Czy miłości potrzebna jest płeć?

Metody terapii

Myśląc o bliskich, miłosnych relacjach, niejako z definicji ustalamy płeć zaangażowanych w nie osób. Dla większości ludzi pierwsze skojarzenie to mężczyzna i kobieta, późniejsze myśli dotyczą dwóch kobiet albo dwóch mężczyzn. Gdy zaczynamy myśleć o relacjach rodzinnych, płeć staje się poniekąd mniej istotna – w rodzinie wchodzimy w bliskie relacje zarówno z osobami tej samej oraz innej płci.

Dwie płcie?

Płeć organizuje nam relacje, staje się podstawowym albo jednym z podstawowych czynników, który je kształtuje. Proces ten zaczyna się bardzo wcześnie – trzyletni syn znajomych, gdy tylko odkrył anatomiczne różnice między mężczyznami i kobietami, zaczął pytać odwiedzających gości: „Masz siuraka czy nie masz? ”. W późniejszym życiu też zadajemy sobie to pytanie – może tylko w trochę innej formie… Płeć staje się podstawowym konstruktem tworzącym relacje, a my dodatkowo zakładamy pewną spójność – jeśli ktoś wygląda jak kobieta, to zapewne we wszystkich obszarach swojego funkcjonowania tę kobiecość można u danej osoby zidentyfikować.
Również w psychologicznych gabinetach często przyjmujemy takie założenie – wchodzi osoba wyglądająca na kobietę albo na mężczyznę i zaczynamy w takich kategoriach o niej/nim myśleć, nie zadając sobie pytania, jak ta osoba czuje się w swoim ciele. Pozostaje na uboczu kwestia, czy ciało tej osoby jest w zgodzie z psychicznym poczuciem przynależności do określonej płci. Zagadnienie pozornie wydaje się proste – są mężczyźni i są kobiety, wchodzą ze sobą w bliskie relacje, dwupłciowe albo jednopłciowe. Jeśli jednak bliżej przyjrzymy się tej sytuacji, okazuje się, że sprawa nie jest taka łatwa do rozstrzygnięcia.
Jeśli tylko nie zmuszają nas do tego jakieś okoliczności, myśląc o relacjach, pozostajemy w wygodnym cispłciowym świecie, czyli takim, gdzie poczucie tożsamości płciowej, ciało i płeć wpisana w akt urodzenia i kopiowana do innych dokumentów pozostają ze sobą w zgodzie. Jednak sytuacja nie zawsze jest oczywista. Wyobraźmy sobie nasze komórki. Jak opisują podręczniki biologii, w każdej z nich u kobiety znajduje się chromatyna płciowa, zwana ciałkiem Barra, której nie ma w komórkach mężczyzn. Jednak jeśli ciałko Barra odkryjemy w komórkach mężczyzny albo znajdziemy u kobiety komórki bez owego ciałka, zatem czy płeć dalej będzie bezdyskusyjna?
Komórki mogą być mało przekonujące, sięgnijmy po chromosomy płciowe. Znowu powołując się na podręczniki, możemy powiedzieć, że w każdej komórce kobiety jest para chromosomów XX, a u mężczyzny XY. Ale jak pokazują badania i tutaj możemy stracić pewność. Bowiem jeżeli w części moich komórek będę miał zestaw chromosomów nie mojej płci, to czy w dalszym ciągu będzie do utrzymania przekonanie o jej binarności?
Zostawmy biologię i spójrzmy na sprawę z perspektywy psychologicznej. Kwestia płci zaprzątała głowy badaczy oraz specjalistów od zdrowia już w XIX wieku. Sprawa była oczywista – w ciele kobiety powinna być kobieca dusza, jak wtedy pisano, a w ciele mężczyzny – męska. Gdy dusze i ciała się mieszają, robił się poważny problem. Mogło to doprowadzić – na przykład – do homoseksualizmu. Homoseksualny mężczyzna tym różnił się od heteroseksualnego, że jego dusza była nie męska, a kobieca. To, co męskie, i to, co kobiece, było wyraźnie różnicowane. I różnorakie aberracje, które tutaj występowały, prowadziły do szaleństwa. Psychologia przejęła tę spuściznę, wyraźnie różnicując, co jest męskie, a co kobiece. Przykładem mogły być kwestionariusze badające osobowość. Męskość i kobiecość tworzyły przeciwstawne krańce jednej skali.
Potrzeba było wiele czasu, aby androgynia doczekała się swego rodzaju depatologizacji i r...

pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Przypisy