Dołącz do czytelników
Brak wyników

Studium przypadku

29 listopada 2018

NR 12 (Listopad 2018)

W poszukiwaniu miłości idealnej
Case study modelu miłości z kręgu dylematów narcystycznych

0 16

Pragnienie bycia „rozumianym bez słów” znamy chyba wszyscy. Każdy przynajmniej raz w życiu doświadczył takiej tęsknoty. Przeżywamy ją często w okresie nastoletnim. Nastolatki szukają tzw. soul mates. Stany zakochaniowe są natomiast przepełnione bliźniaczym odzwierciedleniem. Wobec swoich sympatii albo przyjaźni wypowiadają się: „rozumiemy się bez słów, wystarczy, że spojrzymy na siebie – i już wiemy, co jedno myśli o drugim”. Jednocześnie młodzież często wspomina o tym, że świat jej nie rozumie. Dorośli nazywają to okresem buntu. Jednak w tym doświadczeniu kryje się znacznie więcej.

Nie ma nikogo bardziej rozumiejącego niż matka w okresie 2.–3. roku życia dziecka. Gdy dziecko płacze, jest nieszczęśliwe, pragnie ukojenia – wystarczająco dobra matka odgaduje, czego ono chce i wychodzi naprzeciw jego pragnieniom. Jung twierdził, że doświadczenie bycia nierozumianym przez świat odnosi się do tęsknoty za rozumiejącą matką. Nastolatek nie tylko odkrywa przed sobą ogromne możliwości rozwoju wynikające z dojrzewania. Musi zmierzyć się też z rezygnacją z czegoś, co wcześniej było dostępne. Musi pożegnać się z nadzieją na odnalezienie obiektu, który potrafi idealnie odzwierciedlać jego samego. Nagrodą za to jest odkrycie, że ludzie są odmiennymi źródłami wrażliwości. Natomiast ceną jest ból związany z żałobą.
Czasami pragnienie odnalezienia idealnego obiektu jest na stałe wpisane w model relacji danej osoby. Często jest to osoba która ucieka przed smutkiem. Nie chce konfrontować się z bólem wynikającym z odkrycia, że w dorosłym życiu takie empatyczne, idealne zgranie nie jest dostępne. Możliwe są różne drogi radzenia sobie z tym dylematem. Warto wspomnieć o dwóch nieprzystosowawczych: przeżywanie złości wobec innych (która jest wtórna do frustracji) lub utrzymywanie idealizacji i rozszczepienia.
Rozważmy pierwszą możliwość. Każdy kolejny związek po okresie idealizacji konfrontuje taką osobę z realnością. Nic nie jest w stanie sprostać nadziejom pokładanym w kolejnym związku. To, co wnosi druga osoba, staje się niewystarczające – niezależnie od tego, czy chodzi o szefa w pracy, panią profesor na uczelni, męża czy przyjaciela. Osoby poszukujące idealnie empatycznego rozumienia doświadczają frustracji, która jest wpisana w ich „przeznaczenie”.

Studium przypadku

Pani I., 42 lata, jedynaczka, jest zamężna, ma dwoje dzieci, pracuje. Problemy zgłaszane przez panią I. – głównie kryzys relacji z mężem. Pani I. od bardzo dawna ma poczucie, że mąż nie daje jej oczekiwanych uczuć. Zamyka się w sobie bądź odgradza poprzez pracę lub gry komputerowe. Ponadto często wyjeżdża w delegacje, zostawiając samą z dziećmi. Pani I. spotyka się z kimś od jakiegoś czasu, nie dochodzi do zbliżeń intymnych. Osoba ta wypełnia emocjonalną pustkę pacjentki.
Zgłaszanym objawem jest także tendencja do kompulsywnych zakupów – pacjentka twierdzi, że ma w domu bardzo dużo ubrań oraz magazynów kobiecych, których nie czyta – kupuje, by później „wylądowało” to na dnie szafy. Po krótkim czasie euforii związanym z nabytą rzeczą pani I. wraca do domu i traci radość związaną z zakupami. Ubrania często nie są przez nią nawet noszone.
Ponadto, pani I. ma problemy w relacjach z innymi, twierdzi, że jest często nadmiernie emocjonalna i płaczliwa, ma niską samoocenę, lęk przed odrzuceniem, poczucie krzywdy.
Kontekst przyjęcia związany jest z doświadczeniem pani I. z poprzedniej psychoterapii grupowej, na której byłem terapeutą. Pani I. twierdziła, że przez jakiś czas w jej życiu była duża zmiana – szczególnie w pracy, jednak z biegiem czasu powracały epizody niezadowolenia. Zapamiętała mnie jako kompetentnego terapeutę, który poprzednio jej pomógł. Dodatkowo poczuła się opuszczona przez swoją lekarkę, ponieważ ta rozpoczęła z jej matką pracę psychoterapeutyczną. Zaleciła pani I. innego lekarza psychiatrę, który był według pani I. mało zaangażowany w jej problemy – z tego powodu przestała tam chodzić.
Pani I. wspomina matkę jako osobę zajętą sobą, skoncentrowaną na „własnej nerwicy”, najwyraźniej somatyzującą oraz przeżywającą stany dystymiczne. Z tego powodu również leczoną psychiatrycznie przy dużym zaangażowaniu pani I. W tym sensie „opuszczającą”, że prowokującą do zajmowania się nią w stanach wzmożonych napięć i załamań.
Ojciec pani I. – według relacji – podporządkowany matce, tłumiący złość, epizodycznie wybuchający gniewem, trudny w komunikacji, zamknięty w sobie, nastawiony zależnościowo do kobiet.

Diagnoza poziomu organizacji osobowości
Określenie poziomu organizacji osobowości jest szczególnie istotne. Osoba, której mechanizmy obronne bazują na rozszczepieniu i projekcji, inaczej będzie przeżywać opisywany tu dylemat oraz wymagać też będzie innej pracy.
Pani I. była zaangażowana, łatwo nawiązała relację terapeutyczną. W trakcie pracy potrafiła (gdy nie była zalana przeniesieniowymi emocjami) śmiać się z siebie i mieć dystans do swoich uczuć. Opis innych osób był wielowymiarowy, uwzględniający różne punkty widzenia, nie był oparty na projekcjach. Jej poczucie tożsamości było spójne, stabilne, zorganizowane. W obszarach dla niej konfliktowych autorefleksja była lekko upośledzona (obronnie), jednak można było polegać na jej zdolności do samoobserwacji. Samoocena była zaniżona. W obrazie klinicznym pojawiały się wolno płynące lęki i łagodne zaburzenia nastroju.
Mechanizmy obronne pani I. nie były oparte na rozszczepieniu. Miała dostęp do dojrzalszych sposobów radzenia sobie, takich jak humor czy tłumienie. Ponadto intelektualizowała, przemieszczała uczucia, używała projekcji neurotycznej. Diagnostycznie rzecz ujmując, pani I. prezentowała depresyjny styl funkcjonowania z obronami narcystycznymi i histerycznymi. W przeważającym obszarze funkcjonowała na neurotycznym poziomie organizacji osobowości.

Terapia
Trzy rzeczy mnie zaintrygowały w początkowym kontakcie z panią I. Po pierwsze jej wysiłek, by ustalić, czy ją pamiętam. Było dla niej szczególnie ważne to, czy rozpoznaję ją po głosie po dość długim czasie przerwy w pracy psychoterapeutycznej. Drugim było jej poczucie, gdy otwierałem z lekkim opóźnieniem drzwi do domofonu, że zapomniałem o niej i będzie stała pod drzwiami. Trzecim elementem było wrażenie, że po trzech spotkaniach diagnostycznych nie będę zainteresowany współpracą z nią i że ją odrzucę. Co jeszcze bardziej mnie zaintrygowało, towarzyszył jej nie tyle lęk czy smutek w związku z tym, a jakiś rodzaj irytacji i złości na mnie o to, że mógłbym jej nie pamiętać.
Model tworzenia relacji z innymi był powtarzalny, sztywny i nieprzystosowawczy. W niemal wszystkich relacjach, które omawialiśmy, pani I. była niezadowolona, sfrustrowana i zezłoszczona, natomiast druga strona w relacji – starająca się i bezradna. Złość i frustracja dotyczyła poczucia opuszczenia i nierozumienia jej, bycia daleko od jej odczuć. Pani I. wyrażała ją poprzez intensywny płacz przy dosyć charakterystycznej zamkniętej postawie ciała. Ten wzorzec relacji dotyczył męża, przyjaciela, szefowej w pracy, rodziców, psychiatry, która prowadziła ją i matkę, a także drugiej psychiatry. Byłem świadomy, że ten wzorzec pojawi się również na naszych spotkaniach.
Pani I. po ustaleniu kontraktu terapeutycznego (gdy obniżył się lęk przed odrzuceniem) zaczęła charakterystycznie zaczynać nasze sesje. Po ciepłym przywitaniu splatała ręce i nogi w zamkniętym geście, nerwowo poprawiała się na fotelu, zaczynała płakać. Była zezłoszczona i niezadowolona. Czasami ta postawa pojawiała się nieco później. Poprzedzała ją informacja, że ona nie może kontynuować, bo uważa, że to, co mówi, jest dla mnie „głupie”. Potrafiła wyłapać każdy moment mojej dekoncentracji, spojrzenie w inną stronę niż ona. Dla niej było to jednoznaczne – „przestaje pan o mnie myśleć”. Moją reakcją w tamtym czasie była wzmożona aktywność na sesjach – ewidentnie większa niż z innymi pacjentami. Mimo to pani I. nadal uważała, że nie jestem wystarczająco czujny bądź podążający za jej emocjami. Czasami przerywała wypowiedź, gdy zauważyła, że spojrzałem w okno (nie przestając jej słuchać). Zamykała się wtedy i płakała. Odkryłem, że potrafi być męcząca i to, że jest odrzucana, może się wiązać z tym, co nieświadomie wnosi. Paradoksalnie domaganie się atencji powodowało odwrotny skutek.
Objawy zakupoholizmu nasilały się. Rozumiałem to...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy