To pytanie zadaje sobie prawdopodobnie każdy doświadczony psychoterapeuta. Pracujemy latami, pacjent osiąga wgląd, rozumie swoje wzorce, czasem opisuje je z większą precyzją niż my. I nadal cierpi. Intensywna Krótkoterminowa Psychoterapia Dynamiczna (ISTDP, Intensive Short-Term Dynamic Psychotherapy) powstała m.in. jako odpowiedź na to pytanie. Zakłada, że wgląd bez kontaktu z wypartymi, nieuświadomionymi uczuciami, w tym z lękiem, często nie jest wystarczający do zmiany. Potrzebne jest doświadczenie tego, co wyparte, „tu i teraz”, w obecności drugiego człowieka. Ta obecność i praca w relacji z terapeutą, w przeniesieniu (w T) stanowią istotę leczenia w modelu ISTDP.
Jednocześnie, chociaż teoria ISTDP podkreśla rolę relacyjnego doświadczenia jako niezbędnego czynnika zmiany, należy zaznaczyć, że jej skuteczność i mechanizmy działania, zwłaszcza przewaga pracy z głęboko wypartymi uczuciami nad samym wglądem, są wciąż przedmiotem badań, a pewne ograniczenia empiryczne pozostają nierozstrzygnięte.
Natomiast niewątpliwą siłą metody pozostaje bliskość, z jaką pracujemy w relacji „tu i teraz” i to właśnie w tej leczniczej wartości relacji jest nadzieja, że w najbliższym czasie zawód psychoterapeuty ISTDP nie zostanie zastąpiony przez sztuczną inteligencję.
Obecny numer „Psychologii w Praktyce” został przygotowany przez członków Polskiego Stowarzyszenia ISTDP jako spójna całość. Można przeczytać osobno każdy z artykułów lub rozpocząć lekturę od pierwszego z nich, a w miarę ich czytania zauważyć, że wspólnym mianownikiem całego materiału jest praktyczna praca z pacjentem, w której uczucia, lęk, obrony oraz nieświadome przymierze terapeutyczne dają się obserwować „tu i teraz”, w relacji z terapeutą podczas jednej sesji.
Geneza ISTDP. Habib Davanloo i linia historyczna
Twórcą ISTDP jest dr Habib Davanloo, irański psychoanalityk i psychiatra, który większość życia zawodowego spędził na Uniwersytecie McGilla w Montrealu. Davanloo swoją pracę terapeutyczną rozpoczął od klasycznej psychoanalizy, jednak szybko zauważył, że znaczna część jego pacjentów, mimo wielu lat psychoanalizy, nie osiągała zmiany strukturalnej. Coraz lepiej znali siebie i swoje obrony, a mimo to poziom ich cierpienia nie ulegał znaczącej poprawie.
Davanloo odważył się wtedy na coś, co w ogóle nie mieściło się w zasadach terapii psychoanalitycznej: zaczął nagrywać swoje sesje z pacjentami. Trzeba pamiętać, że w klasycznej psychoanalizie już sama obecność magnetofonu była wówczas odbierana jako naruszenie settingu (ramy terapii). Pacjent leżał na kozetce, zaś analityk siedział poza jego polem widzenia, a to, co działo się na sesji, zostawało wyłącznie między nimi i w notatkach analityka, ewe...
Dołącz do grona specjalistów, którzy stale pogłębiają swoją wiedzę
Co dwa miesiące otrzymuj sprawdzone narzędzia i artykuły tworzone przez ekspertów-praktyków. Pogłębiaj wiedzę, pracuj sprawniej, pewniej i bądź przygotowany na najbardziej skomplikowane przypadki.