Dołącz do czytelników
Brak wyników

Studium przypadku

30 września 2017

NR 2 (Marzec 2017)

Rozumienie samookaleczenia w ujęciu ISTDP
Fragmenty pracy z pacjentem

474

Pacjentka, lat 23, studentka, samookaleczająca się od 4 lat.
Pani Ania trafiła do mnie na konsultację pod wpływem jej nowego chłopaka, który według pacjentki „nie krytykował, nie moralizował, nie namawiał i nie przypominał ani sprawdzał wielokrotnie, czy już się umówiłam, tylko jeden raz powiedział, że mu na mnie zależy, bo jestem bardzo mu bliska i chce, bym poważnie potraktowała problem cięcia się”.

Fragment konsultacji – pierwsza minuta spotkania:

P:     …………on (chłopak) mam wrażenie, że zna mnie lepiej niż ja sama i zależy mu na tym, bym się nie cięła. On sam z siebie chyba wie, że gdyby napierał, nie byłoby mnie tu dziś u pani, on chciał, bym zrobiła to dla siebie, ale sama (w oczach pacjentki pojawiają się łzy, pacjentka odwraca oczy i patrzy w okno, rozładowuje nadmiar napięcia, poruszając stopami, stawiając je na zmianę na palce i pięty). Bo ja już od roku myślałam, że potrzebuję pomocy, ale nie umiałam się zebrać. Mam takie dziwne objawy… Wie pani, studia medyczne nie są łatwe…

POLECAMY

T:    Pani Aniu, przerwę pani. Mówi mi pani, że dzisiaj przyszła pani do mnie, by prosić mnie o pomoc w pani problemie samookaleczenia w dużej mierze dzięki pani chłopakowi, który w swojej prośbie do pani potraktował panią jak partnerkę – dorosłą, młodą kobietę, zdolną potraktować siebie i swoje problemy z powagą i troską. W momencie kiedy pani mówi, że „on sam z siebie chyba wie, że gdyby napierał, nie byłoby mnie tu dziś u pani i chciał, bym sama zdecydowała o terapii” w pani oczach pojawiły się łzy, odwróciła pani oczy ode mnie do okna i jednocześnie natychmiast narósł w pani lęk w całym ciele, jego nadmiar rozładowuje pani stopami – zauważa to pani?

P:     Hm, hm… coś w tym jest, co pani mówi.

T:     Najwyraźniej, kiedy pani dzieli się tu ze mną tym, jak pani chłopak traktuje panią i pani problemy z szacunkiem i uwagą, budzi to w pani jakieś reakcje i szybko narastające napięcie, którego pani nawykowo nie zauważa i ignoruje, w konsekwencji czego radzi pani sobie z tym napięciem przez odwracanie oczu od kontaktu ze mną i rozładowuje pani nadmiar lęku poprzez ruchy nóg.

Zatem nawykowe ignorowanie, ignorowanie siebie, ignorowanie swojego ciała, ignorowanie swoich uczuć i odwracanie się od siebie – prawdziwej Ani – jest tutaj naszym pierwszym problemem, prawda?

P:    (Pacjentka znowu ma łzy w oczach, kiedy terapeuta kończy zdanie, pacjentka znowu odwraca oczy, kontroluje świadomą uwagą jednak ruchy nóg).
P:    Tak… często słyszę od koleżanek, że nie traktuję siebie dobrze.
P:     Nie myślałam, że nogi mówią o lęku… (Pacjentka sięga po wodę, a następnie nieruchomieje w fotelu, zapada się w sobie, siedzi jak otumaniona) – narastają objawy lęku w układzie parasympatycznym.

Dla terapeuty staje się jasne, że syntoniczne ego pacjentki jest zidentyfikowane z zaniedbującym i ignorującym schematem zachowań bliskich w jej historii życia.
Pacjentka ignoruje narastający lęk w jej ciele i robi to nawykowo. Lęk rozprzestrzenia się u pacjentki w układzie motorycznym, sympatycznym, parasympatycznym i percepcyjno-poznawczym.
W dalszej części sesji terapeuta zdecydował pracować z pacjentką nad obecnymi u niej w trakcie sesji i w jej życiu na co dzień objawami lęku, który – nie będąc przez nią rozpoznawany i zdrowo regulowany – uaktywniał reakcje dysocjacyjne. Pacjentka z czasem w trakcie konsultacji nabywa rozumienia swoich „dziwnych objawów”.

31 minuta sesji:

P:     Nigdy nie myślałam, że to lęk. Ten objaw zawieszenia w próżni, waty w głowie, odklejenia od rzeczywistości brałam za moją tępotę, że jestem mało zdolna, głupia, by na egzaminie pokazać, co wiem, co rozumiem. Przykładowo, kiedy uczyłam się do kolokwium i przepytywałyśmy się z koleżanką, miałam satysfakcję, że wykonałam kawał roboty, bo ja lubię się uczyć. Fascynuje mnie ludzkie ciało. Ale na kolokwium wszystko to znikało, gdy przeczytałam pierwsze pytanie, którego od razu nie zrozumiałam, moje ciało stawało się jak robot, który jedynie ma drżący korpus i nie ma połączenia z głową i odnóżami. Nie mogłam myśleć, miałam zamazany obraz kartki, słyszałam głosy z sali jak z zaświatów, miałam wrażenie, jakby moje ręce, nogi i głowa nie były moje. Zrobiłam wiele badań i wiem, że nie jest to choroba… Myślałam, że tylko upośledzenie od czasu do czasu, że nie radzę sobie ze studiami. Czułam się wówczas nic nie warta, taka pusta w środku. Martwa. Wtedy najczęściej cięłam się…

W dalszej części terapii dowiadujemy się, że pa...