Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

4 września 2020

NR 23 (Wrzesień 2020)

Rozróżnienia kluczowe. Kochać to martwić się, kochać to ufać

87

Porozumienie bez Przemocy, inaczej NVC (od: Nonviolent Communication) Marshalla Rosenberga (1934–2015) to mieszanka pewnego sposobu posługiwania się językiem oraz podejścia do życia, świata, innych i siebie.

Ten pierwszy element – język, określany często jako „model czterech kroków” (obserwacje, uczucia, potrzeby, prośby), jest dzięki wykładom, artykułom prasowym, książkom i szkoleniom coraz bardziej znany. Drugi element – założenia (assumptions, także key assumptions), przekonania oraz rozróżnienia kluczowe kształtujące postawę, są już zdecydowanie mniej znane1. 

Niniejszy artykuł przedstawia koncepcję rozróżnień kluczowych oraz omawia szerzej jedno z nich, choć nie pochodzi ono bezpośrednio od Rosenberga: „Kochać to martwić się lub kochać to ufać” (lista rozróżnień na końcu artykułu). 

POLECAMY

Czym są rozróżnienia? 

Najprościej mówiąc, rozróżnienie to miejsce wyboru. Wyobraźmy sobie, że idziemy ścieżką i pojawia się oznakowane rozdroże. Z reguły znaki wskazują dokąd i w jakim czasie dotrzemy, obierając jedną lub drugą trasę. W przypadku rozróżnień w niemalże każdej sytuacji stoimy na rozdrożu, tzn. wybieramy jakąś ścieżkę. W tym wypadku jednak nie wiadomo, dokąd dotrę – drogowskaz informuje tylko, jakiego rodzaju to jest trasa. Jedna jest prostsza, druga ma wiele zakrętów, jedna jest w górę, w dół, w górę, w dół. Druga wiedzie bardziej z górki... Być może, idąc ścieżką A, mam większe prawdopodobieństwo dotrzeć do dobrej relacji z sobą i z innymi, do większego spokoju wewnętrznego i do świata (za Miki Kashtan2) skrojonego na miarę potrzeb wszystkich niż wędrując ścieżką B. Jednak pewności nie ma żadnej. 

Pragnę zaznaczyć – mimo iż rozróżnienia stanowią w moim rozumieniu podstawowy filar dydaktyki oraz nośnik postawy Porozumienia lub – szerzej – Życia bez Przemocy, nie są one czymś przypisanym do myśli Marshalla Rosenberga. Życie jest pełne rozróżnień! Pamiętam moment zwrotny w relacji z moją własną niecierpliwością i pędem, gdy Isabelle Padovani – szwajcarska trenerka Porozumienia bez Przemocy – podrzuciła mi następujące rozróżnienie: „Aga, chcesz iść szybko, idź sama. Chcesz iść daleko – idź z innymi”. 

À propos wyboru – w Porozumieniu bez Przemocy zakładamy, że wybór jest wewnętrzny, mamy go zawsze. Nawet jeżeli nasze działania z pewnym prawdopodobieństwem przyniosą nieprzyjemne konsekwencje, nie oznacza, że nie mamy wyboru. Przykładowo, nie istnieje „nie mogę” (jej tego powiedzieć). I tu od razu trafiamy na kolejne rozróżnienie: „Nie mogę” nie istnieje – istnieje za to „nie chcę” oraz „nie wiem jak”. Tak niekiedy zaczyna się podróż w moim gabinecie – jeśli ktoś przychodzi i mówi „nie mogę” (przyjąć tej pracy, przestać objadać się czekoladkami), sprawdzamy, radykalnie uczciwie wobec siebie, co to znaczy naprawdę – raczej „nie wiem, jak to zrobić”, czy jednak po prostu „na dzisiaj nie chcę”. 

Zacznijmy podróż w głąb dzisiejszego głównego rozróżnienia. Chociaż, jak już wspomniałam, nie znajdziecie go na oficjalnej liście rozróżnień Porozumienia bez Przemocy, choć stanowi ono dla mnie punkt wyjściowy Życia bez Przemocy. 

„Kochać to martwić się” – sedno

„Kochać to ufać lub kochać to martwić się” – oto jedno z rozróżnień, które miało na moje życie rewolucyjny wpływ. Zauważcie, że w „martw-ić się” czy w „z-martw-iony” jest „martwy”. Martwienie się jest tak rozpowszechnione, że mniej lub bardziej świadomie staje się miernikiem miłości! „Jak to, nie martwisz się?” – potrafią zapytać z niedowierzaniem ludzie. „Nie martwimy się tylko o tych, którzy są nam obojętni” – wierzą niektórzy. 

W moim rozumieniu martwienie się to uśmiercające kręcenie wewnętrznego filmu, inaczej nakręcanie się, tworzenie scenariuszy, które prowadzą do uczucia (ciągłego) napięcia lub niepokoju. Taki film może brzmieć „A co, jeśli... a jak sobie nie poradzi... co wtedy… na pewno...”. Dla eksperta od zmartwień wszystko może stać się ich powodem.

Skąd takie podejście do życia czy taki charakter miłości? W oparciu o doświadczenie i nową literaturę można stwierdzić, że czym w historii danego społeczeństwa więcej dyktatur i przemocy, tym więcej zapisanego w komórkach przekazywanego z pokolenia na pokolenie zmartwienia. Wyobraźmy sobie sytuację, w której piętnastolatka wychodzi w jakiś poniedziałek w czasie wojny na ulicę Warszawy i nie wraca do domu, bo zabrała ją „łapanka”. Jej tata wychodzi z domu w środę i też nie wraca, a potem pomyślmy o matce i żonie, która zostaje w domu z dwójką młodszych dzieci. Żyć (i kochać) oznaczało ocierać się o śmierć – jak tu się nie martwić?

Co martwienie się uśmierca, czyli zabija? Na pewno wewnętrzny dobrostan, ale bywa, że także autentyczność w relacji. Wygląda to w uproszczeniu tak: (dorosły) rodzic informuje swoje (dorosłe) dziecko, jak to on martwi się (że np. jeszcze nie ma potomstwa, a przecież już jest 5 lat po ślubie). Ponieważ obiekt zmartwień raczej nie doświadcza takich uwag jako wsparcia, to może rzadziej wpadać z wizytą, jak ognia unikać tematu rzeczonego potomstwa lub przestać o pewnych sprawach opowiadać. Martwiący się będzie miał w takim wypadku jeszcze mniej informacji, zaczną mnożyć się niedomówienia, myśl, że skoro chcą coś przede mną ukryć, to na pewno jest powód do zmartwień i... będzie martwił się jeszcze więcej. Koło się zamyka. 
 

Tabela 1. Porozumienie bez Przemocy

Rozróżnienia Porozumienia bez Przemocy (wybór) 

  1. obserwacja – ocena, interpretacja
  2. uczucia – uczucia rzekome
  3. potrzeby – strategie
  4. prośby – żądania
  5. bodziec – przyczyna 
  6. autentyczność żyrafy – szczerość szakala
  7. ochronne użycie siły – karzące użycie siły
  8. władza z – władza nad
  9. wybór – poddanie się lub bunt
  10. wyrażanie uznania – komplementy, pochwały
  11. współzależność – zależność i niezależność
  12. wytrwałość – upór
  13. samodyscyplina – posłuszeństwo
  14. poszanowanie autorytetu – strach przed autorytetem
  15. wrażliwość – słabość
  16. miłość jako potrzeba – miłość jako działanie – miłość jako uczucie 

„6 x Z”, czyli proces zaglądania do zmartwień i ich transformacji w zaufanie 

Pamiętaj o głębokim oddechu i wdechu między każdym punktem, przytuleniu siebie, jeśli odkrycia są bolesne. 

Poszukaj zmartwienia, czyli myśli, którą „podkręcasz”, niepokój i radykalnie uczciwie wobec siebie zapisz je, a potem znów radykalnie uczciwie przejdź proces „6 x Z”. 

→ Martwię się, że dzieci wezmą od każdego z nas, rodziców to, co najgorsze, zamiast to, co najlepsze.

  1. Pierwsze „Z” pochodzi od „zaczęło się…?” i nawiązuje do książki pt. Nie zaczęło się od Ciebie Marka Wolynna. Zapytaj się i szukaj odpowiedzi głęboko, czy „wymyśliłeś” to zmartwienie sam, czy odziedziczyłeś?

→ Dociera do mnie, że jest odziedziczone! Moja mama mawiała, że gdyby ojciec odziedziczył dobre serce po matce a pracowitość po ojcu, to byłby cudownym człowiekiem. A on odziedziczył lenistwo po matce i wulgarność po ojcu. 

  1. Drugie „Z” jest od „zasięg” – chodzi o zasięg wpływu. Zupełnie uczciwie – czy to jest coś, na co masz jakikolwiek wpływ? Odpowiedz w subiektywnych procentach. Nie chodzi o to, jaki chciałabyś mieć wpływ, ale jaki masz.

→ Radykalnie uczciwie: zasięg mojego wpływu na to, co po kim odziedziczą nasze dzieci, jest niewielki. Powiedzmy, że mam 1–20% wpływu.

  1. Trzecie „Z” od „zakłamania” – czy w moim zmartwieniu jest gdzieś jakieś ukryte, nieuświadomione autokłamstwo. Naprawdę martwisz się właśnie o to? Czy ta myśl brzmi jednak inaczej? 

→  Rzeczywiście… przecież nie boję się, że dzieci ode mnie wezmą to, co najgorsze. Nawet nie umiałabym tego nazwać, zdać sobie z tego sprawy. Ale tak naprawdę martwię się, że one będą miały nadwagę, będą nadużywały używek i szybko umrą. Czyli, że wezmą to właśnie od drugiego rodzica, że powtórzą pewien niesłużący schemat.

  1. Czwarte „Z” jest od „założenia” lub inaczej „przekonania” (ale te nie zaczynają się na „Z”) – czy są tam jakieś ukryte przekonania o życiu? Czy one są niosące, czy raczej wciągają w „studnię”?

→  Tak, mam przekonanie, że ludziom z nadwagą jest w życiu trudniej zawodowo i prywatnie. Mam ochotę się jemu przyjrzeć, bo przecież uproszczeniem byłoby wierzyć, że wystarczy być szczupłym, by być szczęśliwym. 

  1. Piąte „Z” od „zaufania” – jakie zaufanie pragnę kultywować?

→  Pragnę kultywować w życiu zaufanie, że można wyposażyć ludzi w umiejętność rozpoznania tego, co im służy, oraz wspierać ich odwagę do rozwijania tego, co im służy i determinację do zmiany tego, co im szkodzi. Chcę ufać, że moje dzieci będą należały do tych ludzi. 

  1. Ostatnie „Z” jest od „zmieniam” – sprawdzamy, czy i co możemy przerobić na czyn, zamienić w konkretną dbałość.

Mogę. Mogę prosić dzieci, gdy stoją przed jakimś wyborem – nawet jeśli jest to „tylko” jedzenie, aby zastanowiły się, czy im to służy, czy to jest dla nich dobre. Mogę towarzyszyć im w drodze ku dorosłości, żyjąc wartościami, na których mi zależy, aby były obecne w świecie. Mogę umożliwiać moim dzieciom kontakt z dorosłymi, którzy reprezentują wartości, które cenię… Konkretnie mogę sama dbać o to, by np. nie odpowiadać jedzeniem na stres, ale jeść, by zaspokoić głód lub by cieszyć się pełnią smaków tego świata i aby dzieci to widziały.


Alternatywa: „Kochać to ufać”

Alternatywą jest myślenie „kochać to ufać” i od razu kolejne rozróżnienie: niezwykle istotne jest zrozumienie, że nie chodzi o to, by ufać, że wszystko będzie dobrze, bo nie zawsze będzie. Ból w życiu jest nieunikniony (warto dodać: cierpienie fakultatywne), więc ufność, że wszystko na pewno będzie dobrze, to malowanie rzeczywistości na różowo. 

Nie wiemy, czy wszystko będzie dobrze. Pragnę ufać, że cokolwiek się nie wydarzy, cokolwiek życie przyniesie, wyjdę z tego godnie lub – ta druga wersja coraz częściej do mnie przemawia: wyjdę z tego w sposób, który pozwoli mi zachować relację. Oczywiście może być tak – jakże smutno często się to dzieje – że druga strona relacji nie chce. Albo… my jej już nie chcemy lub jeszcze nie chcemy. Tym ważniejsze staje się zachowanie relacji z sobą samym – życzliwej, pełnej empatii, odwagi, ciekawości poszanowania. Ale też szacunku do naszych ograniczeń, gdy życie nas tak doświadczy, że stracimy – miejmy nadzieję, że na moment – umiejętność zachowywania się godnie. 

Podsumowując: kochajmy, ufając, że cokolwiek się wydarzy, wyjdziemy z tego w sposób, który pozwoli nam zachować relację, przynajmniej tę z samym sobą, a może jednak też z życiem, Bogiem i ludźmi po drugiej stronie sprawy. 

O czym to rozróżnienie nie jest?

Bardzo lubię wyłapywać nieuświadomione synonimizacje: otóż nie dosyć, że ludzie mogą zamiennie traktować „martwić się” i „kochać”, to na dodatek synonimem wydaje się być „martwić się” oraz „troszczyć się, dbać”. Dla mnie to są zupełnie inne sprawy. Martwienie się to „nakręcanie” scenariuszy, a dbałość to potrzeba, którą można zrealizować poprzez setki strategii i działań. Przestać martwić się nie oznacza, że mamy przestać dbać i wpaść w brak ostrożności, uważności czy naiwność.

Zobaczmy na przykładzie, jak wygląda w praktyce jedna lub druga postawa: Przygotowałam dziecku śniadanie na podróż oraz ciepłą czapkę na trzydniową wycieczkę klasową. Kiedy wróciłam do domu po pracy, jedno i drugie znalazłam na szafce w korytarzu – syn tego (oczywiście) nie wziął. 

Jeśli kocham, martwiąc się, włączę zapewne jakiś teatr mentalny, który może wyglądać tak: 

Dlaczego nie włożyłam mu tego osobiście do plecaka? Pewnie nikt się z nim nie podzielił. Pewnie wychowawczyni to zauważyła... Co sobie pomyśli? Co ze mnie za matka? I jeszcze ta czapka, dostanie zapalenia uszu... itd. 

Jeśli mam zintegrowane „kochać to ufać (i dbać)”, wtedy często scenariusz wygląda następująco:

Czuję stres… Oddycham. Na czym mi zależy? Na dobrostanie dziecka, kocham, więc chcę o nie zadbać. Sprawdzam granice mojego wpływu i uruchamiam kreatywność co do strategii zrealizowania mojej potrzeby dbałości, troski, miłości. 

Czy mogę coś zrobić w sprawie śniadania? Nie. Dzieciaki już dawno dojechały na miejsce i są na etapie obiadokolacji. Mogę wziąć wdech, „zaczerpnąć” zaufania, powiedzieć: „Mam nadzieję, że ktoś się podzielił, a nawet jeśli nie, to mój głodny dzieciak wyszedł z tego cało” i skończyć wydechem. W sprawie tej konkretnej wycieczki nic nie mogę zrobić i wszelkie: „Trzeba było sprawdzić, czy wziął śniadanie” jest niszczącym dobrostan praktykowaniem rad „na przeszłość”. Mogę podjąć odpowi...