Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru , Otwarty dostęp

12 września 2019

NR 17 (Wrzesień 2019)

Czy maszyny marzą o współpracy z ludźmi?
Do czego człowiekowi życzliwość, wdzięczność, zaufanie, wolność i niedoskonałość w organizacjach wypełnionych technologiami?

0 64

U progu 2020 roku praca dawno przestała być miejscem, którego jedynym celem jest dostarczanie środków do życia. W pracy szukamy sensu i wartości. Dotychczasowe metody zarządzania przestają się sprawdzać, gdyż ich celem bywa głównie wymuszanie posłuszeństwa. Rozwój technologiczny i globalizacja idą w parze z trendem świadomych zmian i innowacji w zarządzaniu. W Polsce w zarządzaniu nadal mocno trzymamy się tego, co wydaje się nam znajome, stabilne i sprawdzone. Może warto przyjrzeć się zmianom, które nie od dziś kiełkują w organizacjach. Bowiem jest szansa, że nowa perspektywa może się stać dla biznesu ważnym elementem sukcesu rynkowego, społecznego i środowiskowego w szybko zmieniającym się świecie.

Doceniać życie


Mówią, że humanizm przegrywa z technologiami. Słyszymy, że idea nie ma dziś szans z pieniądzem. „To twarda gra – mówi prezes śląskiej firmy technologicznej – jesteśmy małą firmą, nie bardzo jest tu miejsce na rozgryzanie tych wszystkich zawiłości międzyludzkich, tu liczy się zysk, wystawianie faktur, takie są fakty, bez tego nas nie ma”.

Dzisiejsza rzeczywistość jest wyjątkowa. Warunki, w których przychodzi rozwijać nam biznes, są specyficzne. Pewne procesy są nie do zatrzymania. Rozwój technologii, przepływu informacji, globalnej sieci ma na nas nieustanny wpływ. Nasz świat się globalizuje, tempo zmian nie chce zwalniać i nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować. Możemy, co najwyżej, przystosowywać się do nowych warunków – i to robi młodzież. Dla młodych taki świat jest naturalny, to jedyna rzeczywistość, jaką znają, więc mają na nią otwarte oczy i umysły. Żyjemy w świecie niespotykanych dotąd możliwości. Mnogość dostępnych wariantów, opcji, które dostajemy do wyboru od życia, potrafi doprowadzić do zawrotu głowy. Niezależnie od tego, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, każdego dnia podejmujemy ważne decyzje, które mogą mieć wpływ na nasze życie i często wybór jednej ścieżki wiąże się z bezpowrotnym odrzuceniem innej. Dzisiejszy świat to rzeczywistość niespotykanej w historii dostępności zasobów i możliwości. O większość bazowych środków do życia nie musimy już walczyć. Rzeczy i możliwości, które dla naszych rodziców uchodziły za luksus i ekstrawagancję, dzisiaj są dla nas standardem, niczym niewyróżniającą się przeciętnością. Przez kilka tysiącleci człowiek borykał się z plagami chorób, niedostatkiem żywności, głodem i biedą. Nagle, prawie znikąd, nowoczesność przynosi nam bezprecedensowe bogactwo, spektakularne odkrycia naukowe, postęp w medycynie i wydłużony średni czas życia człowieka. Prawdę mówiąc, żyjemy dziś w sposób, którego mogliby nam pozazdrościć królowie żyjący pięćset lat temu.


Widzieć ograniczenia


Cały ten niezwykły postęp nie był efektem działania pojedynczych osób, lecz skutkiem współpracy ludzi w ramach organizacji. Żadna z ważnych zmian rozwojowych w historii nie byłaby możliwa bez organizacji jako nośnika ludzkiej współpracy. Organizacje w naturalny sposób zmieniały się i rozwijały na przestrzeni lat, aby współgrać z otoczeniem, w którym przychodziło im działać. Dzisiaj jednak wielu z nas intuicyjnie wyczuwa, że obecny sposób, w jaki zarządzamy organizacjami, został doprowadzony do granic możliwości. Nie zaskakuje nas, że dla osób ciężko pracujących na samym dole hierarchii praca częściej kojarzy się z lękiem i mozołem niż z pasją i misją. Wyraźne jest również to, że i w wyższych partiach struktury życie wcale nie jest bardziej satysfakcjonujące. Jak często gorączkowe działania stanowią słabą przykrywkę dla głębokiego poczucia pustki i bezsensu. Sposób, w jaki próbujemy sobie radzić z dzisiejszymi problemami organizacji, często zdaje się pogarszać sytuację, zamiast ją ulepszać. Sporo firm ma już za sobą różne cykle programów odnowy, przekształceń i reorganizacji: fuzje, centralizacje, decentralizacje, nowe systemy informatyczne, nowe sformułowania misji, nowe systemy motywacyjne. Jak wielu z nas przestało już mieć złudzenia, że może to cokolwiek zmienić. W powietrzu wisi poczucie, że wyczerpały się już pomysły na sposób zarządzania organizacjami i „cudowne systemy” wdrażane przez kolejne agencje konsultingowe zdają się być tylko częścią problemu, a nie jego rozwiązaniem.

Myśleć inaczej


Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek dostrzegamy potrzebę nowych, radykalnie lepszych sposobów bycia w organizacjach. Czy jest to możliwe? Albert Einstein powiedział, że problemów nie da się rozwiązać, używając tego samego sposobu myślenia, którego używaliśmy, kiedy problemy powstawały. Być może musimy dotrzeć do nowego etapu, nowego światopoglądu, nowej wizji życia i perspektywy, by ponownie wymyślić sposób, w jaki będziemy ze sobą współpracować w organizacjach? Chwila. Może jednak ta przyszłość nie jest tylko tuż za rogiem, może ona już staje się częścią teraźniejszości? Czasem warto świadomie otworzyć oczy, by dostrzec to, co jest naprzeciw, poluzować nieco nasze trzymanie się tego, co znamy z przeszłości. Może wokół nas rozwijają się już firmy, które myślą inaczej? Może, podobnie jak dzisiejsza młodzież, są tacy, którzy adaptują się do nowoczesnej rzeczywistości i naturalnie organizują swoją współpracę w sposób skutecznie odpowiadający dzisiejszym realiom? Może znasz firmy, które są dziś w czołówce swojej branży pod względem innowacyjności, elastyczności i skuteczności reakcji dzięki myśleniu inaczej w kwestiach organizowania współpracy w zespołach? Swoją drogą, czy określenie „Think different” nie brzmi znajomo?


Ufać ludziom


Coraz więcej spośród nas pragnie tworzyć organizacje z duszą. Wielu nie potrzebuje już przekonywania, że konieczne są nowe typy firm, jednostek badawczo-naukowych, fabryk, szkół, szpitali. Są tacy, którzy wierzą, że możliwe jest tworzenie skutecznych firm dających pracownikom przestrzeń do bycia w pełni sobą i umożliwiających nam poczucie głębokiego sensu z pracy wykonanej dla naszego zespołu. Powiem więcej. Znajdą się i tacy odważni, którzy otwarcie przyznają, że nowa filozofia w organizowaniu współpracy jest warunkiem niezbędnym dla wysokiej konkurencyjności, szczególnie w branżach opierających się na innowacyjności i szybkich reakcjach na zmieniające się warunki rynku.

Dobrze jest to widoczne w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, wśród technologicznych start-upów, gdzie naturalne są spontaniczne i często nieświadome eksperymenty nad „ponownym wymyślaniem” organizacji. Paradoksalnie, nieprzywiązanie do „starych” modeli organizowania pracy działa tu na korzyść i pragmatyzm zmusza młodych menedżerów do przyjmowania takich rozwiązań, które po prostu są skuteczne dla funkcjonowania ich firm. Coraz mniej wyjątkowe są dzisiaj firmy, w których standardem są życzliwość, wdzięczność, szczere zaangażowanie, uważność i świadoma osobista odpowiedzialność za powierzone zadania. Oparcie zespołu na wzajemnym zaufaniu i więzi wzmaga zaangażowanie i skłonność do poświęceń dużo bardziej niż jakiekolwiek centralnie sterowane motywowanie zewnętrzne.


Być w pełni sobą, bez masek


Dostrzegalnym przełomem nowego paradygmatu jest „dążenie do pełni”. Frederic Laloux, ojciec chrzestny optyki nowego poziomu świadomości w organizacjach, pisze o tym w ten sposób: „Historycznie patrząc, organizacje były miejscami, do których ludzie przychodzili, nosząc maski, dosłownie i w przenośni. W dosłownym sensie, widać to na przykładzie szat biskupich, dyrektorskich garniturów, lekarskich białych fartuchów i uniformów w sklepie czy restauracji. Uniform sygnalizuje tożsamość zawodową oraz rangę. To jest również rodzaj roszczenia, jaki organizacja wysuwa do pracownika: gdy nosisz ten uniform, nie należysz w pełni do siebie. Masz się zachowywać i pokazywać nie jako ty, lecz w pewien z góry ustalony, oczekiwany i akceptowany sposób. (…) [Przełom związany z nową filozofią organizowania współpracy polega na tym, aby] stworzyć przestrzeń, która nieustannie wspiera nas w podróży do pełni. Niezwykłe rzeczy zaczynają się wydarzać, kiedy naprawdę odważamy się wnieść do pracy wszystko to, kim jesteśmy. Za każdym razem, gdy zostawiamy za sobą część siebie, redukujemy bowiem część naszego potencjału, kreatywności i energii. Nic dziwnego, że wiele miejsc pracy wydaje się bez duszy i bez życia. Dopiero w poczuciu pełni jesteśmy pełni życia, jakiego wcześniej nie znaliśmy. W naszych relacjach z kolegami znikają nagle sprawy, które czyniły miejsce pracy nieprzyjemnym i nieefektywnym. Współpraca staje się narzędziem, za pomocą którego pomagamy sobie nawzajem wyrazić naszą wewnętrzną wielkość i przejawiać powołanie” (Laloux, 2015).

W naturalny sposób zmienia się też poziom świadomości samych menedżerów, osób mających wpływ w organizacjach. Coraz bardziej jest widoczne, że mocne skupianie się na własnym ego i podkreślanie własnego statusu działa kontrskutecznie dla efektywności nowych organizacji. Często widać, w jaki sposób skuteczny lider potrafi poskramiać własne ego, nabrać dystansu do swoich lęków i ambicji, aby móc świadomie skupiać się na szukaniu bardziej autentycznego, harmonijnego i zdrowego sposobu życia.


Brać odpowiedzialność


W świecie dobrobytu, niespotykanej dostępności zasobów przyjęcie tak praktycznej perspektywy nie wyklucza również rozważenia konsekwencji społecznych i środowiskowych. Wygląda na to, że dotychczasowy sposób prowadzenia działalności gospodarczej przerasta możliwości naszej planety. Rozwój gospodarczy ma swój udział w drenowaniu zasobów naturalnych, niszczeniu ekosystemów, w zmianie klimatu, wyczerpywaniu zasobów wody i gleb uprawnych. Nie możemy zakładać, że rozwój technologii uleczy rany, jakie zadaliśmy naszej planecie przez nowoczesną cywilizację. Patrząc czysto ekonomicznie: model ciągłego wzrostu przy ograniczonych zasobach musi dojść do granicy. Może ostatnie kryzysy finansowe są tylko zapowiedzią tego, co przed nami. Może nie jest przesadą stwierdzenie, że przetrwanie wielu ekosystemów i rozwój ludzkości zależy od naszej zdolności przejścia do nowej perspektywy, z poziomu której zaczniemy współpracować w nowy sposób, aby uzdrowić nasze relacje ze światem.


Widzieć życie w działaniu organizacji


Ktoś powie: „to naiwne”, „myślenie życzeniowe”, „perspektywa psychologa”, „u nas to się nie sprawdzi”, przecież „zysk się liczy, wystawianie faktur”. Przed organizacjami jest dziś ocean możliwości. Wybór należy do tych, którzy mają wpływ. To my decydujemy, w którą z tych niezliczonych opcji zainwestujemy naszą energię, czas i zasoby. Możemy wybrać to, co dobrze znamy, co zdaje się nam stabilne i sprawdzone. Możemy patrzeć na organizacje jak na MECHANIZMY, z jasną hierarchiczną strukturą, formalnymi spotkaniami na każdym poziomie, systemami motywacyjnymi, planami, budżetami i obfitością centralnych funkcji sztabowych. Możemy wybrać, aby nie ufać ludziom i wierzyć, że „nie chce im się pracować” i trzeba ich do tego jakoś zmusić. Jeśli człowiek jest dla nas „trybikiem” w tej inżynierskiej maszynie, to samo stawianie pytania o to, czy czuje on sens swojej pracy, zakrawa o szaleństwo – jakież to bowiem może mieć znaczenie. Jak długo ten sposób rozumowania będzie się jeszcze sprawdzać w globalnej wiosce wypełnionej niezwykłymi technologiami?

Alternatywą jest zaufać człowiekowi i głęboko uwierzyć, że przy wszystkich jego słabościach i wadach więcej rzeczy zasługuje w nim na podziw niż na pogardę (parafrazując Alberta Camusa). Historia uczy nas, że jeśli człowiek dostanie odpowiednie warunki, nie zawaha się pokazać, czym jest wielki entuzjazm i wielkie poświęcenie. Może warto podjąć ryzyko i spojrzeć na organizację nie jak na mechanizm, moją czy twoją „własność”, ale jak na ORGANIZM, pole energii, formę życia, która w organiczny, naturalny sposób dostosowuje się do warunków niczym roślina lub cały ekosystem. Może opłaci się nam widzieć organizację jako miejsce, w którym pracownik czuje sens swojej pracy, gdzie struktury są płynne i zadaniowe, możliwe są szybkie reakcje na zmiany, a domeną jest nieszablonowość i kreatywność. Może uda się dostrzec, jak wiele można zyskać, tworząc warunki, w których pracownik może w swoim zespole zaspokajać najważniejsze potrzeby – i to niekoniecznie tylko te najbardziej pierwotne, jak potrzeby materialne czy te związane z zaznaczaniem swojego statusu. Przede wszystkim chodzi o zaspokajanie potrzeb związanych z budowaniem owocnych relacji i więzi z osobami, z którymi często od poniedziałku do piątku przychodzi nam spędzać więcej czasu niż z najbliższą rodziną. Chodzi też o potrzebę sensu, której zaspokojenie – jak podkreślał filozof Viktor Frankl – „pojawia się jako niezamierzony skutek uboczny, osobistego oddania się celowi większemu niż ja sam” (Frankl, 2017).

Może czas odrzucić złudzenie, że jedna osoba lub kilka – bez względu na kompetencje – mogłaby panować nad wszystkimi informacjami tak złożonego systemu, jakim jest organizacja i z góry, heroicznie podejmować zawsze słuszne decyzje dla setek wyborów, jakie czekają firmę w każdym tygodniu. Może pora na zaufanie do przestrzeni, do zbiorowej inteligencji systemu. Wydaje się ryzykowne? Idea, że dla gospodarki kraju najlepsze jest zarządzanie twardą ręką komitetów centralnego planowania w peerelowskim stylu, została całkowicie zdyskredytowana. Dziś jest dla nas oczywiste i naturalne, że system wolnego rynku, gdzie miliardy graczy odczytują sygnały, podejmują decyzje i uzgadniają działania między sobą, działa o wiele lepiej. Jednak z jakiegoś dziwnego powodu wewnątrz organizacji nadal ufamy ekwiwalentowi centralnych komitetów planowania.

A co z zyskiem? Czy nie on jest najważniejszy? Mam w sobie przekonanie, że zysk dla firmy jest konieczny i inwestorzy zasługują na godziwą stopę zwrotu, jednak głównym sensem pracy ludzi jest cel istnienia firmy, a nie zysk. Zysk dla firmy jest jak powietrze. Potrzebujemy powietrza, aby żyć, ale nie żyjemy po to, aby oddychać. Dla wielu skutecznych firm działających dzisiaj zyski są produktem ubocznym dobrze wykonanej pracy. Laloux widzi w tym paradoks: „skupiając się na celu bardziej niż na zyskach, zyski zwykle napływają jeszcze bardziej obficie” (Laloux, 2015).


Mieć odwagę


Trzeba podkreślić, że sposób myślenia, o którym piszę powyżej, pozostaje dzisiaj w naszym kraju w sferze działań bardzo kontrkulturowych. Często na własnej skórze poczuć można, że zaufanie człowiekowi w biznesie jest postawą kontrkulturową. W czasach uprawiania polityki i rozgrywek personalnych w firmach samo określenie „ufać ludziom w biznesie” bywa odbierane jak zabawny oksymoron. Jednak dla mnie zaufanie to podstawa sukcesu na rynku. Wydaje się, że idea br...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy