Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nowości w psychologii

13 marca 2018

NR 6 (Listopad 2017)

Regulacja emocji a ryzyko nawrotu w depresji cz. II
W jaki sposób zdrowe wzorce relacji wpływają na terapię

377

Zgodnie z Teorią Bazy Społecznej (Social Baseline Theory, SBT) (Beckes i Coan, 2011) środowiskiem, do którego ludzie szczególnie dobrze się zaadaptowali, jest środowisko społeczne. Jest to jeden z powodów, dla których teoria ta w swojej nazwie odnosi się do terminu „bazy społecznej” – bliskość zasobów związanych ze środowiskiem społecznym jest jednym z podstawowych założeń czynionych przez ludzki mózg.

 

W pierwszej części artykułu omawiałam możliwy wpływ funkcjonowania emocjonalnego i społecznego na ryzyko nawrotu depresji. Wspomniałam także o Teorii Bazy Społecznej (Social Baseline Theory, SBT). W niniejszym tekście chciałabym opisać bliżej koncepcję i wskazać na jej możliwe implikacje praktyczne.
W poprzednim numerze zwracałam uwagę, że istotnym czynnikiem związanym z ryzykiem nawrotu depresji jest zdolność regulacji emocji. Znacząca większość przypadków owej regulacji dotyczy sytuacji, w których towarzyszą nam inni ludzie, w codzienności badaczy natomiast jedynie nieznaczny odsetek badań realizowanych jest w kontekście społecznym (Campos, Walle i Main, 2011). I choć regulacja emocji może zachodzić na różnych poziomach i w różnych warunkach, nie ulega wątpliwości, że w przypadku ludzi mamy do czynienia z sytuacją, w której najskuteczniejsza regulacja emocji ma miejsce, gdy możemy dzielić emocje z innymi i wykorzystywać obecność innych w celach regulacyjnych.

„What is most personal is most universal.
To, co najbardziej intymne, jest też najbardziej powszechne.”
Carl R. Rogers

Zgodnie z Teorią Bazy Społecznej (Social Baseline Theory, SBT) (Beckes i Coan, 2011) środowiskiem, do którego ludzie szczególnie dobrze się zaadaptowali, jest środowisko społeczne. Jest to jeden z powodów, dla których teoria ta w swojej nazwie odnosi się do terminu „bazy społecznej” – bliskość zasobów związanych ze środowiskiem społecznym jest jednym z podstawowych założeń czynionych przez ludzki mózg.

Zgodnie z koncepcją twórców teorii ludzki mózg jest skonstruowany w taki sposób, że zakłada, iż jest zanurzony w relatywnie przewidywalnej sieci społecznej, którą charakteryzuje znajomość (familiarity), wspólna uwaga (joint attention), wspólne cele (shared goals) i współzależność (interdependence).

Drugim powodem, dla którego autorzy wykorzystują pojęcie „bazy”, są wyniki badań neuropoznawczych. W badaniach dotyczących wpływu wsparcia społecznego na aktywność mózgu nie odnotowano zwiększonej aktywności w obszarach powiązanych z kontrolą, np. kora przedczołowa (prefrontal cortex, PFC; za: Beckes i Coan, 2011). Okazało się, że obszary powiązane z regulacją emocji, jak grzbietowo-boczna kora przedczołowa (DLPFC; dorsolateral prefrontal cortex), nie są bardziej aktywne w sytuacji dostarczania wsparcia społecznego – wręcz przeciwnie – są aktywne mniej.

Obserwacja ta doprowadziła do wniosku, że bliskość innych ludzi i interakcje społeczne nie uczestniczą w regulacji emocji poprzez aktywację procesów regulacyjnych, ale sygnalizują powrót (lub utrzymanie) podstawowego stanu relatywnego spokoju. Jest to spójne z pierwszym, przedstawionym wcześniej sposobem rozumienia pojęcia „bazy”, który wskazywał, że ludzki mózg zakłada bliskość z przewidywalnym środowiskiem społecznym. Gdy bliskość jest utrzymana lub przywrócona, mózg może mniej czujnie skanować środowisko, ponieważ pozostaje w środowisku społecznym, do którego jest najlepiej przystosowany. Ten stan bazowy wymaga mniejszej aktywacji i wymaga porównywalnie mniej hamowania nastawionego na samoregulację – z tego punktu widzenia regulowanie emocji właściwie nie jest w takiej sytuacji potrzebne.

 

 

Według wyników badań w trudnej sytuacji nawet obecność obcej osoby przynosi korzystną zmianę. Dla naszych pacjentów jesteśmy obcymi ludźmi, których obdarzają zaufaniem i nadzieją, że nasza ograniczona w czasie obecność w ich życiu (liczona minutami w ciągu tygodnia) przyniesie ulgę i poprawi jakość życia. Oczekują od nas jednak czegoś więcej niż milczącej obecności. Jak więc ją kształtować, żeby świadomie kształtować przestrzeń sprzyjającą zmianom?

Inspiracją może być amerykański psychoterapeuta, Irvin Yalom i jego rady dla terapeutów, które zawarł w książce Dar terapii (Yalom, 2003). Znajdziemy tam wiele bardzo praktycznych sugestii dotyczących pracy z pacjentami, kilka z nich wydaje mi się jednak szczególnie adekwatnych w kontekście tematu niniejszego artykułu.

 

Według SBT istnieją przynajmniej dwa sposoby zmniejszania kosztów interakcji ze środowiskiem – rozkład ryzyka (risk distribution) i podział obciążeń (load sharing). Rozkład ryzyka sprowadza się do sytuacji, w której liczebność grupy modyfikuje poziom ryzyka ze strony zagrożeń istniejących w otoczeniu. Podział obciążeń przynosi bardziej rozbudowaną listę korzyści. Gdy jednostka przyzwyczai się do podziału obciążeń, jej system społeczny staje się przedłużeniem sposobu, w jaki jej mózg wchodzi w interakcję z otoczeniem. Może to być szczególnie widoczne w przypadku zdolności do regulowania emocji, ponieważ umiejętność ta jest mediowana przez PFC, a PFC korzysta z dóbr wynikających z relacji społecznych. U ludzi funkcje wykonawcze mogą być podtrzymywane jedynie przez ograniczony czas wynikający z faktu, że zasoby zazwyczaj są ograniczone, innymi słowy PFC jest energetycznie „drogą” strukturą i w rzeczywistości – z ewolucyjnego punktu widzenia – kontrola może być dobrem luksusowym. Z jednej strony zwiększa prawdopodobieństwo przetrwania i reprodukcji, z drugiej jednak nie jest tak niezbędna w środowiskach nieprzyjaznych i silnie zagrażających, jak proces spostrzegania, procesy motoryczne czy autonomiczne. Bliskość innych osobników może zatem wpływać korzystnie i zmniejszać koszty powiązane z aktywnością PFC, co zostało wykazane w badaniu Coana i współpracowników (2006). W badaniu tym występowały trzy warunki eksperymentalne: badani mogli zostać porażeni prądem o niskim natężeniu w trzech sytuacjach: gdy byli sami, w obecności osoby obcej i w obecności osoby bliskiej. Osoby pozostające w związkach, które były dla nich zadowalające, wykazywały mniejszą aktywację sieci powiązanej z reakcją na sytuację zagrożenia, natomiast u osób pozostających w mniej zadowalających relacjach widać było zwiększoną aktywację w obszarze prawej przedniej wyspy, zakrętu przedniego wyższego i podwzgórza – obszarach powiązanych z uwalnianiem hormonów stresu. W warunkach obecności osoby obcej aktywność mózgu powiązana z zagrożeniem rosła dalej, angażując wszystkie obszary wymienione poprzednio oraz obszar wzgórka górnego, prawej grzbietowo-bocznej kory przedczołowej, jądra ogoniastego i jądra półleżącego. Wreszcie, gdy osoba doświadczała szoku elektrycznego sama, prócz poprzednio wymienionych aktywne były także brzuszna część kory przedniego zakrętu obręczy (ventral ACC), zakręt obręczy, zakręt nadbrzeżny i zakręt zaśrodkowy. Rezultaty te wskazują, że reakcja mózgu na zagrożenie jest mniejsza, gdy w pobliżu znajduje się „wysokiej jakości” partner, najbardziej kosztowne jest natomiast, gdy jesteśmy zmuszeni radzić sobie sami. To najłatwiej zauważalne wnioski. Jest jednak jeszcze jeden – łatwy do przeoczenia, ale z punktu widzenia profesjonalnych „pomagaczy” – najważniejszy, tj. w trudnej sytuacji nawet obecność obcej osoby przynosi korzystną zmianę. Prosta, milcząca obecność.

 

Nie ignoruj lęku przed terapią. Terapia może być spostrzegana jako ryzyko. Ryzyko związane z koniecznością mówienia o sobie, swoich myślach, emocjach. Jest ryzykiem związanym z antycypacją podjęcia działań, 
na które pacjent w depresji może czuć, że nie ma sił. Czasem trudno pacjentowi wyobrazić sobie życie bez depresji, a więc trudniej jest mu zmierzać w kierunku celu, który jest dla niego niewidoczny. Warto uszanować te obawy. Warto o nich porozmawiać. Nie zawsze po to, by je rozwiać, ale po to, żeby pokazać, że je dostrzegamy, że jesteśmy uważni, że jesteśmy gotowi podążać 
za pacjentem, że ten lęk jest naturalną częścią procesu.

Myśl o terapii jak o procesie usuwania przeszkód na drodze pacjenta do rozwoju. Terapia to „wspólna podróż” pacjenta i terapeuty. Współdziałacie. Macie wspólny cel. Odkrywacie, co jest potrzebne, czego warto, żeby było trochę więcej, by możliwy był krok naprzód. Bądź gotów na to, że tym czymś są także czas i uważność – tak jak w czasie podróży. Czasem biegniemy, czasem idziemy spokojnie, podziwiając widok...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy