Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

15 listopada 2021

NR 30 (Listopad 2021)

Psychologiczne formy przesłuchań sprawców i świadków przestępstw

0 19

Podejrzany to osoba, wobec której w trakcie postępowania przygotowawczego wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów albo której bez wydania takiego postanowienia postawiono zarzut w związku z rozpoczęciem przesłuchania w charakterze podejrzanego. Mówiąc prościej, jest to osoba, która formalnie jest podejrzewana o popełnienie czynu zabronionego i w związku z tym uzyskuje szczególny status w sprawie, a co za tym idzie – szczególne obowiązki, ale też przywileje.

Przesłuchania podejrzanych w Polsce najczęściej prowadzone są przez organy prowadzące postępowanie przygotowawcze: Policję lub Prokuraturę. W Polsce przyjęło się, że w przypadku spraw trudnych, ważnych lub szczególnych typów podejrzanych przesłuchanie prowadzi prokurator, w sprawach mniejszej wagi zleca obowiązek przeprowadzenia przesłuchania Policji. Zasadniczo celem postępowania przygotowawczego (a więc i przesłuchania podejrzanego) powinno być zdobycie jak największej liczby informacji wyjaśniających okoliczności zdarzenia. Jak pokazują jednak badania Mazur (2011), czasem zdarza się, że celem przesłuchania dla policjantów czy prokuratorów, którzy są pewni winy podejrzanego, staje się tylko uzyskanie przyznania do winy. Takie podejście rodzi wiele niebezpieczeństw. Aby je zilustrować, warto przywołać słynną sprawę morderstwa Stephanie Crowe.

POLECAMY

Przesłuchanie świadka – przykład

Stephanie była dwunastoletnią dziewczyną, której zwłoki zostały znalezione w jej domu w pokoju na parterze. Służby przybyłe na miejsce zdarzenia uznały na podstawie śladów, że zabójstwo najprawdopodobniej zostało dokonane pod wpływem silnych emocji. Na tej podstawie postawiono hipotezę, że zabójstwa dopuściła się bliska dla dziewczyny osoba. Potwierdzało to doświadczenie śledczych i dane wiktymologiczne – zwykle zabójstwo o charakterze emocjonalnym dokonywane jest przez osobę znaną, a nawet bliską. Ponieważ rodzice Stephanie mieli mocne alibi, uwaga śledczych skierowała się na jedyną osobę, która wówczas była w domu: brata Stephanie, czternastoletniego Michaela Crowe. Podczas pierwszego przesłuchania Michael wydawał się rozkojarzony, niepewny i nieobecny, a dodatkowo nie miał alibi. To umocniło przekonania śledczych o jego winie, dlatego zdecydowali się na użycie podstępu w trakcie przesłuchania. Skłamali Michaelowi, że w trakcie przesłuchania stosowany był Voice Stress Analyzer (urządzenie do analizowania głosu, które rzekomo ma wykrywać kłamstwo) i to urządzenie wykazało, że Michael kłamie. Następnie Michael był przesłuchiwany szczególną metodą przesłuchania podejrzanych: naciskową i inwazyjną metodą Reida. Przesłuchanie trwało w sumie trzy dni, przez kilkanaście godzin. Pod jego koniec Michael przyznał się do zabójstwa. Po uzyskaniu przyznania do winy śledczy przestali zwracać uwagę na dowody, które zaprzeczały winie Michaela. Zignorowali fakt, że w pokoju Stephanie znaleziono ślady biologiczne, które nie należały do domowników. Zignorowali to, że Michael nie miał żadnych cech psychologicznych, które uprawdopodobniłyby dokonanie zabójstwa. Zignorowali również to, że dzień przed zabójstwem w sąsiedztwie domu Państwa Crowe zaobserwowano agresywnego włóczęgę, który próbował włamywać się do domów, szukając młodej dziewczyny. Pominęli również fakt, że ten włóczęga miał za sobą długą historię leczenia psychiatrycznego w kierunku schizofrenii oraz kilkanaście wyroków sądowych za różne przestępstwa, w tym molestowanie nieletnich dziewczyn. Ostatecznie to Michael Crowe został skazany i spędził w więzieniu kilka lat, dopóki prawdziwy sprawca zabójstwa, opisany włóczęga, nie został znaleziony i nie udowodniono mu zabójstwa.

Błąd konfirmacji

Śledczy popełnili w opisanym przypadku błąd konfirmacji (błąd potwierdzania), który polega, najogólniej mówiąc, na ignorowaniu dowodów niespójnych z hipotezą oraz na aktywnym poszukiwaniu i zapamiętywaniu tylko informacji zgodnych z hipotezą.

Jest to proces nie do końca uświadomiony – osoby, które popełniają błąd konfirmacji, są przekonane, że postępują racjonalnie i sensownie. Jest to bardzo powszechny w życiu codziennym błąd, bo któż z nas, na przykład, nie ignoruje wszystkich argumentów pokazujących, że ulubiona partia polityczna nie jest idealna? Jednakże w pracy śledczych ten błąd może prowadzić do straszliwych konsekwencji. Postawienie hipotezy o sprawcy już na samym początku postępowania może doprowadzić do pominięcia dowodów czy poszlak, które z hipotezą są sprzeczne. Co więcej, może doprowadzić do kontaminacji śladów, np. poprzez nieświadome sugerowanie świadkom, co widzieli, niestaranne zabezpieczanie np. śladów DNA czy naciskowe przesłuchania niewinnego podejrzanego w celu uzyskania przyznania do winy. W opisanym przypadku Michaela Crowe na skutek tego, że śledczy wytypowali niewinną osobę jako podejrzanego i ich celem w trakcie przesłuchania było uzyskanie przyznania się do winy, niewinna osoba została skazana, a prawdziwy sprawca pozostał przez wiele lat na wolności.

Jak widać, przesłuchania podejrzanych to ważna i odpowiedzialna czynność procesowa, utrudniana dodatkowo przez szczególną sytuację podejrzanego. Po pierwsze, taka osoba na ogół nie chce współpracować z wymiarem sprawiedliwości. Jeżeli jest winna, może (i ma do tego prawo) kłamać, oszukiwać, zaciemnić jak najbardziej obraz zdarzenia. Z kolei jeżeli jest niewinna, może ze strachu przed organami procesowymi mylić zdarzenia i fakty i przez to wypadać niewiarygodnie w oczach przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Po drugie, w przypadku wielu czynów zabronionych organom procesowym bardzo trudno zdobyć ślady wskazujące na to, co się tak naprawdę wydarzyło, i to podejrzany staje się głównym źródłem informacji, stąd uzyskanie od niego informacji staje się priorytetem w postępowaniu przygotowawczym. Z tego względu istnieje wiele modeli przesłuchań (np. model PEACE), taktyk (np. ukierunkowane na przesłuchania konkretnych typów sprawców, np. stalkingu, molestowania, czynów pedofilnych itd.; Napier, 2017), które mają pomóc Policji i Prokuraturze w przesłuchaniach podejrzanych.

Metoda Reida

Do niedawna jedną z częściej stosowanych w USA i wielu krajach zachodnich metodą przesłuchań podejrzanych była metoda Reida, czasem określana jako DAA (Direct Accusation Approach), metoda „dziewięciu kroków Reida”, a w Polsce nazywana niekiedy metodą FBI. Metoda ta powstała prawdopodobnie w latach czterdziestych ubiegłego wieku (choć pierwszy podręcznik powstał w 1967 r.) i za jej twórcę uważany jest John E. Reid, jeden z najbardziej znanych chicagowskich kryminalistyków, twórca również jednej ze skuteczniejszych metod wykorzystywania poligrafu/wariografu w praktyce (tzw. testu Reida, testu pytań kontrolnych, CQT). Celem „dziewięciu kroków Reida” jest uzyskanie przyznania się podejrzanego do winy. Sama metoda ma trzy główne założenia: uzyskanie przyznania się do winy jest niezbędnym celem przesłuchania podejrzanego; podejrzani nie przyznają się do winy przez wiele pierwszych godzin przesłuchania i dlatego przesłuchania powinny być długie i uporczywe; w przesłuchaniu podejrzanego w celu uzyskania informacji powinno się stosować metody, które w codziennym życiu mogą wydawać się nieetyczne (np. podstęp, obwinianie ofiary itd.). Metoda Reida składa się z dziewięciu elementów:

  1. Bezpośrednia pozytywna konfrontacja, w której podejrzanemu wprost i dobitnie przekazywana jest informacja, że przesłuchujący jest pewien, że to on jest winny i powinien się przyznać do winy.
  2. Budowanie motywów/tematów. W tym kroku przesłuchujący decyduje, czy ma do czynienia z podejrzanym „emocjonalnym” lub „nieemocjonalnym” i w zależności od tego wybiera jeden z sześciu dostępnych tematów/motywów przestępstwa. Temat/motyw jest tak naprawdę psychologiczną taktyką, której celem jest usprawiedliwienie podejrzanego w jego własnych oczach i zmniejszenie jego poczucia powagi czynu. Ma to sprawić, że chętniej przyzna się do przestępstwa. Na przykład w przypadku podejrzanego o zabójstwo przesłuchujący może rozwijać opowieść, w której przesłuchiwany dokonał zabójstwa tak naprawdę przypadkiem, w samoobronie, a to ofiara była agresorem i głównym winnym. Co ważne, rozwijany ten motyw może być nieprawdziwy i niespójny z zebranymi dowodami – jego celem jest jedynie zdjęcie winy z podejrzanego w jego własnych oczach. Druga ważna rzecz – w tym etapie podejrzany nie powinien na ogół nic mówić, to przesłuchujący snuje opowieść, jak mogło się zdarzyć, by tym samym zaszczepić w przesłuchiwanym zmniejszenie poczucia winy.
  3. Postępowanie z zaprzeczeniami.
  4. Przezwyciężanie sprzeciwów.
  5. Utrzymanie uwagi przesłuchiwanego.
  6. Radzenie sobie z pasywnym nastrojem.
    Te cztery perswazyjne taktyki służą do spowodowania u przesłuchującego znacznego obciążenia poznawczego, przemęczenia i utraty zdolności racjonalnego oglądu sytuacji. Za każdym razem, gdy podejrzany próbuje zaprzeczać winie, przesłuchujący przerywa mu i zapewnia, że to nie ma znaczenia: wszak Prokuratura czy Policja wie, że jest winny. Podejrzany przez wiele godzin przesłuchania jest w stanie ciągłego podwyższenia uwagi, zmuszany jest, by odpowiadać na pytania albo słuchać, co mówi przesłuchujący, nie może nawet na kilka chwil odpocząć. To wszystko sprawia, że podejrzany traci racjonalny osąd sytuacji, staje się podatny na sugestię i perswazję ze strony przesłuchujących.
  7. Zaprezentowanie wersji alternatywnych. Ten krok zwykle jest podejmowany przez przesłuchujących po wielu godzinach przesłuchania (lub po wielu przesłuchaniach), kiedy podejrzany jest już bardzo zmęczony, ma bardzo silne poczucie izolacji, samotności i wyczerpania poznawczego. Przesłuchujący przedstawia podejrzanemu dwie ostateczne wersje wydarzeń: jedną, w której podejrzany ukazany jest w najgorszym możliwym świetle, jako bardzo zły człowiek, i drugą, w której sama waga przestępstwa jest złagodzona, a czyn podejrzanego usprawiedliwiony, a nawet uzasadniony. W obydwu przypadkach to podejrzany jest sprawcą i musi wybrać, która z wersji jest „prawdziwa”. Ze względu na szczególny stan psychiczny, w którym się znajduje w trakcie przesłuchania podejrzany, zwykle wybiera tę drugą wersję, tym samym przyznając się do winy.
  8. Ustna relacja przesłuchującego o przebiegu przestępstwa.
  9. Przekształcenie ustnej relacji w pisemne przyznanie się.

Metoda Reida – kontrowersje

Ważnym elementem metody Reida jest obserwacja niewerbalnego zachowania podejrzanego. Zaleca się na przykład rozróżnianie „prawdomównych” od „kłamliwych” podejrzanych na podstawie prośby o zabranie głosu (kłamca jakoby będzie wiedział, że kłamie, dlatego prosi o pozwolenie na zabranie głosu w trakcie przesłuchania), wyciągnięcia ręki w celu przerwania przesłuchującym (kłamcy mieliby wykonywać takie gesty), wychylania się do przodu na krześle i wiele, wiele innych. Niestety, większość tych porad jest oparta na potocznych przekonaniach i nie ma nic wspólnego z wiedzą opartą na dowodach czy badaniach naukowych. Współcześnie wiadomo, że zachowanie niewerbalne nie jest dobrym wskaźnikiem kłamstwa. Już sławna metaanaliza DePaulo i in. (2003), w której zebrano wyniki badań nad 158 wskazówkami kłamstwa, pokazała, że większość obserwowanych zachowań niewerbalnych nie jest związana z kłamstwem (np. wbrew potocznemu przekonaniu badania pokazują, że gesty ilustrujące adaptory czy ułożenia nóg itp. nie są skorelowane z kłamaniem). Co więcej, nie tylko badania naukowe pokazują na bezużyteczność analizy zachowania niewerbalnego w celu wykrycia kłamstwa. Na przykład w latach 2007–2015 na lotniskach w USA realizowany był „Behavioral detection program”, którego celem było nauczenie służb pracujących na lotniskach analizy zachowania niewerbalnego oraz mikroekspresji w celu wykrywania potencjalnych przemytników czy terrorystów, zarówno w trakcie pobytu na terenie lotniska, jak i podczas przesłuchań. Raport ewaluacyjny tego programu wskazał na jego kompletne fiasko, podsumowując, że wnioskowanie o kłamstwie na podstawie zachowań niewerbalnych prowadziło do licznych błędów i nadużyć, a nawet określono je jako „bezużyteczne, stronnicze i bazujące na śmieciowej nauce” (Cushing, 2017).

Metoda Reida nie tylko skonstruowana jest na podstawie błędnych wskazówek identyfikacji kłamstwa u podejrzanego, ale również w oparciu o wyciągnięte wnioski i zgodnie z nimi dopuszcza używanie silnego nacisku, perswazji, manipulacji i przymusu ze strony przesłuchującego. Przez psychologiczne działanie siły autorytetu, wywoływanie u podejrzanego poczucia izolacji i osamotnienia, strategie (nierzadko odwołujące się do kłamstwa), minimalizowanie konsekwencji przyznania się oraz maksymalizacji konsekwencji nieprzyznania się do winy istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że podejrzany faktycznie przyzna się do popełnienia przestępstwa. Nawet jeżeli w istocie jest niewinny. W trakcie metody Reida przesłuchiwany cały czas zmuszany jest do utrzymania uwagi, słuchania przesłuchujących lub odpowiadania na pytania. Co więcej, nieustannie atakowany jest informacją, że Policja/Prokuratura wie, że to on jest winny i żadne zapewnienia tego nie zmienią. Wciąż słyszy opowiedzianą na różne sposoby historię o tym, jak dokonał przestępstwa. To sprawia, że podejrzany jest pod wpływem bardzo silnego pubudzenia organizmu, które przeradza się w obciążenie poznawcze – procesy uwagi, logicznego myślenia, wyciągania wniosków i racjonalnej oceny sytuacji są znacznie ograniczone. W rezultacie w kroku siódmym, gdy przesłuchujący oferuje możliwość ucieczki poprzez wybór „łagodniejszej” wersji przestępstwa, podejrzany ma wysoką skłonność do przyznania się – na ogół dlatego, że chce zakończyć tę psychologiczną torturę.

Metoda Reida nie tylko skonstruowana jest na podstawie błędnych wskazówek identyfikacji kłamstwa u podejrzanego, ale również w oparciu o wyciągnięte wnioski i zgodnie z nimi dopuszcza używanie silnego nacisku, perswazji, manipulacji i przymusu ze strony przesłuchującego. 

Metoda Reida ma wielu zwolenników, ale też ogromną rzeszę przeciwników, w tym psychologów sądowych. Ci pierwsi zauważają, że jest skuteczna – w końcu podejrzani przyznają się do winy. Co więcej, aby osoba była przesłuchiwana w charakterze podejrzanego, organy prowadzące postępowanie muszą mieć uzasadnione podejrzenie, że popełniła dany czyn. Innymi słowy, jak już ktoś się staje podejrzanym, to według zwolenników metody Reida najprawdopodobniej może być winny, co oznacza, że stosowanie naciskowej metody przesłuchań jest uzasadnione. Z kolei przeciwnicy metody Reida argumentują, że może i ta metoda jest skuteczna w uzyskiwaniu prawdziwych przyznań do winy, ale też jest skuteczna w uzyskiwaniu fałszywych. Sprawia to, że jest relatywnie wysokie ryzyko skazania niewinnej osoby w konsekwencji zastosowania tej metody, podczas gdy prawdziwy sprawca będzie pozostawał na wolności i popełniał dalsze przestępstwa.

Skuteczność metody Reida w badaniach

Biorąc pod uwagę te argumenty, powstaje zatem pytanie – jaka jest rzeczywista, udowodniona w niezależnych badaniach naukowych skuteczność metody Reida? Co ciekawe, mimo że ta metoda jest znana od dziesiątek lat, nie doczekała się licznych empirycznych weryfikacji. Naukowcom bardzo trudno prowadzić badania z jej wykorzystaniem z tego względu, że stosowanie tak ogromnego nacisku i psychologicznego stresu w badaniach jest skrajnie nieetyczne. Jednakże istniejące badania pokazują na skuteczność tej metody. Na przykład badania 44 przesłuchań podejrzanych przeprowadzonych w autentycznych sprawach karnych pokazują, że im więcej elementów metody Reida, tym większa szansa na uzyskanie przyznania do winy (King i Snook, 2009). Jednakże pozostałe badania terenowe i eksperymentalne pokazują, że choć ma swoje plusy, to w istocie jej stosowanie może być niebezpieczne. Na przykład klasyczny eksperyment Kassina i Kiechel (1996) pokazuje, że: wykorzystanie zaledwie kilku elementów metody Reida powoduje, iż ludzie są w stanie przyznać się do czynu, również w sytuacji, kiedy go nie popełnili, w dodatku nawet gdy grożą im za to konsekwencje finansowe i ta tendencja do przyznawania się jest większa, jeśli przesłuchujący stosuje fałszywe dowody (w badaniu zastosowano fałszywe zeznania świadków).

Co więcej, metaanaliza badań terenowych i eksperymentalnych nad technikami przesłuchań podejrzanych (Meissner i in., 2014) pokazuje, że wprawdzie zarówno metody przymusowe (np. metoda Reida) jak i „przyjazne” (jak metoda PEACE) są skuteczne w pozyskiwaniu przyznań do winy ogółem, ale metody przymusowe powodują częstsze fałszywe przyznania do winy. Również badania autentycznych spraw sądowych pokazują na niebezpieczeństwo stosowania metody Reida. Na przykład Fundacja Innocent Project, zajmująca się pomocą niesłusznie skazanym, podaje, że na 367 spraw, w których doprowadzono do zwolnienia z wieloletniego więzienia niewinnie oskarżonych, w 28% z nich doszło do fałszywego przyznania do winy, w większości spowodowanego przesłuchaniem z wykorzystaniem technik zawartych w metodzie Reida. Co ważne, skazania osób niewinnych znacznie częściej zdarzają się w przypadku przestępstw z wykorzystaniem przemocy 
(np. zabójstwa, gwałty: ponad 30%) niż w przypadku przestępstw przeciwko mieniu (12%, np. kradzieże; Silbret, Hollway i Larizadeh, 2015). Podane dane dotyczą USA. W Polsce trudno jest znaleźć podobne statystyki, znane są jednak głośne medialne sprawy, gdzie dochodziło do fałszywego przyznania się do winy pod wpływem naciskowego przesłuchania. Jednym ze słynniejszych przykładów jest sprawa Tomasza Komendy, który po pierwszym, psychologicznie naciskowym przesłuchaniu przyznał się do zarzucanych mu czynów. Głośny był również przykład podejrzan...

Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu

oraz 254 pozostałych tekstów.
To tylko 39 zł miesięcznie.

Przypisy