Problemy prawne, medyczne i psychologiczne osób transpłciowych – rozmowa z kobietą po tranzycji

Studium przypadku

O transpłciowości mówimy wówczas, gdy istnieje niezgodność między budową morfologiczną ciała i płcią określoną metrykalnie a płcią odczuwaną psychicznie, czyli poczuciem przynależności do konkretnej płci. Nie istnieją jednolite standardy postępowania w przypadku niezgodności płciowej. Są kraje, w których osoby transpłciowe mogą dokonać korekty płci bez konieczności przeprowadzenia badań psychiatrycznych, są też takie, w których nie ma możliwości zmiany metrykalnej.

W Polsce osoby z dysforią płciową mają do pokonania długą drogę. Niektóre aspekty tranzycji, jak choćby szeroki dostęp do wiedzy i coraz większa dostępność specjalistów w tej dziedzinie, znacząco ułatwiają przejście tej drogi. Inne, jak choćby wymogi prawne (konieczność pozwania własnych rodziców), są traumatyzujące często dla osób transpłciowych i ich bliskich. O doświadczeniach związanych z tranzycją, trudnościach psychologicznych, prawnych i medycznych rozmawiam z kobietą urodzoną w męskim ciele.

Ewa Laskowska: Aniu, jesteś osobą transpłciową, co oznacza, że Twoja tożsamość płciowa oraz ekspresja i rola płciowa różnią się od tych kulturowo związanych z płcią, do której zostałaś przypisana po urodzeniu. Doświadczenia takie jak twoje i innych osób transpłciowych pokazują, że płeć chromosomalna, gonadalna czy somatyczna nie musi determinować tego, kim się czujemy. Kilka lat temu przeszłaś tranzycję. Masz za sobą proces diagnozy seksuologicznej, korektę operacyjną, prawną, kontynuujesz terapię hormonalną. Chciałabym porozmawiać z Tobą o trudnościach, jakie napotkałaś.

Anna Maria Szymkowiak: Pierwszym ważnym krokiem, ale czasem trudnością, jest autodiagnoza, uświadomienie sobie tego, kim jestem, kim się czuję. Powiedzenie sobie – tak, jestem osobą transpłciową, zrozumienie tego i pogodzenie się z tym. Ja, urodzona i wychowywana w świecie bez internetu, byłam pozbawiona praktycznie dostępu do fachowej wiedzy. Dlatego mimo wcześniejszych sygnałów stosunkowo późno zdecydowałam się na podjęcie kroków w kierunku tranzycji i uzgodnienia płci. Dziś młodzi ludzie dużo łatwiej potrafią znaleźć odpowiedzi na pytania, co znaczy, że postrzegam siebie inaczej. Dużo szybciej znajdą definicje i terminy, które pomogą im określić, kim są, a także znaleźć dziesiątki osób na świecie, ale także w swoim mieście, które również doświadczają dysonansu między płcią nadaną, a odczuwaną. To się przekłada na wiek osób zgłaszających się do specjalistów.

E.L.: Potwierdzam, praktycznie nie zdarza mi się, aby zgłaszały się na diagnozę osoby dojrzałe wiekiem. Najczęściej przychodzą ludzie młodzi, wkraczający dopiero w dorosłość, mające już co najmniej podstawową wiedzę w temacie transpłciowości, zdobytą np. na internetowych grupach wsparcia. To są osoby, których proces identyfikowania swojej tożsamości płciowej mają już zaawansowany. Potrafią określić siebie, znają definicje. A propos nazewnictwa, w latach dziewięćdziesiątych XX wieku termin transseksualizm został zamieniony w Diagnostycznej i Statystycznej Klasyfikacji Zaburzeń Psychicznych DSM-IV (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) sporządzonej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne na określenie „zaburzenia identyfikacji płciowej”. W DSM-V rezygnowano już z pejoratywnego określenia „zaburzenie”. Mówimy teraz dysforia płciowa. W Polsce posługujemy się Międzynarodową Statystyczną Klasyfikacją Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD, sporządzoną przez Światową Organizację Zdrowia WHO. Do niedawna obowiązywała dziesiąta wersja, w której transpłciowość należała do kategorii zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Obecnie wdrażana jest jedenasta wersja listy problemów zdrowotnych ICD, w której używa się mniej stygmatyzującego określenia niespójności płciowej, należącej do kategorii zdrowia seksualnego. Nie używamy już terminów transseksualizm, który błędnie wiązał tożsamość płciową z orientacją seksualną. Czy ten trend destygmatyzujący ułatwi tranzycję?

A.M.SZ.: Bardzo dużo jest jeszcze w tej kwestii do zrobienia. Procedury wymagane dla uzgodnienia płci nieco się zmieniły w czasie. Uzyskanie formalnej diagnozy jest jednak nadal procesem długotrwałym, najczęściej kosztownym i trudnym. Z jednej strony niesie bowiem radość podjęcia kroków w celu likwidacji istniejącej dysforii płciowej. Z drugiej strony psychologicznie trudna jest świadomość, że osoba transpłciowa musi dowieść tego, kim się czuje, że jej kobiecość czy męskość będzie w jakiś sposób sprawdzana, gdyż jej płeć biologiczna nie odpowiada tej, z jaką się identyfikuje. Gdy już uda się uzyskać diagnozę seksuologiczną, a także dowieść zdrowia psychicznego, co jest wymagane w celu prawnego uzgodnienia płci, musimy się przygotować na dość stresujące przeżycia w sądzie. Osoba transpłciowa musi bowiem pozwać własnych rodziców, aby uzyskać sądową decyzję, że po urodzeniu doszło do niewłaściwego oznaczenia płci.

E.L.: W Polsce odbywa się to w trybie procesowym, a nie tak jak w wielu innych krajach w trybie administracyjnym. Stawia się rodzica w roli pozwanego. To musi być stresujące dla obydwu stron. Niedawno publicznie mówił o tym znany dziennikarz Piotr Jacoń. Nazwał tę sytuację absurdem. Jego transpłciowa córka, aby uzyskać decyzję sądu, musiała „oskarżyć go o to, że wraz z żoną źle określili płeć dziecka przy narodzinach”. W sądzie dla zachowania formalności mieli też usiąść w wyznaczonych dla strony oskarżonej i pozywającej stronach. Przytoczyłam akurat przykład rodzica niezwykle wspierającego swoje dziecko, ale przecież nie zawsze tak jest. Nie wszyscy są wspierani przez swoje rodziny, niektórzy doświadczają odrzucenia, zrywane są więzi rodzinne.

A.M.SZ.: Akceptacja bliskich osób jest potrzebna osobie transpłciowej nie tylko dlatego, że będą oni uczestniczyć w sądowym etapie. Wsparcie rodziny jest kluczowym psychologicznym elementem, który ma wpływ na zasoby sił psychicznych, stawianie czoła przejawom transfobii i dyskryminacji społecznej. Dlatego osoby trans potrzebują akceptacji dla swojej inności wśród najbliższych.

E.L.: Warto w tym miejscu zaznaczyć, że istnieją ogólnopolskie internetowe grupy wsparcia także dla rodziców osób transpłciowych. Prowadzą je matki córek i synów trans, dziewczyny wspaniale wyedukowane w temacie, ale przede wszystkim doświadczone tymi samymi przeżyciami. Wcześniej to ich dzieci dokonały przed nimi coming out, to one konfrontowały się z niełatwymi emocjami, to one zdobywały informacje, czym jest transpłciowość, jak pomóc swojemu dziecku, do jakiego specjalisty się udać, jak postępować?

Raporty mówią, że ponad połowa osób należących do środowisk transpłciowych doświadczyła prześladowania lub odrzucenia w społeczeństwie, trudniej jest im uzyskać pomoc społeczną, częściej bywają bezrobotni lub dyskryminowani w miejscu pracy.

A.M.SZ.: Wśród całego środowiska LGBTQ w Polsce to osoby transpłciowe narażone są najczęściej na przemoc motywowaną uprzedzeniami. To się przekłada na odsetek depresji, a także prób samobójczych, który jest wielokrotnie wyższy u osób trans niż w reszcie populacji. Dyskryminacja społeczna zaczyna się w momencie, w którym odbiera się nam prawo do tego, aby czuć się tym, kim się czujemy. Ignorując fakty, statystyki, badania i prawdziwe dobro osób trans, są tacy, którzy nie uznają tranzycji. Uważają, że skoro urodziliśmy się w takim ciele, to musi tak pozostać, tak chciała natura, Bóg. Nasza identyfikacja płciowa jest z ich punktu widzenia wymysłem albo, co gorsze, chorobą psychiczną. Osoby transpłciowe należy według nich nawracać, leczyć, w żadnym wypadku nie pozwolić im dokonywać samookaleczenia, jakim jest w ich opinii operacyjna korekta płci. Krzywdzące, nieprawdziwe i pogłębiające stereotypy jest myślenie, że transpłciowym można się stać poprzez wpływ kogoś, indoktrynację, a nawet słynne „tabletki na zmianę płci”.

E.L.: Jesteś założycielką fundacji, która wspiera osoby transpłciowe. Aktualnie współpracujesz z całym sztabem ludzi w projektach ukierunkowanych na poprawę sytuacji osób trans w systemie ochrony zdrowia. Propagujecie wiedzę o specyficznych potrzebach osób transpłciowych już wśród studentów kierunków medycznych, czyli wśród osób, które w przyszłości będą leczyć pacjentów. Z pewnością zetkną się oni także z pacjentami będącymi na różnych etapach procesu tranzycji. Teraz tworzą bazy specjalistów „transfriendly”, aby nie narażać się na brak zrozumienia i stres wynikający z kontaktu z lekarzem, pielęgniarką czy ratownikiem, którzy nie posiadają niezbędnej wiedzy, by zapewnić osobie transpłciowej leczenie z poszanowaniem jej wyjątkowej sytuacji.

A.M.SZ.: Tak, pragniemy też wypracować gotowe rozwiązania, podpowiedzi dla pracowników różnych zawodów medycznych, aby w kontakcie z transpłciowym pacjentem lekarz, pielęgniarka, ratownik i inni specjaliści posiadali podstawowy pakiet informacji na temat transpłciowości i praktycznych aspektów, z jakimi zetkną się w kontakcie z takim pacjentem. To jest kwestia uświadomienia tego, z czym w praktyce wiąże się dysforia płciowa, używania odpowiednich zaimków, zachowania intymności na sali chorych, korzystania z toalet, innymi słowy poszanowania godności osoby trans. Mogą to być osoby na różnych etapach tranzycji, u których wygląd zewnętrzny czy głos w trakcie hormonoterapii nie koresponduje z danymi w dowodzie. To rodzi szereg nieporozumień i niepotrzebnie odwraca uwagę od problemów medycznych, z którymi zwraca się dany pacjent. Osoba cis-płciowa idzie do lekarza z problemem medycznym, osoba transpłciowa idzie z dwoma problemami, z chorobą zasadniczą oraz ze swoją transpłciowością. Natknąć się może na trudności, począwszy od rejestracji w przychodni, poprzez poczekalnię, aż do gabinetu lekarskiego. Nastawiliśmy się od początku, aby ujmować potrzeby wszystkich stron, i osób trans, i personelu medycznego, ale także innych pacjentów. Wsparcie i pomoc osobom trans nie może naruszać praw innych pacjentów.

POLECAMY

E.L.: Czy dostępność specjalistów zaspokaja potrzeby osób trans?

A.M.SZ.:
Korekty płci w Polsce przeprowadza się od lat sześćdziesiątych. Dostępność do wiedzy i specjalistów była kilkadziesiąt lat wcześniej znikoma. W mniejszych miastach lekarze nie byli zaznajomieni z tematem. Stosowana nomenklatura też nie ułatwiała zastosowania odpowiednich form pomocy. Funkcjonowała jedna klinika, a lekarze w niej skupieni byli pionierami w tej dziedzinie. Dziś praktycznie w każdym większym mieście można znaleźć specjalistów seksuologów, psychiatrów, psychologów, chirurgów, którzy przyjmują pacjentów transpłciowych. Jest to jednak najczęściej opieka zdrowotna nierefundowana, dlatego osoba transpłciowa ponosi też duże koszty finansowe tranzycji, począwszy od badań hormonalnych, wizyt u specjalistów, poprzez koszty terapii hormonalnej przyjmowanej do końca życia, opłaty sądowe, koszty powołanego biegłego, aż do bardzo dużych nakładów finansowych związanych z operacjami chirurgicznymi.

E.L.: Są pewne możliwości obniżenia tych kosztów. Twoja fundacja oferuje pomoc osobom w gorszej sytuacji finansowej, daje im możliwość przejścia badania psychologiczno-seksuologicznego, niezbędnego do dalszych etapów procedowania korekty płci. Ponadto w przypadku transmężczyzn, którzy dokonali już prawnego uzgodnienia płci, niechciany balast na klatce piersiowej może być usunięty w ramach NFZ. Pacjent taki jest traktowany jako mężczyzna z ginekomastią. Czekanie tak długo jest jednak bardzo trudne psychologicznie. Zazwyczaj transmężczyźni wykonują mastektomię, jak tylko zakończą diagnozę. Życie z ciałem będącym źródłem silnej dysforii płciowej jest po porostu trudne do zniesienia.

A.M.SZ.: Dysforia płciowa jest źródłem psychicznego cierpienia, depresji, a nawet samobójstw, dlatego tak ważne jest...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy