Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

24 marca 2021

NR 26 (Marzec 2021)

Mężczyźni obecnie

14

Podczas dwudziestoletniej praktyki terapeutycznej zgromadziłem wiele spostrzeżeń dotyczących problemów, z jakimi współcześnie borykają się mężczyźni. Moja wypowiedź zawiera szereg uogólnień. Formułuję je na podstawie spotkań z mężczyznami i grupami mężczyzn, podczas których zauważyłem pewne prawidłowości, wzorce zachowań, powtarzające się postawy i przekonania. Na ich podstawie formułowałem hipotezy i sprawdzałem je w praktyce. Moje uwagi niekoniecznie odnoszą się do każdego mężczyzny, czy do każdej kobiety żyjących współcześnie w Polsce. Jestem jednak przekonany, że stanowią przydatne wskazówki, dające ogólny obraz sytuacji, system odniesienia dla praktyki terapeutycznej, która będzie uwzględniać indywidualność i unikalność każdej osoby.

Na pozór wygląda na to, że wszyscy znajdujemy się współcześnie w podobnej sytuacji. Wszyscy mierzymy się z pandemią, zalewem informacji, rosnącą falą populizmu, kapitalizmem w różnych jego formach, pogłębiającą się degradacją środowiska naturalnego, zalewem plastiku, globalnym ociepleniem, coraz większymi różnicami majątkowymi między niewielką garstką multimiliarderów i resztą ludzkości. Na pierwszy rzut oka, tak to mniej więcej wygląda. Jednak w tym wspólnym świecie istnieje wiele różnych „światów”, sytuacja poszczególnych osób i grup jest bardzo różna, niekiedy wręcz diametralnie.

POLECAMY

Kobiety i mężczyźni – czym się różnimy?

Sytuacja kobiet i mężczyzn w tej zmieniającej się w oszałamiającym tempie rzeczywistości jest zupełnie odmienna. To raczej mężczyźni są obarczani odpowiedzialnością za światowy kryzys i panujące nierówności. Kobiety walczą o swoje prawa, odzyskują należne im miejsce, przeciwstawiają się wykorzystywaniu, dbają o relacje, łączą opiekę nad dziećmi z pracą zawodową, uczą się i rozwijają. Upraszczając, można powiedzieć, że to raczej kobiety znajdują się po jasnej stronie mocy, natomiast mężczyźni muszą nad sobą pracować, żeby móc się tam znaleźć. Dziedzictwo współcześnie żyjących mężczyzn jest inne niż kobiet. To mężczyźni prowadzili wojny, byli i nadal są głównymi sprawcami przemocy. To mężczyźni – patrząc statystycznie – mają uprzywilejowaną pozycję społeczną, wyższe zarobki. Co więcej, wielu z nas, mężczyzn, uważa, że taki jest właśnie naturalny porządek świata. Tkwimy w przekonaniach, że różne rzeczy nam, mężczyznom się po prostu należą. Ta pewność i przekonania często odbierają kobietom prawo do decydowania o sobie i swoim życiu.

Patrząc na sytuację od jeszcze innej strony, to mężczyźni – znowu statystycznie rzecz ujmując – żyją krócej i częściej umierają gwałtowną śmiercią, ulegają nałogom, nie umieją zadbać o siebie, w relacjach są nieporadni lub uciążliwi, albo jedno i drugie naraz. Większość mężczyzn, których spotkałem, ma trudność z uznaniem tego, że sami tworzą swoje życie i są za nie odpowiedzialni. Wielu mężczyzn nie tyle wybiera to, jak żyje, co raczej stara się spełniać standardy i oczekiwania innych, często bezrefleksyjnie, choć z dobrymi intencjami. Nie czują na co dzień, że ich życie należy do nich, co nierzadko kończy się niewiernością i uzależnieniami behawioralnymi lub od substancji. Wiele z tych uzależnień jest społecznie akceptowana, czy wręcz wspierana, jako że przynosi olbrzymie zyski. Sami mężczyźni tworzą tę sytuację, zapracowując się i współtworząc system, pod którym wielu z nich w ogóle się nie podpisuje i oddziela grubą kreską to, co robi zawodowo, od przekonań i wartości, które wyznają prywatnie. Wielu z nas robi to w imię troski o rodzinę, czując presję sukcesu, zbudowania pozycji społecznej, finansowego bezpieczeństwa. Równocześnie, realizując te cele, wielu z nas traci z pola widzenia potrzeby bliskich i swoje własne, czyli poczucie bliskości, wzajemnego zrozumienia i wspólnoty. Zamiast wchodzić w głębokie relacje, tworzymy fankluby, grupy kumpli, plemiona budujące swoją tożsamość na walce ze wspólnym wrogiem, z obcym. Często towarzyszą nam wypalenie zawodowe i depresje. Wielu mężczyzn nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że cierpi na te przypadłości i obwinia samych siebie, że nie potrafi o własnych siłach poradzić sobie z trudnościami. Otoczenie często ich w tym przekonaniu wspiera, co jedynie pogłębia stan, w którym się znajdują. Wielu z nas reaguje agresją, kiedy sobie z czymś nie radzi. Nikt nas nie uczył, jak postępować w takich sytuacjach, jak dbać o relacje, jak dbać o siebie, jak siebie chronić. Krytykujemy samych siebie i siebie nawzajem. Zamiast się przyjaźnić i wspierać, konkurujemy ze sobą, porównujemy z innymi i używamy sukcesów innych do tego, by dręczyć samych siebie, a następnie odreagowywać swoją frustrację na innych. To, czego nam z całą pewnością brakuje, to świadomości swoich przywilejów i ograniczeń oraz umiejętności mądrego wspierania siebie, bez pobłażania, ale i bez ranienia siebie i innych, bez wywyższania i bez poniżania.

Mam nieodparte wrażenie, że my, mężczyźni nie nadążamy za błyskawicznymi zmianami cywilizacyjnymi i obyczajowymi, którym podlega współczesny świat, które dzieją się na naszych oczach. Nie potrafimy zmieniać się wraz z przeobrażającym się światem. Nasze tożsamości mają sztywne granice, brakuje nam plastyczności, płynności. W rezultacie albo tracimy inicjatywę, skuteczność i popadamy w nijakość, dryfujemy z biegiem zdarzeń, albo wycofujemy się w szeroko rozumianą prywatność, albo też – i to jest druga, najpowszechniej wybierana droga współczesnych mężczyzn – sięgamy po najbardziej prymitywne narzędzia, żeby zmiany zatrzymać, wrócić do przeszłości, której już nie ma; wrócić do świata zbudowanego wedle tradycyjnego podziału ról społecznych, tradycyjnej hierarchii wartości.

Powyżej opisane, najbardziej typowe postawy i reakcje mężczyzn dowodzą, że choć wielu z nas temu zaprzecza, to zasadniczo nie potrafimy sprostać przemianom, które się dzieją wokół nas. Wydaje mi się, wbrew popularnym przekonaniom, że nie tylko kobiety potrzebują wsparcia, bo znajdują się w trudnej sytuacji. Uważam, że również mężczyznom tego wsparcia brakuje – zwłaszcza tym, którzy wydają się mieć wysoką pozycję społeczną, są aroganccy, patrzą na otoczenie z góry, krytykują albo nawet poniżają innych. Taka postawa świadczy raczej o wewnętrznej słabości, ignorancji, zagubieniu niż o wewnętrznej sile i spójności. Tak, my mężczyźni również potrzebujemy wsparcia, żeby być w stanie poradzić sobie z wyzwaniami, które przed nami stoją. Kiedy mówię „poradzić sobie”, mam na myśli przeżyć swoje życie w taki sposób, żeby na jego końcu nie żałować tego, co zrobiliśmy i nie zrobiliśmy, odejść w pokoju ze sobą i z innymi, mieć poczucie, że przeżyliśmy swoje życie najlepiej, jak to było możliwe.

Współczesne wzorce męskości

Arnold Mindell – twórca psychologii procesu - zauważył, że gdybyśmy chcieli dowiedzieć się, jaki wzorzec męskości przekazuje nam powszechnie dostępna kultura, powinniśmy przyjrzeć się rolom, w jakich najczęściej występują mężczyźni w filmach dostępnych w telewizji. Na każdym niemalże kanale TV można zobaczyć mężczyznę z bronią w ręku, jak do kogoś strzela, jak kogoś zabija. Nawet kreskówki dla dzieci są często zbudowane na motywie walki dobrego bohatera, a ostatnio i bohaterki, z jakimś złym lub złymi. Przekaz jest jednoznaczny. Świat to pole walki, a bycie mężczyzną oznacza zabijanie. By wykazać się jako mężczyzna, musisz kogoś pokonać. Jeśli to zrobisz, jesteś w porządku. Jeśli nie, stajesz się jedynie tłem dla bohatera czy wielkiego przywódcy, stajesz się nikim.

Możemy powiedzieć, że to bardzo prymitywny wzorzec męskości i obraz świata, jednak niezależnie od tego, jak go ocenimy, dominuje w świecie, w którym żyjemy od co najmniej czterech i pół tysiąca lat, a być może i dłużej. Nic nie pomoże argumentacja, że świat się zmienił i jest całkiem inny, bo pod wieloma względami głęboka struktura naszej psychiki wyznaczająca nasze reakcje pozostaje nietknięta. W polityce międzynarodowej nadal rozstrzygającym czynnikiem jest siła militarna lub ekonomiczna, a wewnętrzna struktura partii politycznych bardziej przypomina struktury feudalne niż demokratyczne. Nic nam również nie da odwołanie do rozumu i wrażliwości. Jak pokazuje neuronauka (Elizabeth Kobler, Why facts don’t change our minds, The New Yorker, February 20, 2017) racjonalne argumenty na ogół nas nie przekonują, gdyż dla naszego mózgu najważniejsza jest przynależność do grupy, znacznie ważniejsza niż rozum i fakty. Choć tak bardzo jesteśmy dumni z naszej inteligencji, to jednak mechanizm wykształcony w trakcie dwudziestu tysięcy lat życia w grupach zbieracko-łowieckich nadal rządzi naszym myśleniem i zachowaniem.

Od tysięcy lat obowiązywał wyraźny podział ról społecznych, pełnionych przez mężczyzn i kobiety (Erich Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności, 1999). Co prawda istniały i istnieją nadal społeczności matrylinearne, ale jednak od tysięcy lat w większości społeczeństw patriarchalne wzorce ról i zachowań społecznych wyznaczają życie kobiet i mężczyzn. Mają również przemożny wpływ na mechanizmy doboru naturalnego. Ten podział ról i wynikające z niego wzorce zachowań są wszechobecne w naszej kulturze, są w każdym i każdej z nas, niezależnie od tego, jak się przed nimi bronimy i czy im zaprzeczamy. Badania dowodzą, że wysocy, dobrze zbudowani mężczyźni są atrakcyjniejsi, bardziej przekonujący i bardziej lubiani od niskich i cherlawych. Bardziej wierzymy mężczyznom niż kobietom itp.

Tradycyjny wzorzec męskości i kobiecości jest wszechobecny w naszej kulturze i w naszym życiu, w naszych wyborach i reakcjach. Można powiedzieć, że przyswajamy sobie te wzorce z mlekiem matki, wraz z powietrzem, którym oddychamy. W wypadku mężczyzn ten wzorzec nakazuje nieczułość. Mężczyźnie nie wolno płakać, nie ma prawa do słabości. Zgodnie z tym modelem wrażliwość w przypadku mężczyzny oznacza zniewieściałość. Liczy się tylko pierwszy, najlepszy. Pozostali są już tylko tłem. Świat jest polem walki, więc trzeba walczyć, zwyciężać, dominować. Jeśli nie uda się być prezydentem, to trzeba być chociaż liderem sprzedaży. Mężczyzna najczęściej buduje poczucie swojej wartości poprzez działanie i zdobywanie pozycji w świecie, który jest jego domeną. Dom i dzieci są domeną kobiet.

Konsekwencje oddziaływania tego wzorca na mężczyzn są powszechnie znane i zbadane. Mężczyźni nie czują albo nie wiedzą za bardzo, co czują. Wielu z nas nie umie też nazwać tego, co czuje, i w związku z tym nie rozumie tego, co czują i przeżywają inni. Nie umiemy słuchać i być blisko. Zamiast bliskości i wsparcia oferujemy rozwiązania, pouczamy. Wydaje nam się, że dysponujemy słusznym punktem widzenia i nasze wskazówki powinny rozwiązać problem. Tak jak nie znamy dobrze i nie rozumiemy swoich własnych potrzeb, nie znamy i nie rozumiemy potrzeb innych. Wielu z nas ma tendencję, by patrzeć na ludzi z góry, wyśmiewać to, czego nie rozumie, kreować wrogów, żeby mieć okazję do wykazania się, pokonując „złego”. Znając te mechanizmy, inni mogą nami łatwo manipulować i używać do własnych celów. Często nie znamy innych sposobów rozwiązywania konfliktów i sporów niż siłowe. Mamy nawyk dominowania i narzucania swojego punktu widzenia, nie słuchamy – zwłaszcza słabszych i stojących niżej w hierarchii. W konfliktach każdą inną możliwość niż postawienie na swoim postrzegamy jako porażkę i krytykujemy siebie za bycie „słabym”. Co gorsza, również inni, włączając w to wiele kobiet, uważa podobnie. Nawet tacy psychologowie jak – na przykład – Nikita S. Coulombe i Philip Zimbardo (Gdzie ci mężczyźni, Warszawa 2015), nie szczędzą krytycznych uwag mało męskim, ich zdaniem, mężczyznom.

Konsekwencje działania tego wzorca na nas, mężczyzn, obejmują sposób, w jaki odnosimy się do innych ludzi, zwierząt i środowiska naturalnego, ale przede wszystkim do własnego ciała i umysłu. Tradycyjny wzorzec męskości skłania nas do traktowania siebie i innych w sposób instrumentalny, poświęcania siebie i innych dla wyższego dobra lub celu, który często kryje w tle naszą własną korzyść lub wygodę. To przecież my chronimy, myślimy, znajdujemy rozwiązania i zarabiamy, utrzymując innych. Z naszego myślenia i czucia znika wdzięczność i szacunek. Lekceważymy inne wartości niż siła i poświęcenie dla jakiejś „sprawy”, nie cenimy innych postaw niż bohaterstwo. Nie umiemy doceniać codziennej troski, która nie jest spektakularna, a wymaga skromności, uwagi i wytrwałości. Swoje ciała traktujemy jak maszyny potrzebne do osiągania naszych celów lub lekceważymy swoje potrzeby, nie dbamy o dietę i zdrowy ruch, przepracowujemy się. Jeśli już trenujemy, to często po to, by coś sobie udowodnić i zaimponować innym. Kiedy sobie nie radzimy, sięgamy po używki, znieczulamy się przy użyciu substancji lub kompulsywnych zachowań.

Wielu z nas nie ma bladego pojęcia, po co żyje, co nam sprawia radość, co lubimy robić. Przeżywamy życie na automatycznym pilocie i kiedy się już kończy, żałujemy, że tak je przeżyliśmy, że już się skończyło. Niektórzy z nas przeżywają kryzys wieku średniego – wpadają w depresję albo tracą pracę i – często pod wpływem kobiet – decydują się na wgląd w siebie, trafiają na terapię lub warsztaty rozwoju osobistego, ale dla wielu z nas nadal jest to niemożliwe, bo gdybyśmy to zrobili, świadczyłoby to, że sobie nie radzimy, że nie jesteśmy mężczyznami.

Współcześnie tradycyjny wzorzec męskości ujawnia coraz bardziej swoje destrukcyjne i autodestrukcyjne właściwości. Staje się coraz bardziej anachroniczny, przyczynia się do panującego na świecie kryzysu ekologicznego i równocześnie blokuje zmiany, które pozwoliłyby na jego zminimalizowanie. Dzieje się tak, gdyż logika tradycyjnego wzorca męskości jest skrajnie spolaryzowana i oparta na negacji. Aby stać się mężczyzną, nie wystarczy nim być biologicznie. To za mało, trzeba pozbyć się...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy