Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trauma zerwanych więzi
Dysocjacja a samookaleczenia

Artykuły z czasopisma | 30 września 2017 | NR 2
99

Zdrowe monitorowanie i regulowanie lęku przez pacjenta w układzie somatomotorycznym jest podstawą prewencji przed gwałtownym narastaniem lęku w układzie parasympatycznym i percepcyjno--poznawczym, które grozi pojawieniem się u pacjenta zaburzeń dysocjacyjnych.

W poprzednim numerze „Psychologii w Praktyce” opisywałam znaczenie i rolę pracy z regulacją lęku w terapii ISTDP. W tym artykule:

  • Przedstawię model neurobiologicznego rozumienia wpływu zerwanych więzi z ważnymi opiekunami w życiu dziecka na rozwój i funkcjonowanie mózgu w późniejszych okresach życia.
  • Przybliżę rozumienie mechanizmu dysocjacji jako konsekwencji dysfunkcji prawej półkuli mózgu (efekt wczesnego straumatyzowania w historii życia pacjenta) w rozpoznawaniu i przetwarzaniu informacji ze świata zewnętrznego oraz integrowaniu jej z informacją pochodzącą z ciała.
  • W dalszej części artykułu przedstawię moją pracę w konwencji ISTDP z samookaleczającą się pacjentką, gdzie prześledzimy wpływ ignorowania nasilonego lęku na pojawianie się dysocjacji i jednoczesnych zachowań autodestrukcyjnych. Zobaczymy destrukcyjny wpływ nieodseparowanego ego od patologicznego superego na automatyczne kontynuowanie przez pacjentkę – w ramach identyfikacji z zaniedbującymi ważnymi obiektami z jej życia – ignorowania oraz okaleczania siebie.

Samookaleczanie jako wyraz autodestrukcji

Jeśli zajrzymy na pierwszy z brzegu blog osób cierpiących na samookaleczenia, możemy przeczytać, że problem ten dotyczy około 5% populacji studenckiej i w znacznie większym stopniu młodzieży szkolnej.

To smutny (blog Psychika.net) opis młodej dziewczyny nieświadomej swej identyfikacji w traktowaniu siebie i patrzeniu na siebie oraz na swoje cierpienie oczami rodziców\matki.

 

Jeden z typowych wpisów na blogu

13.12.2016
„W sumie… tak sobie czytam te wszystkie odpowiedzi i mam dzisiaj okropny dzień więc… czemu nie?
Zaczęłam to robić w 6 klasie podstawówki. Czemu? Tak więc, w 5 klasie zmieniłam szkołę, bo miałam problemy z klasą, ale niestety w tej drugiej było jeszcze gorzej. Ta piąta klasa minęła jeszcze jakoś w tej nowej szkole, ale w 6 klasie dowiedziałam się, że inne dzieciaki mnie obgadują i opowiadają jakieś głupoty o mnie. Zabolało. Pewnego dnia (była akurat lekcja w-f) poszłyśmy z dziewczynami do szatni, a kiedy z niej wyszłyśmy, to jeden z chłopaków w mojej klasie na mnie naskoczył i zaczął wyzywać od szmat i dziwek (serio…). Nie wiedziałam, o co mu chodzi, no i poryczałam się, bo zrobił to na korytarzu przy wszystkich. Zamknęłam się w kiblu i był jeden wielki ryk. To był piątek chyba? A jak wróciłam do domu i usiadłam na łóżku, to znowu zaczęłam płakać. Następnego dnia wzięłam stary nożyk do papieru i skupiając się na tym, jak bardzo jestem zła, pocięłam sobie nadgarstek. Przez resztę weekendu siedziałam w pokoju i wychodziłam, jak byłam głodna. Przypomina mi się, że w niedzielę obudziła mnie mama i zobaczyła moje rany, a ja jej, że kot mnie podrapał. My nie mamy kotów. Najwidoczniej miała to w dupie.
W poniedziałek, jak wróciłam do szkoły, to na lekcji gadaliśmy o tej sytuacji, przeprosili mnie i okazało się, że to chłopaki mu takie bzdury nagadali. Co za [CENZURA].
To była piękna historia, jak się zaczęło; -; Jak głęboko to robię? No… nie potrafię tego opisać. Są głębokie, po prostu.
Czy żałuję? Smutno mi tylko dlatego, że zaczęłam to robić przez takich śmieci jak oni.
Zauważyła moja mama i tata oraz sis. Nie tylko wtedy jak tam opisywałam. Wiele razy zapominało mi się zakryć moje rany i blizny oraz wiele razy widzieli mnie w kostiumie kąpielowym. Pytali się, co to, a ja im opowiadałam, że z drzewa spadłam lub że się mocno podrapałam (lubię się wspinać, więc to było możliwe). Moi rodzice mają na to wyjebkę, więc równie dobrze mogę się przy nich powiesić xDD. Zauważyła też moja sis w 1 gimnazjum. Zjebała mnie strasznie, a potem przytuliła i przez 4 miesiące mnie codziennie sprawdzała. Wkurzała mnie, więc się z nią wtedy często kłóciłam. Potem przestała.
Moja przyjaciółka się cięła, ona pierwsza zaczęła, a potem ja z nią. Nawet razem żyletki se kupowałyśmy. Całą 1 gim. razem to robiłyśmy, a potem zaczęła gadać z psychologiem i on jej pomógł. Namawiała mnie i mówiła, że on jest fajny, ale ja nie chciałam. Ona już z tego wyszła i jest z nią OK, z czego się bardzo cieszę. Ja siedzę w tym po uszy.
Z autoagresją mam problemy od 4 lat, do tego można jeszcze dopisać szlugi i alko od czasu do czasu. Robię to nadal i na skończenie z tym jak na razie się nie zapowiada. Nie jestem od tego uzależniona (tak mi się wydaję). Mam swoje powody, czemu nadal to robię. A jeśli chodzi o psychologów, to nie mam zamiaru się do nich zbliżyć nawet na krok. Moje życie, moje problemy i koniec kropka. Przyznaję się, że raz gadałam z pedagogiem, ale to wyglądało tak, że nagadałam mu kłamstw, on uwierzył i se poszłam xD.
Ogólnie to nie polecam zaczynać według tego. Róbcie wszystko, ale nie to; -;”.

 

Wzajemna miłość, konstruktywne i stabilne przywiązanie emocjonalne między nami i naszymi opiekunami ma zasadniczy wpływ na postrzeganie nas samych jako zasługujących na miłość, jako zdolnych do otrzymywania miłości, zrozumienia, ochrony i troski o ludzi, którzy są wokół nas i których uważamy za ważnych (Josette ten have...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy