub przebywając na odległych przedmieściach. Zaobserwowano także, że „wiejskie pejzaże dźwiękowe” mają większy potencjał regeneracyjny na samopoczucie ludzi niż „pejzaże dźwiękowe” w parkach miejskich i innych miejskich lokalizacjach. Zauważono jednak, że ptaki żyjące w miastach nasiliły głośność śpiewu, adaptując się do specyficznych warunków środowiskowych, co pozwala im konkurować akustycznie z wysokim poziomem hałasu tła miejskiego. Tak więc ptaki dokonują starań, aby być słyszalnymi także w miastach. Warto odpowiedzieć na ten ich wysiłek i wsłuchać się w ich śpiew. Także w tym zakresie zachodzi interakcja pomiędzy czynnikami niespecyficznymi (dostępność zieleni) i specyficznymi (obserwacje ptaków). Im większa różnorodność gatunków ptaków, tym bardziej wzrasta satysfakcja i zadowolenie osób, które mogą pochwalić się obecnością ptaków przed znajomymi. Jednak ogólna dostępność terenów zielonych ma zasadniczą wartość dla mieszkańców miast, poprawiając ich samopoczucie i jakość życia. Najwyższa byłaby więc u mieszkańców dysponujących dużą przestrzenią wolną od zabudowy, gdzie pojawia się wiele różnorodnych gatunków ptaków, które wzbudzają ciekawość.

Ornitoterapia na start

Czy ptasie obserwacje mogą mieć znaczenie terapeutyczne? Wszak to hobby realizowane głównie podczas wypraw i spacerów. To dwie korzyści jednocześnie – poszukiwanie balansu między pracą a wypoczynkiem i dodatkowo przebywanie na świeżym powietrzu. Mózg potrzebuje przełączenia na inne rodzaje aktywności, a ciało potrzebuje ruchu. Zatem podglądanie ptaków to rozwiązanie niemal idealne, a badań opisujących zależności pomiędzy dobrym samopoczuciem a uczestnictwem w wycieczkach ornitologicznych są już dziesiątki. Najwięcej przykładów pochodzi z krajów o długiej tradycji odnośnie do tego hobby – z Anglii, USA, Holandii i Niemiec, ale nawet w Polsce, zarówno na blogach turystycznych, ptasiarskich listach dyskusyjnych i w relacjach na Twitterze czy Facebooku, poza wcześniej powszechnym opisem co i kiedy widziano, coraz więcej pojawia się informacji o tym, jak ktoś wspaniale wypoczął i jakim wyszukanym towarzystwem są ptaki. Warto jednak podkreślić, że to nie tylko wyprawy z lornetką i atlasem ptaków, z angielska zwane birdwatchingiem, ale też zupełnie amatorskie wybory – karmienie i obserwacja gołębi, budowa karmników i budek lęgowych, a nawet obserwacje wróbli przysiadających przy wyrzuconych frytkach przynosi odprężenie i czas na refleksję. Obserwacje ptaków są naprawdę wciągające i czasem trudno o przekroczenie słabo widocznej granicy na drodze od ptakofilii do ornitomanii. Jak z każdym hobby, z każdą ludzką aktywnością – po prostu należy zachować zdrowy rozsądek.
Potencjalne specyficzne oddziaływanie terapeutyczne różnych form kontaktu z ptakami i ich głosami oraz zachowaniami jest pytaniem – z jednej strony – najtrudniejszym, z drugiej – najbardziej ciekawym. Jest ono zadawane w pracach naukowych, które wydają się potwierdzać istnienie takiej specyfiki, zarówno w wymiarach globalnych, np.: poprawa nastroju i samopoczucia, niższy poziom odczuwanego stresu, uzyskanie stanu zrelaksowania, obniżenie napięcia psychicznego, poprawa funkcji poznawczych (koncentracji, uwagi, pamięci, przynajmniej w wymiarze subiektywnym), jak i w zakresach bardziej szczegółowych, np.: obniżenie pobudzenia i agresji oraz poprawa nastroju u osób z otępieniami, co jest niezwykle ważnym efektem – zwłaszcza w domach opieki.

Nazywaj rzeczy po imieniu

Czy należy się starać? Czy nie wystarczy samo czerpanie z zieleni i wyjście na świeże powietrze? Wielu osobom zapewne już to dostarczy satysfakcji, ale warto wyżej i ambitniej zawieszać poprzeczkę. Czy można czerpać radość z rozpoznania i nazwania gatunku ptaka skaczącego w krzaku. Okazuje się, że tak. Po pierwsze kochamy to, co znamy, a ptaki – zwłaszcza krajobrazu rolniczego – są w potrzebie. Warto więc sobie przypomnieć wygląd i nazwy tych typowych. Bocian biały – to proste, bo gatunek niemal totemowy, ale też kuropatwa, kruk, makolągwa i skowronek. A gdy natrafimy na coś rzadszego, to z dumą zaznaczymy na liście życia, z czasem wypatrując coraz większych „rarytasów”. Ponadto, coraz więcej badań wskazuje na to, że poznanie aspektów taksonomicznych – właśnie owo nazywanie gatunków – pogłębia relacje człowieka z przyrodą. Przyda się także w rozmowach, zwłaszcza dziś – w czasach olbrzymiego kryzysu znajomości przyrody. Wiedzą można nie tylko zabłysnąć w towarzystwie, ale też wykonać dobrą edukację. Dzisiaj dzieci szybciej i sprawniej rozpoznają Pokemony czy inne elementy popkultury niż realne, występujące w przyrodzie gatunki. Niestety, może mieć to fatalne znaczenie dla zdrowia psychicznego na skutek przywiązania do smartfonu, który skłania do wirtualnych łowów owych stworków.
Chęć poznania nowych ptaków to pewien wysiłek intelektualny, mobilizacja, trening pamięci, permanentny rozwój. Przecież gatunków ptaków mamy ponad 10 tys., w różnym upierzeniu, warunkach środowiskowych, porach roku. Nie jest to hobby stacjonarne, jak zbieranie znaczków czy fascynacja meczami piłki nożnej przed ekranem T...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy