Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozmowa numeru

30 maja 2019

NR 15 (Maj 2019)

Kliniczne aspekty opętania - wywiad z dr. n. hum. Igorem Pietkiewiczem

298

Na początku tego roku Polacy przeżyli traumę po śmierci prezydenta Adamowicza. Po premierze Kleru Smarzowskiego na nowo powrócił do przestrzeni publicznej temat traumatycznych doświadczeń ofiar nadużyć seksualnych i odpowiedzialności Kościoła za pedofilię. Śledzimy obecnie konflikt o edukację seksualną i jej potencjalny efekt traumatyzujący dla dziecięcej seksualności. Po ostatniej serii ataków terrorystycznych, media publikowały wiele wywiadów i nagrań ze świadkami wydarzeń, którzy mówili o doświadczonej przez siebie traumie.

Urszula Kłosińska: Czym dla Ciebie jako psychologa, superwizora, psychoterapeuty i wieloletniego badacza tego tematu jest trauma?
Igor Pietkiewicz: Trauma jest pojęciem stosowanym w wielu kontekstach i bardzo często nadużywanym. W dyskursie społecznym ludzie używają często tego terminu do opisania jakiejś przykrej lub nieprzyjemnej sytuacji. Mówią na przykład: „Ale miałem traumę: pociąg się zepsuł i staliśmy pięć godzin w szczerym polu” albo: „Kowalska ma traumę, bo nakryła ojca w niedwuznacznej sytuacji z jakąś obcą kobietą”. Badacze wzrostu potraumatycznego wiążą traumę z silnym stresem. Taką traumą może być na przykład diagnoza choroby nowotworowej albo utrata partnera. W kontekście tym pojęcie traumy odnosi się do jakiegoś wydarzenia. Tak jakby można było obiektywnie stwierdzić, że jedno wydarzenie jest traumą, a inne nie jest. To oczywiście pomocne pod kątem orzecznictwa, dochodzenia odszkodowania lub uzyskania jakichś innych świadczeń. Jednak psychologowie, a szczególnie osoby zajmujące się psychotraumatologią, rozumieją, że to samo doświadczenie, które u jednego wywoła całą lawinę różnych objawów pourazowych, dla innej osoby pozostanie jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. Dla mnie najbliższe jest trzecie, klasyczne rozumienie traumy, czyli traktujące ją jako trwałą ranę psychiczną, powstałą wskutek określonych doświadczeń. Ponieważ zasoby jednostki przekraczają zdolność przetwarzania i integracji określonych doświadczeń, zostają one odłączone od normalnej świadomości i w efekcie następuje trwały podział w psychice.

Ten trwały podział, o którym mówisz, to dysocjacja.
Tak, tym właśnie określamy dysocjację. To strukturalny podział w psychice, w którym wspomnienia różnych doświadczeń, towarzyszące im emocje, reakcje i doznania cielesne zostają jakby oderwane od reszty psychiki. Dochodzi do ich oddzielenia. W efekcie nie mają dostępu do świadomości, przez co nie mogą być normalnie przetwarzane i przeżywane.

Czy trauma zawsze jest związana z dysocjacją?
Z mojej perspektywy powiedziałbym, że tak. Jeden z czołowych przedstawicieli psychotraumatologii – Ellert Nijenhuis podkreśla, że trauma zawsze jest związana z ponownym odtwarzaniem. Innymi słowy, aby mówić o traumie, musi dochodzić do intruzji wspomnień lub doświadczeń związanych z urazowym wydarzeniem. Można też zauważyć dużą skłonność do unikania wszystkiego, co kojarzy się z urazem.

W kierowanym przez Ciebie Centrum Badań nad Traumą i Dysocjacją analizujecie ostatnio obrazy kliniczne osób, które korzystają z egzorcyzmów z powodu nagłych zmian zachowania i tożsamości. Skąd Twoje zainteresowanie tym tematem i co ma ono wspólnego z dysocjacją?
Pomysł na badanie tych ludzi jest dość złożony. Z jednej strony w opiece zdrowia spotykamy często ludzi, którzy poddali się egzorcyzmom. Są wśród nich osoby, które zgłosiły się do egzorcysty, bo próbowały w ten kulturowo specyficzny sposób radzić sobie z różnymi niepowodzeniami lub objawami – mama ciężko zachorowała, tata stracił pracę, a ja odczuwam niepokój. Odwołują się do różnych przesądów i są przekonane, że za ich problemy odpowiedzialne są siły nadprzyrodzone, a egzorcyzm lub modlitwa o uwolnienie ma im pomóc odzyskać kontrolę nad rzeczywistością. Z drugiej strony samo opętanie w myśleniu medycznym jest rozumiane jako zaburzenie dysocjacyjne. Jednak jest bardzo mało badań empirycznych, które eksplorują fenomenologię tego zjawiska. Mam tu na myśli to, jak ludzie przeżywają nagłe zmiany zachowania i tożsamości, co się dzieje z ich pamięcią, poczuciem kontroli lub jakie towarzyszą im inne objawy istotne klinicznie.

To chyba dość trudny temat do badania z uwagi na różne związane z nim konteksty: społeczny, medyczny i teologiczny. A czym dla Ciebie jako profesjonalisty w obszarze opieki zdrowia jest opętanie?
O
dwołam się najpierw do znanego z psychiatrii kulturowej pojęcia kategorii ludowych (ang. folk categories). Wen-Shing Tseng zwrócił uwagę na to, że w każdej społeczności ludzie mają swoje sposoby etykietowania i interpretowania objawów choroby psychicznej. I tak jest, że w wielu społecznościach w Azji, Afryce czy na Dalekim Wschodzie, jeśli ktoś nagle robi się agresywny lub zachowuje się dziwnie, ludzie tłumaczą to działaniem bóstwa, złego ducha lub duchów przodków. Oczywiście rozróżniamy różne typy opętania. Możemy mówić – na przykład – o takim rodzaju transu, który wpisuje się w dany kontekst kulturowy i jest częścią praktyk społecznych. Na przykład w czasie różnych festiwali ludzie wchodzą w trans i mają wrażenie, że różne bóstwa przejmują nad nimi kontrolę. Dobrym przykładem jest Kawadi, który odbywa się każdego roku na Mauritiusie. Ludzie oczyszczają się przez jakiś czas za pomocą postu, a później przekuwają sobie strzałami policzki, a skórę hakami, do których przywieszają całe ołtarze przyozdobione kwiatami i idą z nimi w drogę do świątyni. Doświadczenie cierpienia ma obmywać z win i różnych grzechów. Ma służyć temu, żeby stać się lepszą osobą. Później przeżywają ekstazę w rytualnym tańcu transowym. Mają poczucie, że ich ciała nawiedzają bóstwa i na koniec padają umęczeni. Nieco podobnie w rodzaj transu mogą wchodzić uczestnicy mszy we wspólnotach charyzmatycznych. Ich zachowanie jest normatywne, ponieważ ludzie zachowują się adekwatnie do wymogów sytuacji. Niemniej część osób ma też taki rodzaj opętania, który można by nazwać „złośliwym”, powoduje cierpienie i utrudnia funkcjonowanie. Może ujawniać się w innych niż religijny kontekstach. Dlatego właśnie w ICD-10 jest wzmianka o tym, że takie opętanie w rozumieniu medycznym nie dzieje się tylko w trakcie uroczystości religijnej. Zatem nie zawsze jest tak, że osoba idzie na zbiorowe praktyki modlitewne, w czasie których pada na ziemię, trzęsie się, wydaje z siebie gardłowe dźwięki i bluźni, więc dostaje diagnozę psychiatryczną transu i opętania. Często tak oczywiście bywa, że otrzyma „diagnozę” społeczną, bo będzie postrzegana we wspólnocie religijnej jako osoba, którą zawładnął zły duch. Jakie są cechy predysponujące ludzi do takich zachowań i korzyści związane z takim prezentowaniem siebie – to już osobny temat. Warto wspomnieć, że liczne filmiki na YouTube czy pikantne historie o opętaniu i egzorcyzmach krążące we wspólnotach religijnych dość szczegółowo opisują, jakich zachowań należy się spodziewać w czasie ceremonii. Będą osoby, które zachowają się zgodnie z tymi oczekiwaniami. W grupach religijnych znajdą się też osoby, które zostały w przeszłości głęboko straumatyzowane, np. doznały w okresie dzieciństwa zaniedbania, przemocy fizycznej czy wykorzystywania seksualnego. Zarówno w czasie zbiorowych praktyk, jak również w innych kontekstach mogą się u nich pojawić intruzje wspomnień, myśli, doświadczeń sensomotorycznych. Przykładowo to może być osoba, która nagle czuje dotyk i mrowienie na ciele, słyszy głosy, widzi jakieś postaci, traci władzę w nogach, pada, jej ciało wygina się w łuk histeryczny, a do tego ma silne poczucie zagrożenia. I chociaż jej zachowanie może być postrzegane przez innych jako opętanie, będzie to forma ekspresji objawów związanych z traumą.

A co z opętaniem w sensie teologicznym?
Grupa księży, z którymi rozmawiam, w tym również z egzorcystami, stoi na stanowisku, że opętanie w sensie teologicznym zdarza się niezwykle rzadko. W swojej praktyce spotkali jakiś przypadek, którego nie rozumieli i co do którego mieli takie podejrzenie. Opisy zachowania tych ludzi przypominały mi to, co obserwuję u pacjentów ze złożonymi zaburzeniami dysocjacyjnymi, np. zmiana głosu i sposobu zachowywania się, duża agresja lub niepokój. Osobiście nie spotkałem jeszcze osoby, której zachowanie nie byłoby dla mnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę różne inne objawy lub konflikty psychiczne. Oczywiście nie widziałem wszystkich przypadków i byłoby arogancją z mojej strony, gdybym podważał istnienie opętania w sensie teologicznym. Jeśli spotkam kogoś takiego, to z pokorą stwierdzę, że nie potrafię wytłumaczyć pewnych zachowań naukowo lub klinicznie. Wracając jednak do księży, to wielu z nich uważa, że ludzie prezentujący różne dziwne zachowania i zgłaszający się do nich mają zazwyczaj trudności psychiczne. Na skutek uczenia się kulturowego próbują wyrazić swoje konflikty w zrozumiały dla nich sposób – takie jest również stanowisko Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, w której obradach miałem przyjemność niedawno uczestniczyć. Jej członkowie uważają, że chociaż nie można wykluczyć istnienia opętania w świetle teologicznym, to jest ono bardzo rzadkim zjawiskiem. Wydany przez biskupów dekret z zaleceniami dla egzorcystów jasno określa, że aby stwierdzić u kogoś opętanie, osoba taka musiałaby prezentować wyjątkowe, nadprzyrodzone zdolności, których nie da się w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć medycznie czy naukowo. Natomiast niedopuszczalne jest poddawanie osób rytuałom niejako w celu „rozeznania” – wielu z nich, jak już wspomniałem, zachowa się zgodnie z oczekiwaniami społecznymi i swoimi przekonaniami o tym, co robią opętani w trakcie modlitwy.

Wygląda na to, że dobra diagnostyka kliniczna odgrywa tutaj kluczową rolę. Zdiagnozowałeś kiedyś u kogoś trans i opętanie?
Tak, raz postawiliśmy wraz z zespołem taką diagnozę pacjentce, która spełniała kryteria nozologiczne ICD-10 dla transu i opętania. Gdyby spojrzeć na tę osobę w szerszy sposób, to prezentowała dużo cech zaburzeń osobowości i pewne objawy konwersyjne. Cechowały ją bardzo zubożone relacje interpersonalne. Szukała zainteresowania przede wszystkim u duszpasterzy i egzorcystów, nie nawiązując przy tym prawie żadnych relacji z osobami świeckimi. Gdyby była diagnozowana w innym kraju, w którym stosowany jest DSM-5, to raczej postawiono by jej diagnozę zaburzeń osobowości z pewnymi elementami dysocjacyjnymi.

Skąd ta różnica, o której mówisz – na Zachodzie zaburzenia osobowości, a w Polsce trans i opętanie? Czy w Polsce częściej diagnozuje się opętanie?
Wiesz, wcale nie myślę, żeby w Polsce ludzie często otrzymywali diagnozę transu i opętania. Mam wrażenie, że polscy klinicyści mają mały trening w diagnozie różnicowej zaburzeń dysocjacyjnych. Podczas specjalizacji psychologicznej lub psychiatrycznej poświęca się im relatywnie mało uwagi i do niedawna nie mieliśmy też odpowiednich narzędzi diagnostycznych. Z drugiej strony, na przykład w Holandii czy Norwegii są ośrodki, które specjalizują się tylko w leczeniu złożonych zaburzeń dysocjacyjnych i innych zaburzeń związanych z traumą. Dla mnie w ogóle trans i opętanie to ciekawa jednostka kliniczna. Mam jednak duże wątpliwości, czy powinniśmy ją wykorzystywać ze względu na jej konsekwencje terapeutyczne. Mam tutaj przede wszystkim na myśli jej wpływ na tworzone przez pacjenta modele wyjaśniające, które dotyczą własnych objawów – rozumienie tego, co mu dolega, dlaczego na to choruje, czy i jak powinno to być leczone.

Jeśli dobrze zrozumiałam, masz wątpliwości co do nazwy tej jednostki, która obarczona jest w naszym kręgu kulturowym szeregiem silnie negatywnych skojarzeń.
Tak. Gdyby zostać przy tej nazwie, to prędzej bym przesunął tę jednostkę nozologiczną do kategorii syndromów specyficznych kulturowo. Można powiedzieć, że u wielu tych osób, ze względu na patoplastykę kulturową, pewne konflikty i objawy są wyrażane w sposób adekwatny do kontekstu, w jakim się znajdują. Trudno w końcu spotkać osobę opętaną, która jest niewierząca lub nie przeszła w swoim życiu socjalizacji religijnej.

W swoim projekcie spotykasz się z wieloma osobami, które twierdzą, że są opętane i doświadczają z tego powodu nagłych zmian zachowania oraz tożsamości. Czy mógłbyś coś o nich opowiedzieć?
Wśród ludzi, których lekarze i księża kierują do nas na konsultacje, znajdują się osoby reprezentujące cztery główne grupy zaburzeń psychicznych. Bardzo często są to osoby z cechami zaburzeń osobowości. Przeżywają różnego rodzaju konflikty dotyczące budowania więzi z innymi, uzyskiwania uwagi, ekspresji swojej seksualności lub impulsów agresywnych. Osoby te prezentują swoje trudności zgodnie z tym, czego się naoglądały lub o czym przeczytały. Do drugiej, niedużej grupy należą osoby w psychozie.

Czyli nie jest to grupa dominująca.
Zgadza się – nie jest ona dominująca pomimo krążących stereotypów traktujących często psychozę jako alternatywę wobec „opętania”. To będą osoby, które są w aktywnej psychozie i mają skłonność do urojeniowego interpretowania własnych doświadczeń i rzeczywistości.

A kto należy do trzeciej grupy?
Trzecią, istotną grupę stanowią osoby z zaburzeniami dysocjacyjnymi, od prostych do bardziej złożonych ich form. Część naszych badanych prezentowała zaburzenia osobowości z pewnymi objawami dysocjacyjnymi dotyczącymi czucia i ruchu. Z kolei pozostali mieli bardziej złożone zaburzenia dysocjacyjne. Nie spotkaliśmy jeszcze w tej grupie osoby, która prezentowałaby pełen obraz kliniczny dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości (DID), czyli osobowości wielorakiej według ICD-10, ale zdarzały się takie, które miały jej lżejszą postać, klasyfikowaną w DSM-5 jako inne specyficzne zaburzenia dysocjacyjne, czyli OSDD. To taka niepełna postać DID, w której nie ma amnezji dla wydarzeń bieżących, pojawiającej się dopiero w jedenastej edycji klasyfikacji WHO.

Wspominałeś jeszcze, że można wyróżnić czwartą grupę osób, która zgłasza się na badania z powodu opętania.
Do tej czwartej grupy należały osoby neurotyczne lub cierpiące na różnego rodzaju choroby somatyczne, które poszukiwały sensu dla swoich trudności i niepowodzeń. Nie miały de facto nagłych zmian zachowania i tożsamości, czasem skarżyły się na obniżony nastrój, trudności adaptacyjne. Zastanawiały się, czy niepowodzenia w ich życiu mogą być spowodowane działaniem sił nieczystych lub uroku. W swoich interpretacjach odwoływały się do różnych zabobonów lub tego, co mówi rodzina, przyjaciele, spowiednik. Chociaż do nas dotarły, nie powinniśmy ich kwalifikować do naszego badania.

Używasz dość często pojęcia nagłych zmian zachowania i tożsamości. Co masz na myśli?
W naszym badaniu chcemy opisać pewne obserwowalne wskaźniki zachowania, które we wspólnotach religijnych często interpretuje się jako opętanie. Innymi słowy, chodziło nam o użycie deskryptywnej nazwy na to, co można zobaczyć. A można zobaczyć, że w trakcie egzorcyzmu osoby nagle robią rzeczy, nad którymi nie panują. Mogą – na przykład – stawać się bardzo agresywne, rzucać się, wić się, wydawać gardłowe dźwięki lub wygłaszać zmienionym głosem treści bluźniercze, czyli dokładnie tak, jak stereotypowo kojarzone są osoby opętane. Nas interesuje przede wszystkim, co się dzieje wtedy z ich świadomością, poczuciem kontroli, ile pamiętają z takiego epizodu, jakie nadają temu znaczenie. Przyglądamy się też ogólnemu funkcjonowaniu, konfliktom psychicznym itp.

Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Co zrobić, kiedy taka osoba trafia do gabinetu psychologa? Na co diagnosta powinien zwrócić uwagę?
Może najpierw powiem, co nie jest zadaniem psychologa, psychoterapeuty albo lekarza konsultującego taką osobę. Zadaniem żadnej z tych osób nie jest określenie, czy dany objaw jest spowodowany działaniem siły nadprzyrodzonej. Po pierwsze dlatego, że nie ma do tego kompetencji, metodologii ani narzędzi badawczych. A po drugie to nie należy w ogóle do obszaru zainteresowań psychologii. Stwierdzenie, że coś jest związane z wpływem złego ducha, to indywidualne interpretacje badanego i jego opiekuna duchowego, z którym próbuje on nadać sens swojemu doświadczeniu. Użyję innego porównania: jeśli ktoś zgłasza się do lekarza z miażdżycą, to lekarz ma za zadanie rozpoznać wszelkie objawy, czynniki ryzyka oraz wykonać potrzebne badania. Może też omówić z pacjentem mechanizmy, które potencjalnie doprowadziły do choroby. Lekarz dopatruje się na przykład jej związku ze stylem życia, dietą oraz tym, że pacjent palił przez ostatnie dwadzieścia lat dwie paczki papierosów dziennie. Lekarz zaleci też odpowiednie leczenie. Oczywiście ten sam pacjent może poszukiwać ze swoim duchowym opiekunem sensu dla swoich problemów, interpretować je jako duchową próbę lub karę za popełnione grzechy. To jednak wykracza poza kompetencje klinicysty. Niestety słyszałem o psychologach tak bardzo zaangażowanych w praktyki religijne, że próbują oni dokonywać świeckiej diagnozy opętania, bazując na kategoriach ludowych i społecznych stereotypach. W efekcie pomijają szereg istotnych klinicznie objawów, które ta osoba prezentuje. Powtarzają czasem pacjentom rzeczy, które profesorowie teologii postrzegają jako czystą herezję.

Wyraźnie podkreśliłeś, że zadaniem klinicysty nie jest określanie, czy coś jest efektem działan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy