Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

29 listopada 2018

NR 12 (Listopad 2018)

Czy miłości potrzebna jest płeć?

335

Myśląc o bliskich, miłosnych relacjach, niejako z definicji ustalamy płeć zaangażowanych w nie osób. Dla większości ludzi pierwsze skojarzenie to mężczyzna i kobieta, późniejsze myśli dotyczą dwóch kobiet albo dwóch mężczyzn. Gdy zaczynamy myśleć o relacjach rodzinnych, płeć staje się poniekąd mniej istotna – w rodzinie wchodzimy w bliskie relacje zarówno z osobami tej samej oraz innej płci.

Dwie płcie?

Płeć organizuje nam relacje, staje się podstawowym albo jednym z podstawowych czynników, który je kształtuje. Proces ten zaczyna się bardzo wcześnie – trzyletni syn znajomych, gdy tylko odkrył anatomiczne różnice między mężczyznami i kobietami, zaczął pytać odwiedzających gości: „Masz siuraka czy nie masz? ”. W późniejszym życiu też zadajemy sobie to pytanie – może tylko w trochę innej formie… Płeć staje się podstawowym konstruktem tworzącym relacje, a my dodatkowo zakładamy pewną spójność – jeśli ktoś wygląda jak kobieta, to zapewne we wszystkich obszarach swojego funkcjonowania tę kobiecość można u danej osoby zidentyfikować.
Również w psychologicznych gabinetach często przyjmujemy takie założenie – wchodzi osoba wyglądająca na kobietę albo na mężczyznę i zaczynamy w takich kategoriach o niej/nim myśleć, nie zadając sobie pytania, jak ta osoba czuje się w swoim ciele. Pozostaje na uboczu kwestia, czy ciało tej osoby jest w zgodzie z psychicznym poczuciem przynależności do określonej płci. Zagadnienie pozornie wydaje się proste – są mężczyźni i są kobiety, wchodzą ze sobą w bliskie relacje, dwupłciowe albo jednopłciowe. Jeśli jednak bliżej przyjrzymy się tej sytuacji, okazuje się, że sprawa nie jest taka łatwa do rozstrzygnięcia.
Jeśli tylko nie zmuszają nas do tego jakieś okoliczności, myśląc o relacjach, pozostajemy w wygodnym cispłciowym świecie, czyli takim, gdzie poczucie tożsamości płciowej, ciało i płeć wpisana w akt urodzenia i kopiowana do innych dokumentów pozostają ze sobą w zgodzie. Jednak sytuacja nie zawsze jest oczywista. Wyobraźmy sobie nasze komórki. Jak opisują podręczniki biologii, w każdej z nich u kobiety znajduje się chromatyna płciowa, zwana ciałkiem Barra, której nie ma w komórkach mężczyzn. Jednak jeśli ciałko Barra odkryjemy w komórkach mężczyzny albo znajdziemy u kobiety komórki bez owego ciałka, zatem czy płeć dalej będzie bezdyskusyjna?
Komórki mogą być mało przekonujące, sięgnijmy po chromosomy płciowe. Znowu powołując się na podręczniki, możemy powiedzieć, że w każdej komórce kobiety jest para chromosomów XX, a u mężczyzny XY. Ale jak pokazują badania i tutaj możemy stracić pewność. Bowiem jeżeli w części moich komórek będę miał zestaw chromosomów nie mojej płci, to czy w dalszym ciągu będzie do utrzymania przekonanie o jej binarności?
Zostawmy biologię i spójrzmy na sprawę z perspektywy psychologicznej. Kwestia płci zaprzątała głowy badaczy oraz specjalistów od zdrowia już w XIX wieku. Sprawa była oczywista – w ciele kobiety powinna być kobieca dusza, jak wtedy pisano, a w ciele mężczyzny – męska. Gdy dusze i ciała się mieszają, robił się poważny problem. Mogło to doprowadzić – na przykład – do homoseksualizmu. Homoseksualny mężczyzna tym różnił się od heteroseksualnego, że jego dusza była nie męska, a kobieca. To, co męskie, i to, co kobiece, było wyraźnie różnicowane. I różnorakie aberracje, które tutaj występowały, prowadziły do szaleństwa. Psychologia przejęła tę spuściznę, wyraźnie różnicując, co jest męskie, a co kobiece. Przykładem mogły być kwestionariusze badające osobowość. Męskość i kobiecość tworzyły przeciwstawne krańce jednej skali.
Potrzeba było wiele czasu, aby androgynia doczekała się swego rodzaju depatologizacji i renesansu. Rozdzielenie skal i mierzenie osobno kobiecości i męskości okazało się bardzo ważne. Badania zaczęły bowiem wskazywać, że pomieszanie kobiecości i męskości sprzyja lepszemu funkcjonowaniu i zdrowiu. Osoby androgyniczne mają bowiem szerszy repertuar sposobów reagowania i radzenia sobie w różnych sytuacjach. Psychologia, podobnie jak biologia, zaczęła podważać sensowność binarnego ujęcia płci. Badania różnych kultur ujawniły, że w części z nich funkcjonuje trzecia płeć. W Indiach tradycja ta ma 4 tys. lat – mężczyzna (Hidżra), zazwyczaj wykastrowany, traktowany jest jak kobieta i podejmuje kobiece role. Podobne tradycje można odnaleźć w Tajlandii, na Filipinach czy w Meksyku. Z kolei na Bałkanach, zwłaszcza w Albanii, męskie role podejmują kobiety. Motyw ten obecny był także w sztuce. Jusepe de Ribera, hiszpański malarz okresu baroku w 1631 roku namalował obraz Kobieta z brodą. Przedstawia on postać o męskich rysach i brodzie, która piersią karmi małe dziecko.
Współcześnie motywy te można odnaleźć w występach określanych jako drag queen, kiedy artysta tworzy na scenie postać innej płci niż jego. Najczęściej są to mężczyźni, którzy wcielają się w postacie kobiet. Jedną z takich drag queen jest Austriak Thomas Neuwirth, znany jako Conchita, który/która został/została zwycięzcą/zwyciężczynią Konkursu Piosenki Eurowizji w 2014 roku. U części społeczeństwa wywołało to oburzenie, występ Conchity potraktowany został jako część genderowego przewrotu, którego celem jest obalenie podziału ludzi na mężczyzn i kobiety oraz umożliwienie dowolnej zmiany swojej płci.

Tymczasem, jak pisała w 2010 roku amerykańska badaczka, Alice Dreger:

„Dzięki postępowi nauki coraz trudniej oddzielić mężczyzn od kobiet [...], ludzie lubią swoje kategorie płciowe, ale natura się tym nie przejmuje. Natura nie ma granicy pomiędzy płciami. Jeśli chcemy mieć taką granicę, musimy ją sami narysować na naturze”.
Wspominam powyższe kwestie, aby zaproponować poddanie krytyce rozumienie płci jako kategorii dychotomicznej, stałej i jednoznacznej. Takie postrzeganie płci staje się coraz trudniejsze do utrzymania w oparciu o współczesne badania, nie jest też wystarczające do zrozumienia wielu zjawisk związanych z funkcjonowaniem człowieka. Porzucenie binarności płci daje szansę na głębsze widzenie jej istoty i czynników, które ją kształtują. Umożliwia też zostawienie dobrze nam znanej cispłciowości i podjęcie próby zrozumienia transpłciowości. Trzeba jednak pamiętać, że zmiany będą dość zasadnicze. Przykładowo, na poziomie języka będziemy musieli zrezygnować z „przeciwnej płci” na rzecz „innej płci”. Poglądy te mogą początkowo trochę przypominać argumenty rodem z amerykańskiego Towarzystwa Płaskiej Ziemi, ale może warto zaryzykować?

Od cis- do trans-

Osoby transpłciowe to takie, u których identyfikacja płciowa i ekspresja płci nie jest zgodna z kulturowo zdefiniowaną płcią, przypisaną przy urodzeniu. Ta niezgodność jest, niestety, niemal z definicji patologizowana. Jednak różnica pomiędzy transpłciowością a dysforią płciową (ang. gender dysphoria) jest dość zasadnicza. Dysforia płciowa została wprowadzona w klasyfikacji DSM-V celem zastąpienia kategorii transseksualizmu. Używa się też terminu niespójność płciowa (ang. gender incongruence), która z kolei ma zastąpić transseksualizm w nowej klasyfikacji ICD. Podstawowym kryterium postawienia diagnozy zgodnie z klasyfikacją DSM-V lub ICD-11 jest cierpienie doświadczane z powodu opisywanej powyżej rozbieżności i deklarowana chęć dokonania korekty płci (dawniej opisywana jako zmiana płci). Tak więc sama rozbieżność między płcią przeżywaną a płcią biologiczną i metrykalną nie jest jeszcze podstawą do postawienia diagnozy dysforii płciowej.
Konieczna jest oczywiście diagnoza różnicowa. Dotyczy ona m.in.: nasilonego sprzeciwu wobec roli związanej z przypisaną płcią, zaburzeń transwestytycznych, zaburzeń dysmorficznych, zaburzeń psychotycznych czy psychoorganicznych. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że powyższe diagnozy nie wykluczają automatycznie diagnozy dysforii płciowej. Zatem można mieć zdiagnozowane zaburzenie psychotyczne i równocześnie mieć diagnozę dysforii płciowej.
Jak wspomniałem, sama rozbieżność nie jest podstawą do postawienia diagnozy dysforii płciowej. Przykładem może być jeden z moich pacjentów, który od poniedziałku do piątku funkcjonuje jako mężczyzna, wykonując typowo męski zawód. W piątek przebiera się za kobietę, zmienia fryzurę, robi makijaż i przez weekend funkcjonuje jako kobieta. Satysfakcję przynosi mu traktowanie go jak kobietę, a nie samo ubieranie się w kobiece ubrania, jak w przypadku transwestytyzmu fetyszystycznego. O swojej sytuacji mówi: „Na razie niech tak będzie. Może kiedyś będę chciał coś tu zmienić”.
Funkcjonowanie bez jasnego określenia roli płciowej lub zmienianie jej – z jednej strony może dać poczucie spełnienia, ale z drugiej – może utrudniać realizację potrzeby bliskości. Pomocny w przedstawieniu tej sytuacji może być opis trzech rodzajów klinicznej normy seksualnej autorstwa Kazimierza Imielińskiego. Pierwsza to norma optymalna, którą tworzą zachowania najbardziej pożądane, jeśli chodzi o indywidualne i społeczne funkcjonowanie. Druga norma to norma akceptowana. Zachowania nie utrudniają rozwoju i nie ograniczają w znaczący sposób możliwości nawiązywania relacji. I w końcu trzecia to norma tolerowana. Ocena zachowań będzie tutaj zależała od kontekstu osobowościowego i sytuacyjnego. Preferowane zachowania mogą ograniczać dobór partnerów i głębokość relacji, chociaż życie seksualne może być satysfakcjonujące. Opisywany powyżej mężczyzna, jak można przyjąć, funkcjonuje w obszarze normy tolerowanej, chociaż ma potencjalnie możliwość funkcjonowania w ramach normy akceptowanej.
Zmiany dokonujące się w klasyfikacjach psychiatrycznych zmierzają wyraźnie w kierunku depatologizacji niezgodności płciowej. W fachowej literaturze odchodzi się od myślenia w kategoriach leczenia transseksualizmu, jak dawniej opisywano ten proces, na rzecz myślenia w kategoriach korekty w przypadku współczesnych diagnoz dysforii płciowej czy niespójności płciowej. Nie jest to zmiana jedynie terminologiczna. Procesy te mają bowiem wyraźne odniesienie do mechanizmów stygmatyzacji i przemocy wobec osób nonkonformistycznych płciowo, do czego jeszcze wrócę. Dla profesjonalistów myślących o osobach transpłciowych pomocne może być ujęcie normy Imielińskiego przenoszące akcent z symptomów psychopatologicznych na ocenę funkcjonowania człowieka. Jest to zresztą podejście w seksuologii dobrze znane, kiedy problemy odnosimy do relacji.
Warto tu wspomnieć o jeszcze jednym terminie coraz częściej używanym: skolioseksualność. Odnosi się on do odczuwania pociągu seksualnego do osób niebinarnych. Dla jednego z moich pacjentów, identyfikującego się jako cispłciowy, heteroseksualny mężczyzna, właśnie osoby funkcjonujące poza binarnością są najbardziej atrakcyjne seksualnie i emocjonalnie. Jego codzienne funkcjonowanie nie wyróżnia się niczym specjalnym poza problemem związanym z trudnością w znalezieniu partnera. Używając terminologii Imielińskiego, można powiedzieć, iż znajduje się on na pograniczu normy tolerowanej i akceptowanej. Dodatkowy problem, który przeżywa, to dylemat, czy w związku z osobą cispłciową, a takiej relacji nie wyklucza, będzie mógł ujawnić swoje preferencje i czy zostaną one zrozumiane.

Perspektywa rozwojowa i rodzinna

Zachowania świadczące o trudnościach z akceptacją swojej płci mogą pojawić się już w wieku dwóch lat. Będą się one przejawiały pragnieniem posiadania innej płci, niezadowoleniem ze swojej, a zwłaszcza z jej fizycznych aspektów, preferowaniem ubrań i zabawek powszechnie łączonych z inną płcią. Zachowania te, jak pokazują badania, w mniej więcej 1/4 osób utrzymują się do dorosłości. Tak więc charakteryzuje je stosunkowo duża zmienność. Powodem tego mogą być różne czynniki przyczyniające się do takiej ekspresji swojej płciowości. O ile bowiem przyjmujemy, że dysforia płciowa spowodowana jest przede wszystkim czynnikami biologicznymi, o tyle przyczyną opisanych powyżej nonkonformistycznych zachowań mogą być czynniki natury psychologicznej czy rodzinnej. Mogą one – przykładowo – wynikać z dominowania w rodzinie wzorów zachowań charakterystycznych dla jednej płci, innej niż dziecka, bądź też z dewaluowania płci biologicznej dziecka czy w końcu z nasilonych procesów identyfikacji z rodzicem przeciwnej płci.
U adolescentów musimy wziąć też pod uwagę, iż pojawienie się czy nasilenie pragnienia posiadania innej płci, czy bycia traktowanym jako osoba innej płci może być formą zachowań rebelianckich. O ile do niedawna częstą formą buntu wśród nastolatków było prezentowanie siebie jako geja, lesbijki czy osoby biseksualnej, tak teraz staje się nią chęć zmiany płci. Przyczyna wydaje się być dość oczywista – zarówno prezentowanie siebie jako osoby homoseksualnej czy biseksualnej, jak też transseksualnej staje się znaczącym problemem dla rodziców, przez co nastolatkowie mogą zyskać nad nimi swego rodzaju kontrolę czy też ich w ten sposób próbować ukarać.
Warto tutaj wspomnieć o relacjach rówieśniczych. W przypadku dzieci, jak się wydaje, zachowania nonkonformistyczne płciowo mogą, ale nie muszą, stanowić ryzyko odrzucenia czy stygmatyzacji. Podejrzewam, że zachowania te stanowią większy problem dla dorosłych niż dla samych dzieci. Te ostatnie bowiem negatywnie reagują na rówieśników, jeśli ci stanowią dla nich zagrożenie. Dorośli z kolei mogą czuć się zagubieni w relacji z dzieckiem czy nastolatkiem, który swoją ekspresją nie wskazuje jednoznacznie na swoją płeć.

Transpłciowość dziecka to duże wyzwanie dla rodziców. Godzenie się z „nową płcią” to proces, który zaczyna się od doświadczenia i przeżycia utraty dziecka fu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Psychologia w praktyce"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy