Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychiatria w psychologii

23 stycznia 2020

NR 19 (Styczeń 2020)

Współczesny rytm życia 24/7 a potrzeby wewnętrzne organizmu

248

Mało kto zgodzi się świadomie uznać swoje zdrowie za nieistotne – często jednak styl funkcjonowania współczesnego człowieka sprawia, że mimochodem je zaniedbuje. Zdrowie psychiczne można zdefiniować jako wolność od chorób i zaburzeń psychicznych, dobre funkcjonowanie w życiu codziennym oraz zdolność do radzenia sobie ze stresem i możliwość adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. Idealna sytuacja jest wówczas, kiedy idzie ono w parze ze zdrowiem fizycznym. Obydwa są ze sobą nieodzownie związane, gdy jedno zawodzi – drugie może pomóc przywrócić stan równowagi.

Następujące po sobie rewolucje: agrokulturalna, industrialna, technologiczna, a teraz informacyjna, w bardzo krótkim czasie radykalnie zmieniły sposób naszego funkcjonowania. Te zmiany w znacznym stopniu poprawiły jakość naszego życia, zapewniły bezpieczeństwo od wielu chorób, umożliwiły szerszy dostęp do dóbr, zapewniły nam możliwość szeroko rozumianego rozwoju oraz wydłużyły czas życia. Niemniej jednak złe zarządzanie zasobami środowiska i organizmu może mieć negatywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.

Efektem ubocznym postępu, widocznym na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, jest wzrost poziomu stresu chronicznego i rozpowszechnienia chorób przewlekłych. Coraz młodsze osoby zapadają na choroby układu krążenia, metaboliczne i schorzenia układu mięśniowo-szkieletowego. Powszechnie występują choroby układu oddechowego i skóry, szczególnie te o podłożu alergicznym. Jak pokazują statystyki, częściej też diagnozuje się choroby i zaburzenia psychiczne. Tempo życia sprzyja też rozwijaniu niezdrowych nawyków. Jesteśmy mało aktywni, coraz bardziej samotni, ograniczamy życie seksualne, gorzej się odżywiamy i krócej śpimy.

Dostęp do dóbr, informacji i mnogość możliwości może wprowadzać umysł w stan dysonansu poznawczego, utrudniać podejmowanie decyzji w wielu sferach życia. Wybór wiąże się z kosztem, jakim jest niemożność skorzystania z pozostałych opcji, a to często prowadzi do odczuwania nieprzyjemnych emocji 
i/lub bezczynności. Nawet jeśli już decydujemy się na konkretną aktywność, to świadomość innych możliwości może być nieznośna i nie pozwala cieszyć się dokonanym wyborem – stan ten ma już swoją nazwę w popkulturze: FUMO (ang. fear of missing the opportunity – strach przed utratą możliwości) i jest daleki od postawy mindfulness.

Nasza biologia nie nadąża za zmianami, które oferuje nam dzisiejszy świat, a praktyki zmierzające do zaspokojenia licznych potrzeb prowadzą do zaniedbywania zachowań prozdrowotnych.

POLECAMY

Wszechobecny problem stresu    

Pojęcie „stresu” Hansa Selye ma już ponad 80 lat. Jednak nie oznacza to, że wcześniej ludzie go nie odczuwali. Reakcja stresu pojawia się w organizmie w odpowiedzi na obiektywne zagrożenie zdrowia lub życia oraz w reakcji na wszystko to, co subiektywnie uznamy za zagrażające. Niezależnie więc, czy zaatakuje nas rozwścieczony niedźwiedź, czy dostaniemy nieprzyjemnego e-maila, ciało migdałowate wysyła sygnał do innych struktur mózgu i ciała, aby uwolnić porcję noradrenaliny i adrenaliny. W efekcie działania tych dwóch substancji następuje podwyższenie tętna i ciśnienia krwi oraz uwolnienie kaskady glukozy z wątroby do krwiobiegu. Krew zostaje przekierowana z układu pokarmowego do mięśni szkieletowych (tak, abyśmy mogli sprawniej „dać nogę” lub się obronić). Mózg wysyła też sygnał alarmowy do nadnerczy w celu podwyższenia sekrecji kortyzolu, który hamuje dystrybucję krwi i glukozy do kory nowej i kieruje je do bardziej prymitywnych obszarów mózgu. Kortyzol hamuje też pracę układu immunologicznego i obniża poziom libido – funkcji, których nie potrzebujemy podczas nagłej ucieczki lub podjęcia walki (np. atak dzikiego zwierzęcia).

Postęp cywilizacji pozwolił nam tak zmodyfikować środowisko, aby stresorów tego typu było jak najmniej. Technologia dała nam narzędzia, które powinny zapewnić nam więcej wolnego czasu i ułatwić pracę (różnego rodzaju maszyny, samochody, komputery, smartfony, tablety). Problem polega na tym, że nasz organizm reaguje stresem na wszystko, co uznamy za zagrażające, a tu możemy wymienić cały szereg stresorów psychospołecznych. Nieustannie jesteśmy przeładowani informacjami, treściami online, w dużych miastach dominuje bardzo szybkie tempo życia, przeciążenie pracą, która w związku ze stałym dostępem do poczty e-mailowej nigdy się nie kończy. Presja czasu, wielozadaniowość, niehigieniczny styl życia, a także coraz częściej występująca samotność i niestabilność relacji na pewno nie służą zdrowiu. W efekcie coraz częściej mówimy o problemie przewlekłego stresu. Reakcja stresu jest bardzo kosztowna dla organizmu. Będąc w chronicznym stresie, wyczerpujemy nasze rezerwy energii i stajemy się bardziej podatni na różnego typu choroby fizyczne i psychiczne.    

Obszar życia, który najczęściej kojarzony jest ze stresem, to praca. Chociaż w Polsce obserwujemy nieznaczny spadek średniej liczby godzin przepracowanych przez jednostkę w ciągu roku (2000 r. – 1863 godzin vs. 2018 r. – 1792 godzin), to już w 2005 r. aż 35% pracujących Polaków zgłaszało podwyższony poziom stresu związany z pracą. Coraz więcej pracowników zgłasza też, że przez ponad trzy czwarte całkowitego czasu pracy wykonuje swoje obowiązki pod presją deadline'ów. Stres powiązany z pracą jest ważnym czynnikiem ryzyka rozwoju zaburzeń depresyjnych, może nawet dwukrotnie zwiększyć prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Podobnie jest w przypadku cukrzycy typu II, gdzie stresująca i intensywna praca jest czynnikiem ryzyka zachorowania (nawet w ciągu kolejnych 15 lat). Korelacja pomiędzy stresem w pracy a zachorowaniem na cukrzycę obserwowana jest głównie w populacji kobiet.

Dobrze znany jest też związek pomiędzy stresem psychospołecznym a chorobami układu krążenia, zwłaszcza wśród osób wykonujących pracę zmianową, pracę o niskim poziomie aktywności fizycznej i wiążącą się z wysokim poziomem zagrożenia dla życia lub zdrowia.

Coraz częściej występują choroby układu mięśniowo-szkieletowego, stanowiące obecnie jeden z głównych powodów długotrwałej lub przewlekłej niezdolności do pracy (także u młodych ludzi). Wynikają one między innymi z niskiej aktywności fizycznej, długich godzin pracy spędzonych w pozycji siedzącej przy komputerze, używania tylko nielicznych grup mięśni potrzebnych do pisania na klawiaturze i scrollowania stron. Bóle mięśniowe, bóle karku czy kręgosłupa występują u osób w coraz młodszym wieku. Eksperci zdrowia wskazują, że zdrowotne następstwa doświadczania przewlekłego stresu i bóle układu mięśniowo-szkieletowego są obecnie najczęściej zgłaszanymi dolegliwościami podczas wizyt u lekarza w krajach Unii Europejskiej.

Zachwianie trzech filarów zdrowia – sen, dieta, aktywność fizyczna

Według National Sleep Foundation około 30% populacji cierpi na zaburzenia snu. Spośród tej grupy około 10% spełnia kryteria diagnostyczne dla przewlekłej bezsenności, tj. trudności w zaśnięciu, częste i długotrwałe wybudzanie się w nocy, budzenie się zbyt wcześnie (przed planowaną porą wstania), które powoduje pogorszenie funkcjonowania i złe samopoczucie w ciągu dnia. Według klasyfikacji ICD-10, aby zdiagnozować przewlekłą bezsenność, objawy te muszą występować trzy lub więcej razy w tygodniu przez okres co najmniej miesiąca. W klasyfikacji DSM-5 kryterium czasowe, aby rozpoznać przewlekłą bezsenność, to trzy miesiące. W populacji ogólnej 20–50% osób zgłasza skargi na niską jakość snu lub niewystarczającą liczbę godzin poświęconych na sen. W ciągu ostatnich 30 lat znacznie skrócił się też czas snu przeciętnej dorosłej osoby (w dni robocze wynosi nawet mniej niż 6 godzin), podczas gdy Amerykańska Akademia Medycyny Snu zaleca 7–9 godzin dla tej grupy wiekowej. Ten stan wiąże się między innymi z zacieraniem się granicy pomiędzy pracą, a domem oraz z tym, że technologia cyfrowa stała się nieodłączną częścią naszego stylu życia. Grupy szczególnie narażone na niedobór snu to nastolatkowe i młodzi dorośli oraz pracownicy zmianowi (aż 20% aktywnych zawodowo ludzi pracuje w trybie pracy zmianowej, w grafiku niezależnym od rytmu dnia i nocy).

Sytuację pogarsza zanieczyszczenie środowiska, ale w tym przypadku nie chodzi o smog, tylko o światło. Zanieczyszczenie świetlne to nadmierne oświetlenie nocne, którego źródłem jest sztuczne światło. Miarą natężenia światła padającego w danym kierunku, które odbiera ludzkie oko, jest luminancja (mcd/m2). Przykładowo, jej wartość dla dużej metropolii, np. dla Nowego Jorku, wynosi 11,7 mcd/m2, dla Warszawy jest równa 8,39 mcd/m2 (dla porównania w Bieszczadach, w Ustrzykach Dolnych wynosi 0,454 mcd/m2). Oprócz negatywnego wpływu na środowisko zanieczyszczenie świetlne ma również niekorzystny efekt na ludzki organizm. Ciemność jest ważnym sygnałem dla naszego organizmu wpływającym na nasz rytm okołodobowy snu i czuwania. Pod wpływem ciemności szyszynka produkuje melatoninę, ważny hormon w naszym organizmie, który wskazuje najbardziej korzystną porę na sen.

Przebywanie w jasnym otoczeniu w godzinach wieczornych może więc spowodować problemy z zaśnięciem. Korzystanie ze smartfonów, tabletów i innych urządzeń emitujących intensywne niebieskie światło również może zaburzać nasz sen, dlatego też zaleca się unikanie posługiwania się tego typu urządzeniami na godzinę przed planowaną porą zaśnięcia.
Bezsenność i niedobór snu mają poważne konsekwencje zarówno dla zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Prowadzą do trudności w funkcjonowaniu intelektualnym, pogarszają pamięć, utrzymywanie koncentracji uwagi i zdolności do uczenia się. Zmniejszają odporność na stres i tolerancję na ból. Przewlekła bezsenność jest czynnikiem sprzyjającym rozwinięciu niedokrwiennej choroby serca, nadciśnienia tętniczego, depresji i/lub zaburzeń lękowych, rozregulowuje układ hormonalny i immunologiczny, przez co zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia infekcji. Bezpośrednim efektem niedoboru snu jest obniżenie energii, spadek nastroju i rozdrażnienie podczas kolejnego dnia. Sygnałem alarmującym, który powinien zadecydować o wizycie u lekarza, jest utrzymująca się powyżej 1–3 miesięcy bezsenność w nocy, nadmierna senność w ciągu dnia oraz skrócenie całkowitego czasu snu w ciągu doby.

Zła jakość snu nie sprzyja też utrzymaniu prawidłowej i stałej masy ciała. Udowodniono, że przewlekły i nawracający niedobór snu wywołuje zaburzenia metaboliczne i neuroendokrynne, prowadzi do insulinooporności, cukrzycy i nadciśnienia tętniczego. To oznacza, że skrócenie czasu i jakości snu związane jest ze wzrostem masy ciała i otyłości, a także ze zwiększonym ryzykiem rozwinięcia zespołu metabolicznego. Nie pomaga tutaj tendencja do nieprzestrzegania regularnych pór przyjmowania posiłków, skłonność do spożywania wysokokalorycznych przekąsek oraz dieta oparta na produktach przetworzonych, ubogich w składniki odżywcze i bogatych w węglowodany.

Duże znaczenie dla jakości snu ma też aktywność fizyczna w ciągu dnia. Siedzący tryb życia i deficyt wysiłku fizycznego konsekwentnie pojawiają się w badaniach jako znaczące czynniki ryzyka dla przewlekłej i krótkotrwałej bezsenności. Mała ilość ruchu prowadzi też do wcześniej już wspomnianych problemów mięśniowo-szkieletowych – pogarsza stan mięśni, ścięgien, więzadeł, chrząstek, a nawet kości – prowadzi do rozwinięcia zespołów bólowych i zwyrodnień. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe dane, można założyć, że styl życia współczesnego człowieka jest daleki od ideału.

Rola psychologa i psychiatry wobec współczesnego stylu życia

Jednym z efektów rewolucji informacyjnej jest to, że słyszymy o rosnącej liczbie osób chorujących psychicznie. Statystyki faktycznie potwierdzają wzrost rozpowszechnienia zaburzeń i chorób psychicznych pomiędzy rokiem 1990 a 2017. Dane dotyczą w szczególności zaburzeń lękowych, nadużywania substancji psychoaktywnych, depresji i dystymii, choroby dwubiegunowej oraz demencji. Według raportu Global Burden of Disease z 2017 r. około 13% światowej populacji cierpi na zaburzenia psychiczne. Raport OECD z 2018 r. wskazuje, że średnia europejska dla zaburzeń psychicznych wynosi 17,3% (w Polsce 14,9%). W 2004 r. w naszym kraju najczęściej stawiano diagnozy nadużywania alkoholu (10,9%), ataków paniki (6,2%), fobii specyficznych (3,4%) oraz dużej depresji (3,2%). Nowsze dane, opublikowane przez WHO w 2017 r., pokazują, że w Polsce procent osób z diagnozą depresji prawie się podwoił i wynosi 5,1%, natomiast populacja osób z diagnozą zaburzeń lękowych obejmuje 3,9%.  
 
Oszacowanie zaburzeń psychicznych w ujęciu populacyjnym jest bardzo trudnym zadaniem – może nie obejmować osób chorujących, które nie korzystały z psychiatrycznej opieki zdrowotnej. Wzrost liczby osób z diagnozą uznaje się też za wynik rozpowszechnienia wiedzy na temat chorób psychicznych, większej tolerancji i zgody na sięganie po pomoc.

Zdrowie psychiczne i fizyczne to naczynia połączone. Diagnoza choroby psychicznej często wiąże się z wyraźnym obniżeniem jakości życia w wymiarze zdrowia fizycznego. Kliniczne wytyczne w praktyce lekarzy psychiatrów podkreślają ogromne znaczenie monitorowania parametrów metabolicznych i krążeniowych oraz zalecają regularne badania kontrolne.

Badania prowadzone zarówno w populacji ogólnej, jak i wśród osób z chorobami i zaburzeniami psychicznymi konsekwentnie pokazują korzystny wpływ niefarmakologicznych interwencji na poprawę jakości życia pacjentów i zmniejszenie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Dlatego tak ważna jest współpraca psychiatrów i psychologów, a także innych ekspertów zdrowia. Celem tej współpracy powinny być nie tylko działania wokół samej choroby, ale też propagowanie zdrowego stylu życia i wspieranie nawyków prozdrowotnych.

Tempo dzisiejszego życia sprawia, że pacjenci i klienci gabinetów psychologów i psychiatrów często skarżą się na brak motywacji. Ten stan mylony jest często z brakiem energii wynikającym z przemęczenia i nieefektywnego odpoczynku. Oczywiście nadal podstawą interwencji...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy